Władcy czasu

Wybaczcie tak długą przerwę, ostatnio nie mogłam się zebrać do pisania :( Dziś skupiłam się głównie na przeczytanych książkach i obejrzanych filmach, mam nadzieję, że zachęcę Was do lektury lub seansu :) A na końcu spis, czego słuchałam ostatnio :)

W czerwcu w ramach wczesnego prezentu urodzinowego kupiłam sobie dwie książki i tym razem postawiłam na… sprzątanie. Jedną z nich jest Naturalne środki czyszczące. Ekologiczne sposoby na sprzątanie domu francuskiej autorki Fern Green (drugiej nadal nie przeczytałam :(). Skusiłam się na nią, ponieważ przede wszystkim chciałabym sprzątać dom bardziej naturalnymi i mniej niebezpiecznymi środkami, niż te które są na półkach sklepowych. Już wcześniej używałam kilku domowych trików do sprzątania, ale jakoś nie weszło mi to w krew… Pewnie dlatego, że nie miałam wtedy tak wolnej ręki, jeśli chodzi o zakup rzeczy do czyszczenia domu i z czasem o tych trickach zapomniałam… Zdecydowałam się zakupić tę książkę, ponieważ ma dość wysokie oceny i pozytywne opinie. Na razie nie mogę ocenić tej książki – to zrobię dopiero, jak wypróbuję przynajmniej połowę przepisów – ale postanowiłam się już teraz podzielić z Wami pierwszym wrażeniem. Jak na razie przejrzałam wszystko, robiąc listę zakupów i zaznaczając, które chcę wypróbować (na pewno nie wszystkie wytestuję, na szczęście nie mam problemu np. z mrówkami czy karaluchami, więc nie mam potrzeby ani możliwości sprawdzić, czy środek Fern Green działa). Robiąc zakupy w internecie z większością składników nie ma problemu – już zakupiłam duże ilości sody oczyszczonej, trochę kwasku cytrynowego, węglanu sody, grubej soli, kilka różnych olejków eterycznych. W wielu przepisach jest również boraks, jedyny środek z całej książki, którzy może być dość kontrowersyjny, jako że to choć środek naturalny, to jednak może być trujący i niebezpieczny (przy nim trzeba uważać żeby nie wdychać oparów). Największym problemem może być mydło marsylskie (dla autorki to nie problem, w końcu to francuskie mydło), które charakteryzuje się tym, że jest mydłem potasowym – aktualnie trudno dostać w sklepach takie mydło, to co kupujemy to mydło sodowe. Nawet szare mydło, które kiedyś charakteryzowało się tym, że było mydłem potasowym, aktualnie też jest mydłem sodowym… Jak pewnie się domyślacie, pierwsze wrażenie, jakie wywarła na mnie książka jest pozytywne, skoro mam aż taką chęć pobawić się w małego chemika i skomponować własne środki czystości :)

Dziś dodam jeszcze tylko, że  książka jest również ładnie wydana, sporo w niej zdjęć (gdyby ich nie było, całość miałoby pewnie 20 stron a nie ponad 250), pewnie przez to jest wydana na papierze kredowym, na którym dość źle robi się notatki, dodatkowo… gryzie mi się wydanie książki o ekologii na nieekologicznym papierze. Dodatkowo niestety grzbiet jest tak klejony, że nie można otworzyć książki tak, by się nie zamykała, nie łamiąc go :( Na szczęście przepisy są na tyle proste, że można je zapamiętać przed przygotowaniem i nie trzeba co chwilę zaglądać do książki :)

Na pewno jeszcze wrócę do tej książki i podzielę się z Wami wrażeniami z zawartości, tzn. czy te środki czystości naprawdę potrafią zastąpić sklepową chemię. Jednocześnie postaram się wyliczyć, jak wychodzi to cenowo.

Opinie o reszcie przeczytanych książek będą krótsze, co więcej w czerwcu i lipcu nie przeczytałam zbyt wiele. W końcu sięgnęłam po książkę, która ciekawiła mnie od dosyć dawna (zaintrygowała mnie okładka krótko po jej wydaniu), a którą zakupiłam na ubiegłorocznych targach książki. Mowa o Nikt nie idzie Jakuba Małeckiego. Ogólnie mam pewien problem z tą powieścią, właściwie nie wiem, co o niej powiedzieć. Z jednej strony pomysł jest ciekawy, opowieść wciąga, interesuje i właściwie trudno przewidzieć jej zakończenie. Pewnie dość długo będę pamiętała dwójkę głównych bohaterów, ale niestety nie jest to coś, co by mnie na tyle zachęciło, by sięgnąć po to ponownie. Mimo to polecam, a ja sama chętnie sięgnę po inne książki autora 7/10

W ramach postanowienia czytania książek w języku obcym sięgnęłam po Harry Potter and the Prisoner of Azkaban J. K. Rowling. Żadne zaskoczenie, prawda? Tom, który posiadam, jest wydaniem na 20. lecie premiery pierwszej części, niedawno takie samo ukazało się po polsku. Wybrałam wersję Gryffindor. Muszę przyznać, że jest bardzo ładnie wydane, podobają mi się zabarwione brzegi stron, obrazki, które się pojawiły, jak i dość krótkie notki informacyjne o Gryffindorze oraz patronusie. Bardzo fajne dodatki dla fanów Harry’ego. Co do powieści, uwielbiam Harry’ego, bardzo lubię tę część, więc czytanie jej było przyjemnością.

Nadszedł też czas na ostatnią część trylogii Evy Garcii Saenz De Urturi, czyli Władcy czasu. Na samym początku byłam zaskoczona, że jako retrospekcje mamy opowieść z XII wieku, w którą zaczytywali się nasi bohaterowie. Początkowo nie byłam pewna, czy to mi się podoba, ale muszę przyznać, że z każdym kolejnym rozdziałem akcja – zarówno „współczesna”, jak i ta „historyczna” zaczęły mnie naprawdę wciągać. Zdradzę tylko, że na końcu wszystko ładnie się ze sobą łączy. Nowi bohaterowie są tutaj ciekawi (przede wszystkim postać Ramira), historia jest również ciekawa i niesamowicie wciąga. Trochę było mi przykro z powodu kilku bohaterów (a przede wszystkim jednego). Podoba mi się również zakończenie trylogii. Czytelnik ma wrażenie, że autorka naprawdę skończyła to, co chciała napisać i mimo sukcesu książek nie ma w planach kontynuacji (chociaż jakby ktoś chciał napisać czwartą część, to dałoby się to zrobić). Tę trylogię należy czytać po kolei, dlatego serdecznie polecam Ciszę białego miasta, a jak wam się spodoba, bez wahania sięgajcie po kontynuacje 8/10

W czerwcu obejrzałam kilka filmów: Na początku dzięki Netfliksowi wróciłam po latach do Marsjanie atakują (1996), czarnej komedii z gwiazdorską obsadą, w reżyserii Tima Burtona. Komedia swoją stylistyką przypomina filmy klasy B oraz jest tak dziwna i odjechana, że nie każdemu się spodoba. Ja należę do tej grupy osób, której film się podoba, bardzo mnie bawił, przede wszystkim koniec był najzabawniejszy. Efekty specjalne się zestarzały, co widać, ale myślę że ładnie się starzeje, nadal ogląda się go dość dobrze. Dodam również, że to jeden z niewielu filmów, które oglądałam jako dziecko i które pamiętałam do dziś: Co prawda z fabuły nic mi nie zostało w głowie, poza przybyciem Marsjan na Ziemię, ale przez wszystkie lata pamiętałam ich dziwaczny wygląd oraz nigdy nie zapomniałam tytułu, a to już coś ;) Jeśli lubicie filmy, na które trzeba patrzyć z przymrużeniem oka, polecam 7/10

Drugim filmem, który obejrzałam jest Weselne przeznaczenie (2018) z Keanu Reeves oraz Winoną Ryder w rolach głównych. Z pewnych względów rozbawił mnie już od pierwszej sceny. Cały film jest dość nietypową komedią romantyczną, ponieważ jest on oparty na rozmowie głównych bohaterów. Są pewne wydarzenia w tle, ale wszystko kojarzy się wokół ich rozmowy, cały humor również oparty jest na cynizmie i sarkazmie w ich wypowiedziach. Chyba wielu ludzi nie lubi tego typu konstrukcji filmu, bo ma on bardzo niską (moim zdaniem niezasłużenie) ocenę na np. filmwebie. Mnie się podobał, mimo że nie było w nim zaskakujących elementów (od początku wiadomo, dokąd ten film zmierza), ale sporo tekstów i także scen mnie rozbawiło. Moim zdaniem to bardzo fajny film, polecam 8/10

Niestety nie trafiłam tylko na filmy, które mi się podobały… Pewnego wieczoru postanowiłam sobie obejrzeć Wredne dziewczyny 2 (2011).  Miesiąc temu pisałam Wam o jedynce, którą bardzo lubię. Nie spodziewałam się, ze dwójka jej dorówna, ale liczyłam, że może to będzie lekki, odmóżdżający seans… Niestety film w dużej mierze jest nudny, postacie są irytujące (plastiki nie mają tej siły, co w jedynce – w jedynce się czuło, że one rządzą szkołą, są podziwiane itp., w dwójce tak właściwie wszyscy się ich boją i zaczynają podziwiać pierwszą osobę, która się im postawiła. Tu plastiki są stylizowane na te z pierwszej części, ale to tylko nieudolna kopia). Zagrania królowej plastików Mandi są żenujące, co więcej, od razu widać że jest dręczycielką, brakuje tu tej klasy Reginy, która była wredną intrygantką, ale wiedziała jak kreaować wizerunek perfekcyjnej dziewczyny. Dlatego Wredne dziewczyny 2 wypadają tak sztucznie. O ile główną bohaterkę na początku się lubi, było wiadome, że w pewnym momencie posunie się trochę za daleko. Właściwie to taka forma filmu i to akurat nie razi, chociaż nie wypada to też zbyt przekonująco. I na koniec jeszcze sceny meczu, ktore były tak na siłę przeciągnięte, nie wiadomo po co. Ani zabawne, ani przekonujące, chyba dodano je tylko po to, by film trwał 1,5 godziny… Przyznam, że jestem rozczarowana, ponieważ na początku film zapowiadał się w porządku, gdy Jo poznała Abby i zaczęła zmieniać jej życie. Niestety tylko akt pierwszy był dość ciekawy, potem to już równia pochyła… Lepiej obejrzeć dziesiąty raz część pierwszą z Lindsay Lohan, niż obejrzeć to nudziarstwo. A trochę szkoda, bo widzę tutaj potencjał na lekki, młodzieżowy film, gdyby tylko inaczej to poprowadzić. Bo początek zapowiadał się obiecująco 5/10

W końcu obejrzałam też film Sara (1997), polski film z Bogusławem Lindą. Tutaj też trzeba oglądać go z lekkim przymrużeniem oka, ewidentnie widać że inspirowano się zachodnimi filmami, ale ogólnie dobrze się ogląda, wciąga i nawet było kilka zaskakujących elementów 7/10

Netflix wrzucił do swojej biblioteki Narodziny gwiazdy (2018) no to trzeba było go zobaczyć. Sama historia głównych bohaterów jest ok, koniec mnie wzruszył, część muzyki na czele z tak głośnym „Shallow” słucha się z przyjemnością, ale nie jest to film pozbawiony wad. Największą z nich jest długość – film zdecydowanie jest przeciągnięty, przez co w pewnych momentach nuży. Zdecydowanie możnaby wyciąć kilka czy kilkanaście scen. Ogólnie film jest ok, spędziłam dość miło wieczór, ale nie rozumiem tych zachwytów i prawdę mówiąc nie zamierzam go oglądać nigdy więcej 6/10

Gdy usłyszałam pierwszy raz o filmie Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga (2020) zastanawiałam się czy to historia na podstawie prawdziwych wydarzeń. Kiedyś oglądałam Eurowizję, 4 lata temu nawet zrobiłam ranking moich ulubionych utworów z aktualnej Eurowizji, ale od tamtego czasu (jak i na kilka lat przed rankingiem) nie śledziłam konkursu ani nie przesłuchałam utworów, więc mam… hmm… kilkuletnią „dziurę” w eurowizyjnej wiedzy (nie żeby było mi to do czegoś potrzebne ;)). Natomiast jeśli chodzi o film, to prawie od samego początku jest jasne, że to fikcyjna historia. Oczywiście nie spodziewajcie się wybitnego filmu, ale w mojej ocenie jest lekki i miejscami zabawny. Ma kilku fajnych bohaterów, przede wszystkim urzekła mnie Rachel McAdams kreując Sigrit, której się kibicuje do samego końca. Podobała mi się postać Rosjanina Alexandra, który nieźle zaskakuje. Nie spodziewałam się takiego poprowadzenia postaci, ale tutaj to ogromny plus. Dodatkowym smaczkiem jest występ kilku zwycięzców Eurowizji i wspólne wykonanie medleyu utworów (jak i nawiązanie do Lordi w innych momentach). Poza tym na ekranie pojawia się kilku innych znanych ludzi. Utwory niestety nie przypadły mi do gustu, z wyjątkiem piosenki wykonanej przez Demi Lovato, jak i „Husavik”. Jeśli lubicie takie lekkie, naiwne filmy, można poświęcić mu jedno popołudnie 6/10

W lipcu obejrzałam trochę więcej filmów. Zaczęłam od Lady Bird (2017), na które chciałam iść do kina, ale nie dotarłam. Zmotywowałam się w końcu do obejrzenia, gdy przeczytałam że Netflix ściąga go ze swojej oferty. Film mi się podobał, większość akcji widzimy z punktu widzenia głównej bohaterki (która przeżywa zwykle „nastoletnie” rozterki, jak pierwsza miłość, przyjaźń, wstyd ze swego pochodzenia czy konflikt między nią, a matką). Zdradzę tylko, że pod koniec filmu poznajemy punkt widzenia matki, co jest świetnym dopełnieniem całości. Świetnie ukazuje, jak parę nieracjonalnych decyzji, parę błędów może tak niszczyć relacje, że obie strony na tym cierpią. Daje do myślenia 7/10

Mickey Niebieskie Oko (1999) to lekka, przyjemna i zabawna komedia kryminalna  z Hugh Grantem. Można obejrzeć i dobrze się na nim bawić 6/10

Miyo z magiczną maską

A Whisker Away (2020) chyba nie ma polskiego tytułu… w każdym razie pod takim znajdziecie go w bibliotece Netfixa. To japońska animacja (moja pierwsza od czasów dzieciństwa), która okazała się czymś o wiele lepszym, niż się spodziewałam. Opowiada o nastolatce, która za pomocą magicznej maski stawała się kotem, by w ten sposób spędzać czas z chłopakiem, w którym się zakochała. Jako człowiek w szkole zachowuje się… dziwacznie, jak to zakochana nastolatka (może w trochę przerysowany sposób, ale jak sobie przypomnę siebie sprzed lat to o wiele łatwiej mi ją zrozumieć i tylko mam nadzieję, że ja nie byłam aż tak dziwna). Jednak im dłużej oglądamy, tym więcej dowiadujemy się o tej bohaterce. Tym bardziej wyłania się to, o czym naprawdę jest film… Właściwie nie chcę Wam zdradzać, tylko powiem, że jest tu cała gama uczuć, film jest wzruszający, miejscami nawet przerażający i można go włączyć dzieciom, by na tej podstawie pokazać i przekazać, że to ma ogromne znaczenie, jak traktujemy innych i że są ludzie, dla których jesteśmy ważni, nawet jeśli tego nie dostrzegamy. Zdecydowanie polecam 8/10

Kento i Miyo w postaci kota

Naszło nas na bajki, narzeczony namówił mnie na Pradawny ląd (1998) – aż trudno powiedzieć, jak bardzo mnie to zmęczyło. Historia mnie tak nie wciągnęła, bohaterowie mnie irytowali (przede wszystkim jedna bohaterka, która była mega egoistyczna, a i tak wszyscy poszli za nią… wrrr) i miałam wrażenie, że jest znacznie dłuższy niż w rzeczywistości (trwa godzinę). Może podobać się dzieciom, ja zdecydowanie jestem już na to za stara 4/10

Słodki listopad (2001) jest tak wysoko oceniany na np. filmwebie, że spodziewałam się naprawdę dobrego romansu. Niestety trochę się przeliczyłam. Ogólnie oglądało się dość dobrze, było kilka fajnych elementów (szczególnie podobała mi się postać grana przez Jasona Isaaca), może też dawać do myślenia, ale ostatecznie czegoś mi tu zabrakło. Jak dla mnie film dobry do obejrzenia na raz 6/10

7 uczuć (2018) to film… dość nietypowy i dość ciężki. Przede wszystkim trudno ogląda się go na początku ze względu na budowę dialogów (w pewnym stopniu dość irytującą), jak i fakt, że dorośli aktorzy grają dzieci i nastolatków. Później widz się do tego przyzwyczaja, ma to sens i właśnie przez to robi takie wrażenie. Ma parę wad (jak np. za dużo słowa na k… w  przemowie woźnej), ale ogólnie robi dobre wrażenie. Na pewno nikt nie przejdzie obok niego obojętnie. Niemniej jednak trzeba się nastawić na pewien wysiłek umysłowy, bo to zdecydowanie nie jest lekki film 7/10

Jakiś czas temu polecono mi Hotel Transylwania (2012), którego nigdy wcześniej nie widziałam. Od razu obejrzałam wszystkie trzy części i muszę przyznać, że każda mi się podobała. Bohaterowie są sympatyczni, jest sporo zabawnych scen. Hotelowi… dość daleko do bajek, które można oglądać po dziesięć razy, ale jest ok. Każdy z trzech filmów oceniam na mniej więcej ten sam poziom, ale moim zdaniem trzecia część jest z nich najlepsza (mój narzeczony zaś twierdzi, że druga mu się najbardziej podobała, a dla mnie jest tą najgorszą7/10

Hotel Transylwania

Jako że nowego postu nie było tak długo, muzyczne podsumowanie dotyczy dwóch miesięcy, łącznie 1641 scrobbli.

TOP 6 UTWORÓW

  1. Kelly Clarkson „I Dare You”

Przy pierwszym przesłuchaniu stwierdziłam: jest ok, ale szału nie ma. Dopiero jakiś czas później wróciłam do niej i załapałam fazę.

2. Noah Cyrus „Lonely”

Właśnie dzięki tej piosence polubiłam Noah. Ogólnie EP „The end of everything” jest świetna, polecam.

3. Demi Lovato „Sober”
4. Taylor Swift „Look What Made Me Do”
5. Demi Lovato „Anyone”
6. Kesha „My Own Dance”

TOP 6 ALBUMÓW

1. Die Kreatur „Panoptikum”

Świetny duet, o którym już Wam wspominałam. Dla fanów ciężkiego brzmienia pozycja obowiązkowa.

2. Kesha „High Road”
3. Oomph! „Des Wahnsinns fette Beute”
4. Britney Spears „Oops! I did it again”
5. Kesha „Rainbow”
6. Panik „Panik”

TOP 5 WYKONAWCÓW

  1. Britney Spears & Oomph!

Tak się złożyło, że Britney i Oomph! mają po tyle samo scrobbli :)

3. Halestorm
4. LaFee
5. Kesha

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że post Wam się podoba i nie wydaje się Wam tak nudny, jak mnie ;)

 

 

Jedna myśl w temacie “Władcy czasu

  1. Psotka pisze:

    Będę Cię musiała prosić o podpowiedź jak w naturalny sposób działać z mrówkami. Chętnie przekazałabym Babci, która ma z nimi notoryczne problemy jak to na wsi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.