Karpacz

Dziś nadszedł na część drugą opisu naszej wycieczki. Tym razem większość atrakcji, które Wam dziś przedstawię, są w Polsce

Oczywiście wszystkie zdjęcia możecie powiększyć. Część z nich otworzy się w widoku galeryjnym, a część w nowym oknie. 

Karpacz

Bezpośrednio ze Saskiej Szwajcarii przyjechaliśmy do Karpacza, gdzie nocowaliśmy przez resztę naszego urlopu. Od razu Wam powiem, że… nie jestem zachwycona Karpaczem, wręcz przeciwnie. Podchodzę do tego na zasadzie: byłam, zobaczyłam, ale nie chcę tam wracać. Mało jest takich miejsc, które chcę w przyszłości omijać z daleka.

jedzenie

Mimo że był koniec września, turystów było pełno (nie chcę wiedzieć, jak tam wygląda w środku sezonu ). Były dni, w których do pewnych restauracji ustawiały się kolejki. Nie powiem, zaciekawiło nas to i jak tylko trafiliśmy na dni, w których kolejek nie było, sami poszliśmy tam zjeść. Do dziś zagadką jest, dlaczego ludzie tak pchają się do dwóch restauracji, w których udało nam się zjeść. W jednej, którą nazwano Niebo w gębie, jedzenie było… ok, ale bez szału, ja zamówiłam bodajże karkówkę i byłam rozczarowana, bo była przeciągnięta. Wydaje mi się, że tam ludzie mogą się rzucać na wielkość porcji, bo to, co dostaje się na talerzu to 1,5-2 normalnych porcji. Co prawda można wziąć na wynos, ale to dodatkowe 4 złote (za pudełko na jedzenie + papierową torbę). Plus za likier, który dostaje się gratis na koniec posiłku – tu muszę przyznać, że był przepyszny. Drugą restauracją, do której ustawiały się kolejki to Pod jesionami. Wzięłam danie dnia, zupa ogórkowa była smaczna, ryba też była dobra, natomiast frytki były tak paskudne, że żałowałam, że nie wzięłam gotowanych ziemniaków (za którymi nie przepadam). Na pewno to nie była jakość, by stać w kolejce, skoro tuż obok jest Burger and Ribs ze smacznymi hamburgerami. Zdecydowanie smaczniejszy wybór. Zresztą to samo przy Niebie w gębie – obok jest pizzeria Verde, która mnie przypadła do gustu. Co prawda pizza serowa jest mdła, ale za to taka z papryką i szynką była przepyszna. Wiem, że pizza czy burgery to nie domowy obiad, jakie oferują tamte restauracje, ale myślę, że lepiej poszukać czegoś innego niż stać w kolejce i tak się rozczarować.

To tyle, jeśli chodzi o jedzenie. Co z atrakcjami?

Atrakcje turystyczne

Jednym z głównych obowiązkowych punktów jest oczywiście wejście na Śnieżkę. Zdecydowaliśmy się wybrać okrężną drogę. Poszliśmy zielonym szlakiem od anomalii grawitacyjnej (o niej wspomnę jeszcze niżej), a następnie żółtym szlakiem na Pielgrzymy, które robią wrażenie, jeśli tylko ktoś lubi skały . Następnie poszliśmy dalej tym szlakiem na Słonecznik, z którego roztaczają się ładne widoki. Również szlak jest przyjemny. Niestety od tego momentu szlak jest coraz  mniej wygodny, bo widać, że robiony przez ludzi, co mnie bardziej męczy od chodzenia np. w piachu. Na koniec jest najgorzej – brukowana droga, która niesamowicie męczy pieszych, za to, Ci co mają pozwolenie, mogą wygodnie wjechać samochodem na sam szczyt. Z zazdrością patrzyłam na szlaki po czeskiej stronie, które były naturalnie piaszczyste. Ale za to cieszę się, że wybraliśmy ten czerwony szlak od Słonecznika , ponieważ warto obejrzeć Kocioł Wielkiego Stawu oraz Kocioł Małego Stawu. Do tego momentu wycieczka podobała mi się o wiele bardziej, bo jak już zmęczeni dotarliśmy na szczyt, oglądanie widoków nie sprawiało żadnej przyjemności, ponieważ okropnie wiało… koszmar. A i tak mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na jeden z nielicznych dni, kiedy Śnieżka nie była zasłonięta chmurami, więc mieliśmy bardzo ładne widoki. 

Jeśli chodzi o szlak w dół… zeszliśmy tylko kawałek i zjechaliśmy kolejką. Trzeba przyznać, że trochę droga, ale raczej rzadko można spotkać tak długą kolejkę, więc cieszę się, że się na nią zdecydowaliśmy.

Przy szlaku na szczyt znajdują się dwie atrakcje: anomalia grawitacyjna, która jest dość zabawna i faktycznie można mieć wrażenie, że puszka czy samochód jadą pod górkę, ale można się tam zatrzymać, tylko jeśli jest się w okolicy. Nie opłaca się iść tylko dla tej atrakcji, szczególnie że to bardziej wygląda na złudzenie optyczne. Obok jest też Dziki Wodospad, z ciekawą historią, oczywiście nie jest zbyt wielki, ale jeśli ktoś lubi wodospady, można tam podejść. Nawet podczas suszy prezentuje się dobrze.

Kolejnym z obowiązkowych punktów pewnie jest Kościół Wang, który został przeniesiony z Norwegii ponad 150 lat temu. Trudno mi powiedzieć czy warto, ponieważ nie byliśmy w środku (zbyt duży tłum, by się tam pchać), a z zewnątrz… no spoko, ale prawdę mówiąc, nie wiem wielką fanką architektury i ja takich miejsc za bardzo nie potrafię docenić. Za to mogę powiedzieć jedno: widoki z placu przykościelnego są piękne. I jeśli kiedyś się tam wybierzecie, przygotujcie pieniądze, zwiedzanie jest płatne. Niedaleko kościoła jest Młynek Miłości. To kolejna atrakcja typu: można zajrzeć, jeśli jesteśmy w pobliżu, ale bez sensu iść specjalnie, by zobaczyć to miejsce. Chociaż muszę przyznać, że to jedno z miejsc, które pozostawiły lepsze wrażenie, ponieważ sam młynek jest dość ładny, a obok niego na specjalnej tablicy została spisana ciekawa legenda, z którą warto się zapoznać.  

W Karpaczu znajduje się skocznia narciarska, więc dla mnie to była pozycja obowiązkowa (chociaż przyznaję się, od jakiegoś czasu przestałam się tak interesować i jarać tym sportem, jak jeszcze 2-3 lata temu). Szkoda tylko, że skocznia jest zaniedbana, jeszcze jakiś czas temu była udostępniona jako punkt widokowy, teraz wszystko zamknięte A szkoda, bo dość sporo ludzi szło w tamtym kierunku, z rozczarowaniem patrząc na zamkniętą bramę i nawet gdyby mieli brać po kilka złotych za wejście, to chyba na opłacenie jednej osoby, która by tam wpuszczała, by starczyło… A podobno widoki ze skoczni są super. 

W centrum zwiedziliśmy dwa muzea: Figur Woskowo Bajkowych: okropne, omijajcie to miejsce z daleka. Figur jest mało, do tego większość z nich jest po prostu brzydka. To, że jest mało, nie byłoby może takim problemem, gdyby zostały zrobione porządnie. Co do Shreka i Fiony nie mogę się przyczepić, te figury są ładne (nic dziwnego, że właśnie ich używa się do reklamy muzeum), ale np. Sid miał urwaną rękę, smerfy były okropne… Po prostu nie idźcie tam. Drugim muzeum, tuż obok to Karkonoskie Tajemnice. Z jednej strony ciekawe – całość opiera się na legendach karkonoskich, schodzi się do piwnicy, gdzie jest klimatycznie i trzeba przyznać, że twórcy się postarali, żeby było to atrakcyjne zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Całość opiera się głównie na figurach, interakcyjnych ekranach (np. na jednym z nich można sporządzić własny eliksir) oraz legendach… co z mojego punktu widzenia jest wadą, bo większość treści trzeba wysłuchać. Prawdę mówiąc, nie przepadam za słuchaniem tekstu, zdecydowanie wolę go przeczytać, więc trochę szkoda, że nie zdecydowano dodatkowo powiesić tekstu, dzięki temu wzrokowiec/słuchowiec mógłby wybrać formę, którą preferuje. Tylko kilka elementów było typowo do przeczytania (jak np. o samej postaci Ducha Gór), które wspominam najlepiej. Jednak muszę powiedzieć, że plusem jest również to, że wszystkie legendy, których można wysłuchać, zostały spisane i wydane w książce, którą można zakupić w tym muzeum. Książkę kupiłam i na pewno przeczytam, ale bez znajomości legend (oraz niechęci do słuchania lektora) umknęła mi połowa wystawy . Samo miejsce zdecydowanie jest godne polecenia, jeśli a) znacie legendy, b) lubicie i macie cierpliwość, by wysłuchać lektora. 

Ostatnią atrakcją turystyczną w Karpaczu, o której wspomnę, jest… ogród japoński. Dla mnie pierwszym zaskoczeniem było to, że coś takiego w ogóle znajduje się w okolicy. Jak jeszcze odkryłam, że w weekend jest święto dyni, było pewne, że musimy je zwiedzić. Muszę przyznać, że trochę się rozczarowaliśmy. Ogród jest przepiękny i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, przyjemnością było tam spacerować (oraz oczywiście zrobić masę zdjęć. Nic dziwnego, że pewna para młoda zdecydowała się tam na sesję ślubną). Niestety cena za wejście jest absurdalnie wysoka. Najbardziej rozczarowały mnie te dyniowe specjały. Były smaczne, ale tutaj również, cena miała ogromny wpływ na negatywny obiór, ponieważ  były absurdalnie wysokie (np. mała miseczka zupy, którą nawet dziecko się nie naje, kosztowała ponad 16 zł). Tylko i wyłącznie z powodu cen nie jestem w stanie polecić tego miejsca – gdyby tylko było taniej, nie miałabym najmniejszych wątpliwości. 

Kowary

Oczywiście nie ograniczyliśmy się do samego Karpacza, wybraliśmy się na wycieczkę do pobliskich Kowar. O naszym obiedzie tylko wspomnę, że to było najgorsze miejsce, a jakim kiedykolwiek zjadłam (już wyżyłam się w opiniach Google, to tutaj nie będę się powtarzać). Za to atrakcje były najlepszymi, jakie spotkały nas w polskiej części naszej podróży.

Pierwszą jest Park Miniatur z zabytkami z Dolnego Śląska. Bardzo fajnie zbudowano Karpacz, a właściwie najważniejsze punkty, jak Śnieżkę, Kościół Wang i tamę w centrum, co stanowiło ładną całość. Oczywiście poza tym było sporo innych budowli, m.in. zamek Książ, na którym byliśmy prawie 3 lata temu czy zamek w Mosznej. Same figury zostały wykonane ze starannością i robią wrażenie. Jest ich wystarczająco dużo, by spędzić ponad godzinę na ich podziwianie czy robienie zdjęć. Jeśli lubicie takie klimaty, zdecydowanie polecam.

Drugim wartym do zwiedzenia miejscem jest Kopalnia Podgórze (tutaj uwaga, jadąc w kierunku tej kopalni, mija się Sztolnię Kowary, którą również można zwiedzać, ale to nie jest to miejsce, o którym Wam wspominam. By dojechać do Kopalni Podgórze, należy minąć Sztolnię i podjechać ostrym wniesieniem pod górę wąską drogą, jest tam nawet ruch wahadłowy. Ale jak już przejedziemy przez światła, to kawałek dalej jest parking, potem tylko dojść kawałeczek pod górkę i jesteśmy na miejscu). Kopalnia Podgórze to nic innego jak pozostałości po kopalni, w której wydobywano uran. Z tego, co mi wiadomo i o czym mówił przewodnik, promieniowanie nie jest tam na tyle wysokie, by mogło w jakikolwiek sposób szkodzić naszemu zdrowiu, więc zwiedzanie jest bezpieczne.  Nie przepadam za kopalniami, ale tam mi się podobało. Przede wszystkim nasz przewodnik (pan Kamil) opowiadał bardzo ciekawie o historii samej kopalni, co się z nią działo po zakończeniu wydobycia, jak wyglądało przygotowanie jej do celów turystycznych i co w ogóle mają jeszcze do zrobienia – sporo ciekawostek, które są interesujące przede wszystkim dlatego, że zostały opowiedziane przez pasjonata, który naprawdę uwielbia to miejsce. I to słychać. W samej kopalni jest jedna wystawa, w której można zobaczyć szkło uranowe (które świeci się w ultrafiolecie – prawdę mówiąc to mnie przekonało do zwiedzenia tej kopalni. Nie da się ukryć, jestem jak sroka, uwielbiam wszystko, co się świeci ), w jednym miejscu przewodnik pokazał nam absolutną ciemność, ale to jest ciemność taka, że naprawdę, nawet jak przystawisz rękę przed oczami, to jej nie widać, muszę przyznać, że to było ciekawym doświadczeniem; jak i zalany szybik, w którym aktualnie nurkowie pobijają rekordy pod względem głębokości, na jaką zanurkowali. Całość sprawia, że jest to dość atrakcyjne miejsce i bardzo mi się podobało. Właściwie dziś uznaję to za najfajniejszą atrakcję drugiej części urlopu. A do tego w sklepiku można kupić biżuterię czy pamiątki wykonane ze szkła uranowego (oczywiście musiałam kupić kolczyki ). 

Oczywiście pamiętajcie o tym, że w kopalni jest zimno, więc trzeba się ciepło ubrać

Liberec

Niby wróciliśmy do Polski, ale i tak nas ciągnęło do Czech, więc jednego dnia zrobiliśmy krótki wypad do Liberca, w którym już kiedyś byłam i nawet opisałam Wam co nieco tutajPonownie zwiedziłam IQLandię, przypomniałam sobie pewne rzeczy, a część dopiero teraz poznałam (jako że ostatnio pewnie mnie nie zainteresowały ). Trochę zdziwiło mnie, że jedna wystawa, którą opisano jako tymczasową, była już 4 lata temu i nadal tam jest. Właściwie co mogę powiedzieć, jeśli ktoś lubi takie rzeczy, to powinno mu się spodobać, przede wszystkim dzieciom. Trzeba też zarezerwować sporo czasu, bo cały obiekt jest duży, a i tak jednego dnia jest wręcz niemożliwe zapoznanie się ze wszystkim.

Na szczęście również ja miałam pewne nowości podczas tej wycieczki, ponieważ zdecydowaliśmy się pójść do Aquaparku w Centrum Babylon naprzeciwko IQLandii. Jak na mój gust woda była trochę za zimna (ale jestem zmarzluchem), dysze masujące są dość przeciętne. Do tego zjeżdżalnie dość krótkie, też szału nie robiły. To tyle jeśli chodzi o wady, standardowe atrakcje na tle innych aquaparków nie robią pozytywnego wrażenia, ale za to jest coś, co wyróżnia ten aquapark: klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Wystrój wnętrza jest niesamowity, robi ogromne wrażenie. Figury krakenów czy innych stworzeń morskich, część basenów (i masażerów) znajdują się w takiej jakby jaskini. Do tego sporo malowideł ściennych. Jeśli ktoś ma choć trochę wyobraźni, w tym miejscu może urządzić sobie świetną wodną zabawę razem ze znajomymi czy rodziną. Fajnie by było, gdyby więcej obiektów wyglądało podobnie. Oczywiście nie robiliśmy tam zdjęć (trochę głupio wnosić aparat w takie miejsce), ale możecie obejrzeć, jak to wygląda na stronie internetowejPo prawej znajduje się galeria.

Jelenia Góra

Most kolejowy

Tę jednodniową wycieczkę zaczęliśmy co prawda od Jeziora Pilchowickiego, gdzie znajduje się most kolejowy, który jakiś czas temu zyskał ogromną popularność, ponieważ miano go wysadzić w „Mission Impossible 7”. Most, jak most, architektura to nie mój konik (chyba że byłby pokazany w Parku Miniatur, to wtedy tak, taką rzeźbą mogłabym się zachwycać). Nie odważyłam się na niego wejść (raz, że jest zakaz, dwa naprawdę wygląda niepewnie i łatwo o wypadek). Zanim stanęliśmy przy moście, podjechaliśmy do zapory kawałek dalej i muszę przyznać, że to był najgorszy punkt wycieczki – woda była tam tak okropna, zielona, brzydka i tak śmierdziało, że trudno było wytrzymać. Do dziś mi niedobrze na samo wspomnienie… I wyobraźcie sobie, że na tym jeziorze można pływać kajakami itp., trzeba być szalonym, by spróbować. 

Mam zdjęcia też tej obrzydliwej wody, ale stwierdziłam, że zamiast nich, wrzucę mój grymas twarzy, który idealnie odwierciedla, jak bardzo mi się tam „podobało” :]

Samej Jeleniej Góry nie zwiedzaliśmy, tylko przejechaliśmy samochodem i podjechaliśmy do kolejnego aquaparku. Tym razem skusiły nas Termy Cieplickie. Jak jest okazja, to ja zawsze chętnie na baseny termalne się wybiorę. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak wygląda tam kwestia atrakcji, ponieważ połowę czasu spędziłam na leżance masującej (bardzo przyjemna, dysze były na tyle mocne, że świetnie masowały, chociaż na dworze było chłodno, a wybrałam leżankę na zewnątrz, woda była odpowiednio ciepła dla takiego zmarzlucha, jak ja), a drugą połowę w wewnątrz obiektu w jacuzzi. Jako że ja poszłam tam posiedzieć, pomasować się i się wygrzać, to wyszłam bardzo zadowolona. Dostałam to, co chciałam . Sam obiekt wygląda, no cóż, jak to basen, nie wyróżnia się niczym szczególnym.  


To tyle, jeśli chodzi o naszą 2-tygodniową wrześniową podróż. Mam nadzieję, że relacja i zdjęcia się Wam podobają . Wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie albo mojego męża.


Zauważyłam, zaczynając pisać tego posta, że w poprzednim zniknęło zdjęcie mapy. Nie mam pojęcia, co się stało, że całkowicie zniknęło z mojego konta Google Albo usunęłam je przypadkowo, robiąc porządki na telefonie (mało prawdopodobne) albo Google coś kombinuje i je usunęło (chociaż w opcjach twierdzi, że z udostępnionych albumów nic nie usuwa, hmm…). W każdym razie musiałam to zdjęcie przygotować ponownie (to, co wrzuciłam do galerii, usunęłam już z komputera ), dlatego postanowiłam je zeskanować, by było lepszej jakości.

I ponieważ to już kolejna galeria, która mnie zawodzi, zdecydowałam, że w końcu nadszedł czas na ładowanie zdjęć bezpośrednio na bloga. W końcu to ogarnęłam, yeah, mam nadzieję, że Wam łatwiej i przyjemniej będzie się je oglądać. Gdyby się zdarzyło, że zauważycie, że gdzieś, coś zniknie, będę wdzięczna, jeśli dacie mi znać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.