Maj

Maj mi dość szybko zleciał: kolejny miesiąc, przez który większość czasu spędziłam w domu, na czym najbardziej cierpi moja kondycja, niestety. Ogólnie to przez ten miesiąc miałam okazję trochę wypocząć,byłam na tygodniowym urlopie i do tego zredukowali mi etat do 80%, więc miałam również dodatkowy dzień wolnego w tygodniu. I właśnie dzięki temu urlopowi zaszalałam, jeśli chodzi o ilość przeczytanych książek…

Łącznie przez cały maj przeczytałam 10 książek, z czego 6 z nich podczas urlopu.

Miesiąc zaczęłam od totalnego odmożdżacza, czyli w końcu przeczytałam Anonimowe Wyznania  – być może kojarzycie stronę na Facebooku o tej nazwie, na której są publikowane różne historie (pewnie nigdy się nie dowiemy, ile z nich prawdziwych, a ile zostało zmyślone przez użytkowników). Kilka lat temu powstał książkowy zbiór niby najlepszych historii, podobno niektóre nie były nigdy wcześniej publikowane… Muszę przyznać, że kiedy jeszcze regularnie używałam Facebooka, uwielbiałam czytać te historie. Do tego stopnia, że zaczęły mi zeżerać sporo czasu – wchodziłam na FB na 5 minut, siedziałam godzinę scrolując jeden fanpage… Na szczęście to już za mną, nawet na samego fejsa wchodzę baaardzo rzadko, ale gdy zobaczyłam tę książkę za ok. 3 zł w księgarni, w której i tak robiłam zakupy, to dorzuciłam do koszyka. Czy polecam? Może tylko osobom, które lubią czytać takie historie. Jak to w zbiorach, jedne są lepsze, inne gorsze, ja osobiście wywaliłabym część kiepskich historii. Zaletą jest to, że szybko się czyta i interesującym dodatkiem są rysunki do każdej opowieści. Kilka historii było zabawnych, kilka wzruszających, było chyba nawet coś, co dało chwilowo do myślenia, ale sam zbiór trochę mnie rozczarował. Jeśli lubicie tę czy którąś z podobnych stron i macie okazję przeczytać tę książkę, to możecie, szczególnie jeśli potrzebujecie niewymagającego myślenia relaksu, ale żeby kupić… zdecydowanie szkoda pieniędzy 5/10

O przeczytanym Harry’m Potterze wspomniałam Wam miesiąc temu, ale pozostając w tej tematyce w końcu przeczytałam Harry Potter: Podróż przez historię magii, które dostałam dość krótko po premierze, ok. 2 late temu. Nie wiem, co to się stało, że tyle z tym czekałam. Czyta się szybko, nie jest jakoś specjalnie grube, ma też sporo zdjęć. Znajduje się tu wiele ciekawostek dotyczących inspiracji J. K. Rowling, stworzeń i rzeczy, które występują w książkach (np. byłam zaskoczona, że bezoar naprawdę istnieje, cały czas byłam przekonana, że to wymysł autorki), jak i jest tu kilka stron z pierwszej wersji Harry’ego Pottera, w tym sceny, które nie pojawiły się w książce. Minusem jest to, że w polskiej wersji nie zostały one przetłumaczone – ja w ostatnich latach na tyle opanowałam język angielski, że byłam w stanie je przeczytać i zrozumieć, ale ewidentnie książka jest skierowana do dzieci, które niekoniecznie muszą dobrze znać angielski. Książka jest tak skontruowana, że dla mnie jest ona na raz – przeczytać ciekawostki i tyle, ale myślę że dla dzieci, które lubią przeglądać książki z obrazkami może być naprawdę ciekawa. Podejrzewam, że gdybym dostała taką książkę 20 lat temu, dość często bym do niej wracała i przeglądała jej zawartość. 7/10

Kolejną przedurlopową pozycją była pierwsza część cyklu Chcę być kimś! Michała Zawadki, o którym Wam już wspomniałam tutaj. Dobrze się czyta, motywuje, lubię te książki. Aktualnie czytam już drugą część. Szkoda, że w planach wydawniczych są opóźnienia i czwartej części jeszcze nie ma, ja nadal na nią czekam. Mam nadzieję, że się kiedyś w końcu ukaże. 8/10

Kolejną książkę: Louise Booth Billy. Kot, który ocalił moje dziecko zaczęłam czytać jeszcze przez urlopem, ale z braku czasu skończyłam dopiero na nim. Opowieść napisana przed matkę autystycznego dziecka, na które przyjaźń z kotem miało ogromny wpływ. Wydawało by się, że Billy i Fraser byli sobie przeznaczeni (kto wie, może tak jest? ;)). Książka napisana jest dość prosto i bezpośrednio, opowiada początkowo o depresji poporodowej, przeczuciu matki, że coś jest nie tak (a nikt nie chce jej wierzyć), potem o diagnozie, którą w końcu postawiono chłopcu, jak i zmaganiach rodziny z chorobą dziecka. Autorka częściowo też przybliża, na podstawie jej syna, co może czuć autystyczne dziecko. Oczywiście większość książki opisuje relację dziecka i kotem, który swoim zachowaniem motywował chłopca do rozwoju, który bardzo dobrze go rozumiał. Z jednej strony książkę czyta się szybko i mimo tematyki dość lekko, ale… niestety trochę przynudza, jest za bardzo… hmm… rzeczowa? Nie wiem, jak to opisać, nie porwało mnie jakoś szczególnie, to samo mogłoby być opisane znacznie ciekawiej. 6/10

W podsumowaniu roku 2019 wspominałam Wam, że na ten rok mam czytelnicze plany: przeczytać całą serię o Cormoranie Strike’u, co już zrobiłam (aż do premiery 5. części) oraz wrócić do serii Millennium. Zgodnie z planem w maju przeczytałam część pierwszą, czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet napisaną przez Stiega Larssona. Przeczytałam to już trzeci albo czwarty raz (tak mi się wydaje, hmm) i dość dobrze pamiętam co się wydarzyło w tej części (oczywiście główny zarys fabuły, bez mniej istotnych szczegółów) – mimo to książka niesamowicie mnie wciągnęła, wręcz nie mogłam się od niej oderwać. Uwielbiam tę część przede wszystkim na bardzo ciekawy wątek rodziny Vagnerów. Uwielbiam bohaterów, a przede wszystkim Lisbeth Salander. Jeśli lubicie kryminały, a jeszcze jakimś cudem nie przeczytaliście tego, koniecznie musicie nadrobić. Ja zamierzam w tym miesiącu zabrać się za drugi tom. 10/10

Na wakacjach najlepiej czytać grube powieści, dlatego w końcu pożyczona Jodi Picoult Czarownice z Salem Falls doczekały się na swoją kolej. Cieszę się, że czekałam z tą książką do dnia, w którym będę mogła ją pochłonąć prawie za jednym zamachem. Tak dawno nie czytałam nic od Jodi, że już zapomniałam, jak bardzo lubię tę autorkę i jej powieści. Historia niesłusznie skazanego na więzienie Jacka bardzo mnie pochłonęła. Polubiłam głównego bohatera i kibicowałam mu do samego końca. Powieść porusza trudny temat oskarżeń o gwałt, kiedy często jest słowo przeciwko słowu. Dodatkowo często sprawcy nie lądują za kratkami, wiele kobiet nie zgłasza też tego na policji, a Jodi postanowiła spojrzeć na jeszcze inną sprawę, o której mówi się o wiele rzadziej: o wsadzeniu niewinnego człowieka do więzienia. Bo to, że Jack był niewinny za pierwszym razem, dość szybko zostało przedstawione, jak nastolatka, którą uczył, zakochała się w nim i jak skłamała, że łączył ją romans z nauczycielem (tu kolejny poruszany problem – do czego doprowadza strach nastolatki przed ojcem i co jest w stanie powiedzieć, by jak najmniejsze konsekwencje spadły na nią). I co najgorsze, gdy sprawa już trafiła do prokuratury i nastolatka próbowała to odkręcić, nikt jej nie wierzył. I tu kolejny problem: jak rozróżnić czy (potencjalna) ofiara mówi prawdę czy kłamie? O tej sprawie dowiadujemy się głównie w restrospekcjach. Poznajemy Jacka, gdy wychodzi z więzienia, idzie do pierwszego lepszego miasteczka, w którym chce zacząć wszystko od początku. Na jego nieszczęście dość szybko wszyscy się dowiadują za co był skazany, a następnie… kolejna nastolatka oskarża go o gwałt. Chyba to nie będzie za duży spoiler, jak powiem, że ona to wymyśliła, tylko tutaj z całkiem innego powodu… Natomiast warte uwagi są ostatnie sceny dotyczące tej bohaterki i jej ojca, które mogłyby być wątkiem do kolejnej powieści Jodi.

No cóż, czytelnik wie, że Jack jest niewinny, ale to nie znaczy, że książka skończy się happy-endem, dlatego tak bardzo cała historia wciąga. Przede wszystkim walka prokuratora z adwokatem, którzy nie zawsze walczą o sprawiedliwość, ale o to, by po prostu wygrać kolejną sprawę. Dodatkowo poruszono tu też wątek pogaństwa i czarowania, dość istotny dla tej sprawy. Całość sprawia, że jest to książka warta uwagi i serdecznie polecam. 8/10

Na kolejną książkę do czytania wybrałam Fatima Musahi Hostel, która leżała u mnie na półce już dość długo, dostałam ją od przyjaciółki, która w chwili wydania tej opowieści pracowała dla tego małego wydawnictwa, a nawet zredagowała tę książkę. Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś lepszego (chociaż zostałam uprzedzona, że to dość przeciętna pozycja). Historia jest mega dziwna, ale ma pewnien potencjał. Najbardziej nie podobał mi się styl autorki, dość chaotyczny, mało opisów, bohaterowie nie zostali specjalnie przybliżeni, więc nie mogę powiedzieć, że ich dobrze poznałam, tym samym nie wzbudzili we mnie ani odrobiny sympatii. Ot, kolejna papierowa postać. Plusem był tylko gadający kot i parę zabawnych scen (część z udziałem tego kota). Trochę szkoda zmarnowanego pomysłu, połączenie kryminału z elementem nadprzyrodzonym (gdyby go bardziej opisać i rozwinąć mógłby być naprawdę fajny) teoretycznie powinno mi się podobać, a niestety przez styl, w wielu miejscach sztuczne dialogi (w których za często było jakieś przekleństwo) strasznie mnie męczyło. Do tego było kilka wydarzeń tak skrótowo opisanych, że musiałam przeczytać je ponownie, żeby zaskoczyć, co się właśnie stało. Może jestem za głupia na zrozumienie tej historii a może autorka miała ciekawy pomysł, ale nie chciało jej się spędzać nad pisaniem zbyt wiele czasu, więc spisała go bardzo skrótowo…Ode mnie tylko 3/10

Gdy rok temu pojawiła się na polskim rynku kolejna książka Colleen Hoover zdecydowałam się ją kupić. Tak, jakby mnie coś ciągnęło do tej książki, chociaż z twórczości autorki znam tylko Hopeless – książkę, którą w miarę dobrze pamiętam, ale dziś ze zdumieniem odkryłam, że wcale mi się nie podobała tak, jak myślałam, tj. dałam jej kiedyś tylko 6/10 (może jakbym to sprawdziła przed zakupem, to nie wrzuciłabym tej nowej do koszyka). Cały czas mówię o Too Late – które jak się okazało, było odskocznią dla autorki od pisania innych powieści i którą początkowo publikowała tylko w internecie, ale podobno czytelnicy tak bardzo chcieli papierową wersję, że i ta opowieść została wydana. Czy warto było ją kupić? Nie. Czy warto było ją przeczytać? Hmm… muszę przyznać, że powieść mnie wciągnęła, było kilku ciekawych postaci (ale nie aż tak, by się z nimi zżyć), ale ogólnie średnio mi się podobało. Myślę, że w kilku momentach autorkę poniosła za duża wyobraźnia, a dopisywanie prologów i kolejnych epilogów było już trochę przesadzą. Z jednej strony dzięki temu jest to zamknięta historia, ale z drugiej oczywiście nie mogło tam zabraknąć kolejnych dramatów i wydarzeń, więc pod koniec czytelnik trochę się męczy. Nie jest to też jakaś bardzo zła książka (oczywiście w kategorii odmóżdżaczy, ale tu nie chciałam niczego więcej), jednak znam lepsze lekkie, odmóżdżające romanse nadające się na urlop czy weekendowy relaks 5/10

I ostatnią książką przeczytaną podczas urlopu (oraz w maju) jest Len Deighton Mecz w Londynie. Już wspominałam o tym autorze – 4 lata temu recenzowałam część pierwszą tutaj. Drugą część przeczytałam dwa lata temu, ale właśnie wtedy pracowałam nad aktualnym wyglądem bloga i ostatecznie nie podzieliłam się z Wami swoją opinią. Teraz nadszedł w końcu na część trzecią serii, książką która leżała u mnie najdłużej z wszystkich nieprzeczytanych pozycji. O ile dwie pierwsze pozycje były trochę męczące (wymagały więcej skupienia), ale jednocześnie było w nich coś interesującego i na swój sposób mnie wciągały, to Mecz w Londynie nie przypadł mi tak do gustu. Mam wrażenie, że było tu o wiele mniej opisów niż w poprzednich częściach, przez co miałam wrażenie, że ta jest zbyt przegadana. Za duża ilość dialogów również nuży. Do tego tu było o wiele mniej ciekawych przygód Bernarda Samsona, miałam wrażenie że przed dużą część książki nic się nie dzieje i bohaterowie tylko dyskutują o innych czy ewentualnych wydarzeniach, planują, kombinują, snują teorie spiskowe (to akurat wpisuje się w ich zawód). Dla mnie ta książka skończyła moją przygodę z Bernardem. O ile dwie pierwsze części zachęcały mnie do przeczytania, co będzie dalej, tak tutaj czuję, jakby to, co najważniejsze zostało już opowiedziane. I chociaż jest jeszcze kilka kolejnych tomów, wątpię żebym po nie sięgnęła. 6/10

Nadrobiłam trochę czytania, a jak filmy? Z jednej strony trochę zaszlałam, a z drugiej niekoniecznie. Nie obejrzałam niczego nowego, tzn. próbowałam obejrzeć Nieoszlifowane diamenty na Netflixie (słyszałam, że fajny, zdobył też jakieś nagrody), ale nie dałam rady. Pierwsze 40 minut filmu jest tak chaotyczne i męczące, że się poddałam i pierwszy raz od bardzo, bardzo, bardzo dawna przerwałam oglądanie, nie wróciłam i nie zamierzam oglądać pozostałej 1,5 godziny… Poza tym wróciłam sobie do jednego z moich ulubionych filmów z okresu bycia nastolatką, czyli do Wredne dziewczyny z Lindsay Lohan. Muszę przyznać, że nadal go bardzo lubię i nadal mnie bawi. Co ciekawe tym razem odkryłam, że w jednej scenie leżą książki z serii o Harrym Potterze na stoliku, na co nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi ;) A jak już jesteśmy w temacie Pottera, jeśli macie Netflixa pewnie wiecie, że w połowie maja pojawiły się tam wszystkie filmy z cyklu. Netflix wybrał idealny dzień, ponieważ właśnie zaczynałam swój urlop i każdego dnia wieczorem oglądałam kolejną część :) Naprawdę fajnie było wrócić do całej serii, polecam :)

Nie oglądałam tylko Fantastycznych zwierząt…, które mnie nudzą, ale jeśli Wy jesteście tym filmem zainteresowani,  pierwsza część pojawiła się razem z całym cyklem, a część druga jest już w zapowiedziach i będzie można ją obejrzeć jeszcze w tym miesiącu :)

Insatiable Sezon 2 (2019)

Miesiąc temu pisałam Wam o sezonie pierwszym, a już na początku maja skończyłam również sezon drugi. Kontynuacja trzyma poziom, dalej można się świetnie bawić podczas oglądania, sporo się dzieje, oczywiście bohaterowie dalej są tak samo przerysowani. Zdecydowana różnica między sezonami jest taka, że tutaj trup ściele się gęsto, przez co główna bohaterka i jej trener mają sporo kłopotów. Sporo się dzieje nie tylko wokół niej, ale i innych bohaterów znanych z sezonu pierwszego. Część z nich dostaje tutaj więcej miejsca. Zdecydowanie ciekawym wątkiem jest wątek Dixie oraz dość zabawna obsesja jednego z bohaterów.

Sezon drugi niestety jest krótszy o dwa odcinki od pierwszego, co bardzo mnie rozczarowało, bo pewnego piątkowego popołudnia nastawiałam się na obejrzenie trzech ostatnich odcinków i okazało się, że został mi tylko jeden… :( Za to zakończenie sezonu zostało świetnie przemyślane, tj. zdecydowanie jest otwarte i można historię poprowadzić dalej, która przeniosłaby się na trochę inny poziom (pod kątem głównej bohaterki, która w końcu zrozumiała co nie co o sobie samej i poprowadzenie tego wątku mogłoby być świetne), a jednocześnie spokojnie można je potraktować jako zakończenie serialu, bo nawet bez kolejnych odcinków widz bez problemu może sobie dopowiedzieć, co mogłoby się wydarzyć dalej. A jak się niestety okazało, nie będzie kolejnego sezonu. Podobno fani walczyli o trzeci sezon, ale nie znalazłam informacji, żeby Netflix zmienił zdanie. I to moje niestety jest z takim przymrużeniem oka, ponieważ nie obraziłabym się za kilka dodatkowych odcinków i chętnie bym je obejrzała, ale z drugiej strony jestem usatysfakcjonowana zakończeniem i nie mam wrażenia, że całość się urywa gdzieś w połowie historii.

Debbie Ryan jako Patty Bladell i Dallas Roberts jako Bob Armstrong

Podejrzewam, że jeszcze kiedyś wrócę do Insatiable. Jest to dziwny, specyficzny, przerysowany i dość kontrowersyjny serial, ale przypadł mi do gustu, można się przy nim zrelaksować i pośmiać się z tego absurdu, który tam znajdziemy. 7/10

Czas na muzyczne podsumowanie. Last.fm naliczył mi 787 scrobbli, czyli trochę mniej niż w kwietniu. Nie jestem zaskoczona – na urlopie właściwie niczego nie słuchałam.

TOP 7 UTWORÓW

1. Kesha „My Own Dance”

Znów mnie naszło, chyba zaczynam być nudna z tą piosenką? ;)

2. Kesha feat. Big Freedia „Raising Hell” 

3. The Pretty Reckless „Under the Water”

Już ostatnio Wam pisałam, że ostatnio przypomniałam sobie o tym zespole. To jeden z moich dwóch ulubionych utworów, właściwie długo byłam przekonana, że go nie ma na Spotify (może kiedyś faktycznie go nie było), ale jak odkryłam że jednak jest, to trochę mi się wkręcił :) Właściwie miał tyle samo scrobbli, co Raising Hell powyżej.

4. In This Moment feat. Maria Brink, Lzzy Hale and Taylor Momsen „We Will Rock You”

Ten i kolejne 3 utwory już się znajdowały ostatnio w tych zestawieniach, mają też po tą samą ilość scrobbli. Cóż, to pokazuje, że dość nieźle mi się wkręciły te utwory i częściową winą jest playlista Spotifly Ulubione na okrągło, którą ostatnio lubię sobie dość często odpalić. Jeśli ktoś nie ma Spotify, to tylko dodam, że działa to tak, że na playlistę trafiają utwory, których ostatnio słuchałam najczęściej :)

5. Lindsey Stirling feat. Amy Lee „Love Goes On and On”

6. Taylor Swift „Look What You Made Me Do”

7. The Pretty Reckless „Make Me Wanna Die”

Nawet nie ma się co za bardzo rozpisywać, to teraz:

TOP 6 ALBUMÓW

1. Eisblume „Unter dem Eis”

W maju przypomniałam sobie o Eisblume, której kiedyś słuchałam znacznie częściej, a że słuchałam różnej muzyki, wystarczyły 2-3 odsłuchania, by trafiły na szczyt słuchanych albumów ;)

2. Eisblume „Ewig”
3. Sarah Connor „Muttersprache”
4. Sarah Connor „Herz Kraft Werke”
5. Lindsey Stirling „Artemis”
6. Linkin Park „Hybrid Theory”

TOP 5 WYKONAWCÓW

1. Evanescence

2. Eisblume
3. Sarah Connor
4. Kamil Bednarek
5. Lindsey Stirling

Evanescence trafiło tak wysoko, głównie dlatego że miesiąc temu utworzyłam sobie playlistę z ich utworami, które są na Spotify i przesłuchałam wszystkie, by wyrzucić te, których nie lubię (w przypadku tego zespołu niestety znalazło się takich kilka). Ogólnie planuję tak zrobić z każdym wykonawcą, którego mam w bibliotece, ale zapewne to potrwa ;) Jak wiecie, Lindsey słucham cały czas, głównie pojedynczych utworów, ale w tym miesiącu wystarczyło, by wspięła się to mojego prywatnego top 5 :) Kamila daaawno nie słuchałam, przypomniałam sobie o nim dzięki nowemu nagraniu i chętnie włączyłam stare utwory, których słuchałam prawie non stop w pierwszej połowie 2015 roku.

Jak widać maj był głównie książkowym miesiącem. Czerwiec na razie się taki nie zapowiada, do tej pory nie skończyłam ani jednej książki. W tym tygodniu byłam jakoś wiecznie zajęta i jestem cały czas zmęczona. Mam nadzieję, że wkrótce mi się to poprawi.

Tak z innych rzeczy, w maju ułożyłam kolejne puzzle – Titanic, które na początku mnie nieźle irytowały (dlatego że nie potrafiłam ułożyć ramki), ale ostatecznie ich układanie nie tylko zaczęło mi sprawiać przyjemność, ale i udało mi się ułożyć całość ;)

Wkręciłam się również w słuchanie podcastów. W maju nadrabiałam głównie odcinki podcastu O filmach dla sportu, który jak się domyślacie po nazwie jest o filmach. Janek (który prowadzi konto z recenzjami filmowymi o tej samej nazwie) oraz Piotrek (zawodowo związany z kinem) opowiadają o filmach, które ostatnio oglądali, newsach ze świata filmowego itp. itd. Z założenia mieli również opowiadać o nadchodzących premierach kinowych, ale koronawirus popsuł im szyki (udało im się to tylko w kilku pierwszych odcinkach). Podcast jest dość nowy, pierwsze odcinki są bodajże z lutego, nowe wpadają raz na tydzień. Ja słucham ich z przyjemnością, ponieważ zaczęłam dopiero w kwietniu fajnie mi się słuchało ich odcinków czasem po 2 dziennie, czasem dzień po dniu – w zależności od czasu i chęci i teraz… kiedy jestem już na bieżąco najgorsze jest to że muszę tydzień czekać na kolejny odcinek ;) Jeśli lubicie podcasty i recenzje filmów, polecam, szukajcie ich na Spotify ;)

A tu informacja o ostatnim odcinku z Instagrama Janka:

View this post on Instagram

W najnowszym odcinku naszego podcastu razem z @piotr.olczyk.jr odpowiadamy na pytanie zadane przez @adamfejkan i wskazujemy filmy, które kochamy, ku zdziwieniu innych. Uroczy miś, tajny agent, polski thriller… W tym “zestawieniu” znajdziecie niemal wszystko! 😅 W #14 odcinku rozmawiamy m.in. również o #SnyderCut oraz ulubionych sitcomach. Spoiler: jeden z nas nie lubi żadnych 😜 Cały odcinek znajdziecie na: ➡️ Anchor >> https://anchor.fm/o-filmach-dla-sportu ➡️ oraz na Spotify . . . #podcast #podkast #słucham #anchor #spotify #odcinek #paddington #książka #książki #słuchamy #film #kino #kultura #sztuka #opinia #recenzja #ocena #Polska #OFilmachDlaSportu

A post shared by Jan Kapturkiewicz (@ofilmachdlasportu) on

Poza tym na urlopie  wybrałam się w góry na dwie wycieczki po ok. 12,5 km… Załamałam się, bo odkryłam, że z moją kondycją jest krucho. Siedzenie w domu mi nie służy, szczególnie że ostatnio też trudno mi się zmotywować do treningów. Co prawda nie chciałabym wracać do biura (już teraz mamy pewne, że będziemy pracować zdalnie do końca sierpnia), ale muszę przynać że te 6 km dziennie (łącznie w obie strony) jednak dużo mi dawały. Jedyne, co mi pozostaje to chodzenie na spacery po pracy oraz treningi w domu. Mam też pomysł, by wrócić do biegania, trzymajcie kciuki, żebym teraz ruszyła swoje ω :)

2 myśli w temacie “Maj

  1. Isabelle :) pisze:

    Tyle rzeczy związanych ze mną/ode mnie, a się słowem nie zająkniesz :P
    Wiesz co, jak chodzi o tę książkę o kocie to się nie dziw, z literaturą faktu tak bywa. Autorka nie jest pisarką, tylko osobą, która temat zna z autopsji, więc warsztat może mieć taki sobie. Przerabiałam to już parę razy i jak zwykle jestem krytyczna, tak w takich przypadkach przymykam na to oko. Wiadomo, z perspektywy czytelnika mogłoby być lepiej, ale tutaj wszystko jest do wybaczenia.
    Ja w maju wpisałam sobie 8 książek (głównie ebooki i audiobooki, jedna manga), w porównaniu z kwietniem czy (zwłaszcza) marcem było tego mało.
    O Czytu się wypowiesz, jak przesłuchasz więcej? :D

    • Inna_odInnych pisze:

      Wybacz ;P
      No tak, ale z tego co pamiętam, czytałam książki, które były przyjemniejsze dla czytelnika. Chyba że były podobnie napisane, a podeszłam do nich łagodniej :D
      Myślę, że tak :) Może nawet w następnym poście, o ile nie zapomnę ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.