Christmas

Merry Christmas!

Ok, do świąt zostało jeszcze trochę czasu, ale nadszedł czas, że możemy już wprowadzać się w świąteczny klimat Dziś podzielę się z Wami moimi ulubionymi świątecznymi filmami (niektóre pewnie już kiedyś wspomniałam) oraz muzyką, może wśród mojego top traficie na coś, co obejrzycie/przesłuchacie, a kiedy, jeśli nie teraz?

Z ubolewaniem nie przedstawię Wam takiego rankingu książek, ponieważ… do tej pory przeczytałam tylko jedną świąteczną książkę i była tak beznadziejna, że do dziś się wzdrygam jak widzę/słyszę nazwisko autorki Ale jeśli znacie jakieś naprawdę godne polecenia powieści ze świętami w tle, koniecznie dajcie mi znać! Co roku obiecuję sobie zaopatrzyć się w takie tytuły i co roku mi nie wychodzi… Może w 2021 to się zmieni?

Za to z dostępnem do świątecznych filmów nigdy nie miałam problemu. Jak nie telewizja, gdzie na każdej stacji znajdzie się po kilka mniej lub bardziej ciekawych propozycji (co prawda, nie wiem, jak teraz, ponieważ nie mam w ogóle telewizji, ale podejrzewam że to się nie zmieniło), to oferta Netflixa jest również bogata

Kolejność filmów przypadkowa, z wyjątkiem…

Kevin sam w domu (1990) i Kevin sam w Nowym Jorku (1991)

Będę to powtarzać do znudzenia: obie części Kevina to absolutnie moje ulubione filmy, co więcej, zaliczam się do tej części społeczeństwa, która nie wyobraża sobie świąt bez obejrzenia chociaż jednego z nich. Wieczór wigilijny z Kevinem to moja tradycja świąteczna i już się cieszę na kolejny, dwudziestyktóryś seans

Jedna z najzabawniejszych scen w „Dobre miejsce” :)

Nie będę się o Kevinie rozpisywać, wszyscy go znacie. A jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście… gdzie się ukrywaliście całe swoje życie?! Ten rok to idealny czas, by w końcu nadrobić tę klasykę

Święta na Division Street (1991)

O tym filmie pisałam Wam dwa lata temu tutaj, więc nie będę się powtarzać. Polecam, polecam, polecam, a jeśli nie czytaliście mojej recenzji sprzed dwóch lat, zapraszam, bo trochę się tam rozpisałam i przybliżyłam fabułę filmu. Gdybyście chcieli go obejrzeć, to w dalszym ciągu jest dostępny na YouTube (tylko w oryginale).

 Święta last minute (2004)

O tym filmie chyba tylko krótko wspomniałam. Oglądałam go kilkukrotnie i za każdym razem dobrze się bawię. Jest to historia małżeństwa, które nie ma ochoty obchodzić świąt, ponieważ ich córka zdecydowała się nie przyjechać do domu. Luther Krank postanowił całkowicie przeskoczyć święta, a więc nie tylko wyjechać na rejs po Karaibach w tym czasie, ale również zrezygnować ze wszystkich przygotowań świątecznych, do czego udało mu się namówić żonę. Niestety nie wszyscy akceptują ten pomysł, ponieważ istotne jest, by posiadłość Kranków była ozdobiona, tak by ich ulica mogła wygrać konkurs na najlepiej udekorowaną ulicę w mieście… jak możecie się domyślać, wywołuje to małą wojną sąsiedzką, a do tego okazuje się, że córka Kranków decyduje się jednak przyjechać do domu, co zmusza jej rodziców do przygotowania wszystkiego na ostatni moment, co znów wywołuje masę zabawnych sytuacji (sceny z szynką to zdecydowanie moje ulubione). Z jednej strony to zabawna komedia ze świętami w tle, z drugiej są tutaj poruszane również inne tematy, dzięki czemu również mnie porusza. Z tego, co wiem, jest aktualnie dostępna na Netflixie.

To właśnie miłość (2003)

Kolejny klasyk. Zbiór kilku opowieści (które w dużej mierze łączą się na końcu), które też stało się inspiracją dla polskiej serii „Listy do M.”. Oczywiście są tu lepsze historie, jak i te gorsze, ale dzięki różnym historiom, różnym spojrzeniom wywołuje różne emocje: jest dużo zabawnych scen (moją ulubioną jest ta z Alanem Rickmanem i Rowanem Atkinsonem), ale są również te wzruszające. Do tego bardzo fajna obsada, jeśli jeszcze nie obejrzeliście, może pora nadrobić?

Zdjęcie z imdb.com

Rowan Atkinson

Świąteczny książę (2017)

Ok, tutaj wkraczamy w sekcję filmów słodkich do bólu, mega przewidywalnych, więc jeśli takich nie lubicie, to Wam tego nie polecę. Muszę jednak przyznac, że ja osobiście lubię obejrzeć takie typowo niewymagające odmóżdżacze i do tych, które sprawdziły mi przyjemność zaliczam trylogię „Świąteczny książę”. Podoba mi się typowo romatyczna historia z dziennikarką oraz księciem Aldovii (czyli w rzeczywistości nieistniejącego kraju), nie tylko dlatego, że lubię Rose McIver grającą główną rolę (znam ją z „iZombie”, które już wam polecałam). Jest słodko, wiadomo, jak się skończy, ale było parę zabawnych, parę wzruszających scen i o dziwo było kilka zaskoczeń. Pozostałe dwie części również sprawiły mi przyjemność i radość. Myślę, że kiedyś do nich wrócę, ale musi minąć trochę więcej, niż pół roku (taaaak, oglądałam je w sierpniu).

Ben Lamb i Rose McIver

Zamiana z księżniczką (2018)

Od czasów High School Musical darzę Vanessę Hudgens sympatią, więc to był jeden z argumentów, żeby obejrzeć tę produkcję. Drugim – lubię filmy, w których chodzi o zamianę ról itp., a to właśnie główna fabuła tego filmu: Stacy spełnia życzenie Lady Margaret i na dwa dni zamieniają się swoim życiem, co oczywiście prowadzi do tego, że każda z nich poznaje kogoś, kogo druga nie potrafi w ten sposób docenić. Film jest lekki, przyjemny, Vanessa wygląda ładnie i myślę, że fajnie tu sobie radzi. Część pierwszą polecam i pewnie do niej kiedyś wrócę, ale część druga… hmm… jest niestety gorsza. W miarę dobrze mi się go oglądało, ponieważ jest tak mało wymagający, że dla mojego zmęczonego mózgu był to film idealny, jest wprowadzona dodatkowa postać (również grana przez Vanessę), która jest bardzo przerysowana, ale dość dobrze to wychodzi, natomiast cała intryga tak średnio mnie bawiła. Tak samo, jak trochę mi szkoda, że jedną z postaci zepchnięto wręcz do roli w tle. Tak więc, część pierwszą polecam, a część drugą… tylko jeśli bardzo polubiliście bohaterki. Chociaż muszę jeszcze dodać, że w pewnym momencie chyba Vanessa pogubiła się aktorsko w tym, kogo gra, bo w pewnych momentach bohaterka zachowywała się nie tak, jak ona, nawet jeśli udawała inną.

Zdjęcie z filmweb.pl

Vanessa Hudgens x 2

Złe Mamuśki 2: Jak przetrwać święta (2017)

„Złe mamuśki” to jeden z filmów, które obejrzałam tylko ze względu na aktorkę (tu Kristen Bell), a chociaż spodziewałam się żenującej masakry, okazało się, że to całkiem przyjemna i zabawna komedia. Bez wahania poszłam do kina również na świąteczną kontynuację, która również bardzo mi się podobała. Prawdę mówiąc, chętnie bym sobie obejrzała obie części ponownie…

Oba filmy recenzowałam tutaj i tutaj.


W tym roku to tyle jeśli chodzi o filmy, które polecam Dajcie znać w komentarzach, jakie są Wasze ulubione świąteczne filmy

Prawdę mówiąc mój repertuar utworów świątecznych jest dość skąpy. Co roku obiecuję sobie przesłuchać i zapoznać się z kilkoma albumami, ale wychodzi jak zawsze, czyli jeśli odpalę sobie jakąś swiąteczną piosenkę, to zazwyczaj taką, którą znam. Poniższy zestaw to starocie, ale może jeszcze ich nie znacie i Was zaciekawią. Pominę tu wszystkim znane „Last Christmas”, którego nienawidziłam całe życie, ale polubiłam 1-2 rok temu, czy jedną z fajniejszych piosenek w radiu: „All I Want for Christmas is You”.

Banaroo „Coming Home For Christmas”

Gdybym miała wybrać jedną, jedyną ulubioną świąteczną piosenkę, wskazałabym na nią. Chociaż za samym zespołem nie przepadam (i ich trochę durnymi utworami, które zdobyły w 2005 dość dużą popularność), to ten utwór mnie zauroczył. Podoba mi się ta popowa muzyka z świątecznymi dodatkami, wokale, wszystko ładnie do tego pasuje. Do tego nakręcono też  teledysk z uroczym motywem, które spotęgował moje zauroczenie

Sarah Connor „Christmas In My Heart”

Ten utwór jest bardziej melancholijny, ale jednocześnie piękny z wpadającym w ucho refrenen. Cóż więcej mogę powiedzieć, polecam, a ja może się kiedyś w końcu przesłucham cały album o tym samym tytule.

LaFee „Dein Geschenk”

To jeden z kilku utworów, który został nagrany na potrzeby serialu, ale muszę przyznać, że LaFee dała radę stworzyć przyjemną piosenkę, do której chce się wracać. I dla mnie kolejny plus: jest po niemiecku

Natomiast jeśli chodzi o albumy, to w moich słuchawkach do tej pory tylko dwa regularnie wracają:

Diana Krall „Christmas Songs”

Właściwie nie słucham Diany i nie pamiętam dokładnie, dlaczego zdecydowałam się przesłuchać jej album, ale jej klimatyczne, jazzujące wersje większości dość dobrze znanych utworów szybko mi wpadły do ucha. Prawdę mówiąc, jeśli mam ochotę posłuchać czegoś świątecznego (np. do pakowania prezentów), najczęściej właśnie Diana ląduje w moich słuchawkach. Potrafi zbudować klimat i przenosi w inny świat. Właśnie jej słucham i wydaje mi się, że jak tylko się odwrócę to zobaczę choinkę i mnóstwo zapalonych światełek, a za oknem będzie padać śnieg… Nic z tych rzeczy, choinka dalej gdzieś w kartonie, na śnieg nie ma co liczyć, za to zdecydowanie ten album potrafi budować klimat. Polecam.

CeeLo Green „CeeLo’s Magic Moments”

Taka ironia, że CeeLo również nie słucham, ale coś mnie tknęło kilka lat temu do przesłuchania jego świątecznego albumu i do dziś ze mną został. Tym razem mamy świąteczne utwory w klimacie R&B, soulu czy funku, co bardzo fajnie się komponuje z świątecznymi dzwoneczkami itp. Mnie się tego bardzo fajnie słucha i jeśli mam ochotę na coś żywszego, odpalam muzykę CeeLo.

Jak mówiłam, mój świąteczny repertuar jest dość ograniczony. Jakie są Wasze ulubione świąteczne utwory, które moglibyście mi polecić?

Jedna myśl w temacie “Christmas

  1. Isabelle :) pisze:

    Z filmami za bardzo nie pomogę, bo nie obejrzałam jeszcze w tym roku żadnego, a w zeszłym raptem kilka i większość była dość przeciętna. Jak już to dobrze wspominam „Święta z pazurem”, pisałam Ci o nim rok temu :D No i uwielbiam „To właśnie miłość” <3

    Jeśli chodzi o książki, to tu już jest lepiej, bo cały grudzień siedzę z nosem w świątecznych historiach i żadna z nich nie była nawet w połowie tak zła jak tej-której-nazwiska-nie-wolno-wymawiać :D Najbardziej podobały mi się dwie, "Uwierz w Mikołaja" Magdaleny Witkiewicz (jestem świeżo po "lekturze" – słuchałam audiobooka czytanego przez Joannę Koroniewską – i nawet zastanawiałam się, czy nie dać jej 9 gwiazdek, ale stanęło na 8, przy czym to jest jak dotąd najlepsza świąteczna książka, jaką czytałam) i "Biuro przesyłek niedoręczonych" Nataszy Sochy (której książki zresztą ogólnie lubię). "Zapomniana piosenka" Agaty Bizuk też była świetna, ale samych świąt tam nie ma za dużo.

    A muzycznie moją ulubioną świąteczną piosenką z mainstreamu poza "Last Christmas" jest "Merry Christmas Everyone". Polecam też oczywiście świąteczny album Lindsey, najbardziej kocham jej interpretację "Carol of the Bells", "Dance of the Sugarplum Fairy", "I Saw Three Ships" i tytułowe "Warmer in the Winter", teledysk też jest przeuroczy, obejrzyj koniecznie jeśli jeszcze go nie widziałaś :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.