Czeska i Saska Szwajcaria

Witam Was po przerwie,

która była spowodowana moim ślubem, podróżą poślubną oraz, jak pewnie już zauważyliście, małym remontem bloga. Tym razem nie będę opisywać zmian, myślę, że sami je zobaczycie Poza blogiem zaszły zmiany również na moim instagramie oraz twitterze, które od teraz będą skupiać się głównie na tym, co do tej pory ukazywało się na blogu. Chciałabym, żeby wszystko się wzajemnie uzupełniało, dlatego zapraszam Was do śledzenia moich profili na social media

Nie muszę mówić, że ten rok jest mega pochrzaniony, wszyscy o tym wiemy, nie tylko ze względu na wirusa, ale również i najnowsze wydarzenia w naszym kraju
My trafiliśmy z urlopem w idealny moment, tak że udało nam się dość sporo pozwiedzać. Już kiedyś chciałam zacząć pisać więcej o ciekawych miejscach do zwiedzenia, ale skończyło się na dwóch postach… dlatego stwierdziłam, że może to teraz dobry czas, żeby odświeżyć tę kategorię, polecę miejsca, w które warto pojechać po wirusowym szaleństwie, a dziś na chwilę oderwiecie myśli od codzienności.

Czeska Szwajcaria

Ogólnie nie jestem zbyt dobra w geografii i do tej pory umknęło mi, że na granicy czesko-niemieckiej, nad Łabą, jest malowniczy rejon, w którym utworzono Parki Narodowe i po jednej stronie granicy jest tzw. Czeska Szwajcaria, a po drugiej Saska Szwajcaria. Te rejony są znane głównie ze skalnych miast (które powstały z piaskowców). Właśnie dzięki temu rozpoczęliśmy tam naszą podróż – uwielbiam skały, stąd taka propozycja mojego męża.

Muszę przyznać, że jestem zachwycona i zakochana przede wszystkim w Czeskiej Szwajcarii. Formacje skalne są przepiękne, ukształtowanie terenu jest ciekawe – z jednej strony są tereny górzyste, na których są te największe skały, a po drugiej raczej płaski teren, z którego świetnie widać te skały. Pomiędzy nimi przepływa rzeka Kamenice, która płynie również pomiędzy skałami, tworząc m.in. Wąwóz Edmunda.

Widok z ulicy w pobliżu naszego noclegu (Mezná) – kliknijcie w zdjęcie, a wyświetli się powiększone w nowym oknie. Dotyczy to wszystkich zdjęć w tym poście.

Zamieszkaliśmy w wiosce Mezná, w której mieliśmy świetną bazę wypadową na szlaki. Poniżej mapka ze szlakami, którą dostaliśmy od właścicielki domu, w którym nocowaliśmy:

Na mapie zaznaczyłam naszą bazę wypadową oraz cztery miejsca o których wspominam poniżej.

Janov i Hřensko

Pierwszego dnia wybraliśmy się na wieżę widokową w Janovie (to ta zaznaczona). Już od pierwszych chwil na szlaku byłam zachwycona otaczającymi nas skałami (tak, mam bzika na ich punkcie). Dopiero kawałek po przejściu przez most wyszliśmy z tego najbardziej skalnego terenu i większość trasy szliśmy lasem lub polem. Sama wieża stoi na terenie pola golfowego, ale szlakiem można spokojnie do niej dojść. W rzeczywistości wydaje się wyższa, niż jest (33 metry), a widoki na okolicę są przepiękne. Oczywiście nie mogło zabraknąć panoram z opisanymi skałami lub szczytami gór.

Na szczycie wieży w Janovie. Z widokiem m.in. na Pravčicką Bramę

W samym Janovie poza wieżą i młynem, który również pojawia się na mapach jako atrakcja turystyczna (ale poza stawem obok nie ma nic ciekawego – opis młynu jest wyblakły, do środka nie można wejść, bo najwyraźniej ktoś tam mieszka) raczej nic nie ma, więc właściwie od razu poszliśmy żółtym szlakiem do Hřenska. Pole, las, przyjemny spacer, ale nic poza tym. Najładniejsze miejsca są tuż przy samym miasteczku, które jest bardzo skaliste i na końcu tego żółtego szlaku znajdują się aż dwa punkty widokowe na miasteczko oraz niemiecką stronę. Warto tam wejść, zobaczyć, ale można to zrobić, wchodząc z miasteczka (tylko trzeba wiedzieć, gdzie szlak się zaczyna).

Na szlaku pomiędzy punktami widokowymi w Hřensku

Samo Hřensko nie jest zbyt duże, większość zabudowań mieści się bezpośrednio nad rzeką Kamenicą. Ze względu na skalne ściany jest zbudowane w pięknym miejscu, zabudowa ma swój urok, ale ogólnie niestety nie wywarło na mnie zbyt dobrego wrażenia: trudno tam o pamiątki typowe z miejsc turystycznych, większość stoisk jest prowadzonych przez Wietnamczyków, którzy sprzedają głównie ubrania i inne tekstylia oraz różne ozdoby ogrodnicze. Początkowo nas to dziwiło, dopóki nie odkryliśmy, że menu w restauracjach jest takie niemieckie i ogólnie tam wszędzie jest sporo Niemców. Pierwszego dnia miałam problem ze znalezieniem smażonego sera, a jak już w końcu znaleźliśmy restaurację, w którym można było go zamówić, to o dziwo bez frytek, je musiałam domówić osobno (a jeśli chodzi o kuchnię czeską, to ja najbardziej kojarzę i uwielbiam smažený sýr s hranolkami).

W tle wyjście z żółtego szlaku prowadzącego z Wąwozu Edmunda. Także buda w żabą, w której dają najlepszy smażony ser w Hřensku :)

Do domu wróciliśmy częściowo czerwonym szlakiem (nic nadzwyczajnego, przy głównej drodze, więc jest średnio przyjemny) oraz żółtym, który prowadził głównie przez las i szło się przyjemnie, ale nie było efektu wow (zdecydowanie nie przy tym, co ten region ogólnie ma do zaoferowania).

Wąwozy i Pravčicka Brama

Pravčicka Brama

Drugiego dnia zdecydowaliśmy się na najdłuższą, i jak się okazało, najbardziej malowniczą wycieczkę podczas tego urlopu. Z Meznej doszliśmy do Mezní Louki, by zacząć od początku żółtego szlaku idącego rzeką Kamenice. Jeszcze zanim tam dotarliśmy, mieliśmy małą przyrodniczą atrakcję turystyczną, ponieważ udało nam się zobaczyć dzięcioła na drzewie (właściwie to mój mąż go wypatrzył, jak ja już chciałam się poddać i iść dalej ).

Żółty szlak, na którym trzeba dwukrotnie przeprawić się wodą na łódce (te przeprawy z flisakami są tam promowane jako jedna z dwóch największych atrakcji turystycznych) jest jednym z najpiękniejszych szlaków, na jakim kiedykolwiek byłam: czysta rzeka, w której nawet widzieliśmy ryby, małe wodospady, wokół wysokie skały, miejscami zrobiono w nich tunele, by móc przejść dalej, jeśli ktoś lubi takie klimaty, koniecznie powinien odwiedzić to miejsce. Sama przeprawa z flisakami była również ciekawa. Pierwsza (Dziki Wąwóz), w której to flisakiem była kobieta, opowiadała ciekawie i zabawne o skałach wokół nas. Na moje szczęście mówiła po czesku i po niemiecku, więc byłam w stanie ją zrozumieć Ta przeprawa trwała tylko ok. 10-15 minut. Druga przeprawa (Wąwóz Edmunda), spory kawałek dalej, trwa już dłużej, około 20 minut. Tutaj flisak też sporo opowiadał o widocznych skałach, niestety przez dziecko, które z nudów zaczęło sobie nucić nanana i nie chciało się uciszyć, straciłam sporo z tego, co mówił. Jedynie w jednym miejscu jest trochę zabawnie, bo uruchamiają wodospad, gdy akurat obok niego przepływają – ciągnąc za linę. Oczywiście odpowiednio wcześniej instruują turystów o przygotowanie aparatów fotograficznych

Na żółtym szlaku wzdłuż rzeki Kamenice

W schronisku przed drugą przeprawą można było w końcu kupić jakieś pocztówki i pamiątki z tamtego regionu. W miejscu, gdzie kończy się szlak, trafiłam w końcu na porządny smažený sýr s hranolkami w budzie (z żabą), z której nie spodziewałam się czegoś szczególnie dobrego.

Czerwony szlak z Hřenska prowadzący do Pravčickej Bramy jest męczącym szlakiem. Pomijając wejście pod górkę – co samo w sobie nie jest wadą, to coś zupełnie normalnego, część szlaku prowadzi wzdłuż drogi, a kolejna część jest… brukowana. Nienawidzę takich szlaków, ponieważ mnie się po tym bardzo niewygodnie chodzi i męczy mnie to o wiele bardziej niż normalne podejście. Plusem były ciekawostki historyczne (np. wytłumaczono, kiedy i skąd się wziął ten bruk) czy przyrodnicze. Dalsza część szlaku też była wygodniejsza.

Pravčicka Brama

Sama Pravčicka Brama robi wrażenie. Aktualnie można tylko wypić piwo czy coś siedząc pod bramą, ale na nią samą nie można już wejść (kiedyś można było, nawet w jednym miejscu widać, gdzie był most. Aktualnie chyba jednymi z ostatnich turystów na bramie była ekipa „Opowieści z Narnii”, żeby nakręcić jedną ze scen do filmu). Na szczęście wejście na skały wokół jest dozwolone, zostały przygotowane specjalnie ścieżki, schody, poręcze, wszystko… i naprawdę warto się wspiąć, widoki są niesamowite.

Najważniejsze, co trzeba wiedzieć w planowaniu wycieczki na bramę: wejście jest tylko w określone godziny i trzeba zapłacić za bilet wstępu.

Wracaliśmy ścieżką Gabrieli, która jest jednym z najładniejszych szlaków (to ten czerwony prowadzący z powrotem do Mezní Louki). Większość szlaku to ścieżka bezpośrednio pod skałami, które z bliska robią jeszcze większe wrażenie. Do tego sama ścieżka jest naturalna (głównie piaszczysta) i przyjemnie się po niej idzie. Zdecydowanie warto się wybrać tym szlakiem.

Zdjęcie nie jest w stanie oddać tego wrażenia, gdy stoi się pod skała i patrzy na nią do góry :)

Děčín

Trzeciego dnia byliśmy tak przemęczeni tym chodzeniem, że wybraliśmy się do największego miasta w okolicy. Najpierw poszliśmy na zamek, na którym aktualnie była wystawa budowli z klocków Lego. Świetnie się wpasowała w mój gust, szczególnie że poza budowlami czeskimi jak zamki czy pałace, były również budowle z filmów, jak imponująca Wieża Saurona (nie pamiętam, jak wysoka była, ale mogła mieć nawet 2,5 metra) oraz przede wszystkim Hogwart zbudowany z miliona klocków! Aż trudno uwierzyć, że budowała go jedna osoba przez dwa lata. Poza tą wystawą samego zamku nie zwiedzaliśmy, tylko z zewnątrz oraz weszliśmy do rozarium, w którym nadal kwitły niektóre kwiaty i było ładnie, ale największa jego atrakcja – punkt widokowy na miasto był aktualnie w remoncie.

Hogwart

Drugim punktem wycieczki było zoo, które mieści się na wzgórzu i podjazd do niego jest naprawdę stromy. Samo zoo sprawiło pozytywne wrażenie (mimo że niedźwiedź wyglądał na bardzo smutnego). Pierwszy raz w życiu zobaczyłam kangura albinosa. Wydra, jak tylko zobaczyła, że patrzymy jej do domku przez specjalne okienko, wyszła na zewnątrz i zaprezentowała nam swoje możliwości w wodzie oraz pokaz karmienia… Najpierw jednego kurczaka zjadła, siedząc tyłem do nas, ale do zjedzenia drugiego ustawiła się tak, byśmy mieli świetny widok, jak rozrywa zwłoki, przy tym patrzyła prosto na nas. Również rysie pożerały obiad na naszych oczach. Ogólnie, jeśli lubicie zwiedzać zoo, to do tego w Děčínie warto się wybrać. W cenie biletu jest również wejście do „Paradise islands”, w którym znajduje się kilka akwariów z rybami, węże, żółwie itp. Całość jest w kamienicy, na kilka pięter, ale na każdym z nich jest dość mała przestrzeń, więc zwiedzenie całości zajmuje mało czasu. Jako dodatek do zoo jest ok, ale nie ma sensu wybierać się tylko tam.

Nutrie w zoo

I ostatnim punktem wycieczki był Aqua Park, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Z najfajniejszych atrakcji jest bardzo duże jaccuzi (zazwyczaj spotykam takie małe na max. 6 osób, więc tu byłam nim pozytywnie zaskoczona) oraz trzy zjeżdżalnie. Na jednej zjeżdżało się na dużych napompowanych kołach, co uwielbiam Pozostałe dwie były już zwykłe, ale na jednej liczyło czas przejazdu, więc tu można zorganizować rywalizacje pomiędzy sobą, a druga była co prawda bez czasu, ale była ciemna, zabawnie opisana znakami, a na końcu był duży spad. Ogólnie jedne z lepszych zjeżdżalni, na jakich miałam okazję zjeżdżać w ostatnich latach (chociaż przyznam się, że nie było tego zbyt wiele). Ratownicy również szybko reagują: gdy mężowi po zjechaniu ze zjeżdżalni spadł z ręki chip (a był na bransoletce, a nie zapinanym pasku), to ratowniczka szybciej się zorientowała niż ja i od razu wyłączyła zjeżdżalnię, by łatwiej było go znaleźć. Ja, gdy przez własną głupotę, dziabnęłam się w nos i zaczął mi krwawić, dostałam opatrunek, który szybko zatamował krwawienie. Żałuję tylko, że ten Aqua Park jest tak daleko, chętnie bym do niego jeszcze raz pojechała.

Rozarium na zamku

W drodze do Děčína wstąpiliśmy jeszcze na dwa punkty widokowe: Jeden w Růžovej, który zaintrygował nas ze względu na swój nietypowy wygląd – jest w polu, więc trzeba do niego trochę się przejść, ale myślę, że warto, a drugi to Belvedér, który znajduje się nad rzeką, co już samo w sobie gwarantowało świetne widoki. Ogólnie warto wybrać się na oba punkty, jeśli jestecie fanami podziwiania krajobrazów. Przy obu punktach są szlaki turystyczne, więc wystarczy dobra mapa z oznaczonymi szlakami (na miejscu są one dostępne, np. w Janovie widzieliśmy w środku miasteczka dużą mapę ze szlakami, zdjęcie znajdziecie w galerii) i sporo czasu, a można zaplanować kolejne piesze wycieczki. Aż trochę żałuję, że nie zostaliśmy tam dłużej

Saska Szwajcaria – Bastei

Bastei

Po drugiej stronie granicy pojechaliśmy tylko na Bastei. Właściwie po drodze z parkingu zeszliśmy na inny szlak (co było świetnym posunięciem!), bo zaciekawił nas wodospad (Amselfall). Sam wodospad w sobie był… beznadziejny, tak mały i w ogóle nie opisany, że można było go minąć i nie zdawać sobie sprawy z tego, że to już to. Może na wiosnę wygląda lepiej, ale jesienią podczas suszy nie… Za to szlak prowadzący z głównej drogi na Bastei do Amselfall jest bardzo malowniczy, bardzo skalny, właściwie przechodzi się między skałami, miejscami jest dość wąsko, że tylko jedna osoba da radę przejść. Bardzo mi się podobał ten szlak i polecam. Potem warto pójść w stronę Amselsee, bardzo ładne jezioro, w których widzieliśmy sporo ryb. W pewnym miejscu, przed wejściem do miasta Rathen, odbija szlak prowadzący bezpośrednio do Bastei. Przed samym mostem można jeszcze zboczyć na dodatkową ścieżkę turystyczną, za którą co prawda trzeba zapłacić (2€ o ile dobrze pamiętam), ale zdecydowanie warto. Po pierwsze można się dowiedzieć, że w tamtym miejscu stał kiedyś zamek, opisano, co gdzie się znajdowało (również w języku polskim), po drugie właśnie tam znajdują się najlepsze punkty widokowe. Myślę, że to nie duża cena, by móc podziwiać te wspaniałe widoki. Muszę przyznać, że to oczarowało mnie bardziej niż sam most.

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przeze mnie lub mojego męża. Poniżej kilka dodatkowych zdjęć:


Mam nadzieję, że pierwsza część przypadła Wam do gustu. Wkrótce opiszę Wam, co zwiedziliśmy w drugim tygodniu urlopu i czy warto się wybrać do Karpacza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.