Wiedźmin

Spis treści:
Serial: Wiedźmin

Już dwa miesiące 2020 minęły. Muszę przyznać, że z lutego jestem dość zadowolona…

Przede wszystkim dość dobrze poszło mi z większością moich celów, głównie jestem zadowolona z ilości treningów. Teraz tylko czekam na wiosnę, aż będzie cieplej i będę mogła wrócić do biegania. Niestety najgorszej wygląda ilość czasu poświęconego na pisanie, ale mam nadzieję że w marcu to się zmieni :)

Czytanie książek jak na razie także idzie mi gorzej niż planowałam. W lutym dałam radę przeczytać tylko 3 pozycje: Cecelia Ahern „PS Kocham cię na zawsze” 6/10, o której pisałam Wam w ostatnim poście, Marta Henning „Codziennie fit” – o tej pozycji pisałam Wam w maju, wraz z rozpoczęciem roku zaczęłam czytać po 1-2 strony dziennie i w drugiej połowie lutego ją skończyłam 8/10; oraz kontynuację „Wołania kukułki” Roberta Galbraitha, czyli „Jedwabnik”. Chociaż z tym książkowym postanowieniem jestem na bieżąco ;) Co więcej niedawno dowiedziałam się, że pod koniec roku wychodzi piąta część, więc powinnam do tego czasu pamiętać treść pierwszych czterech. A co do „Jedwabnika” muszę przyznać, że nie wiele pamiętałam z tej powieści (poprzednio czytałam ją 5 lat temu), poza stanem zwłok odkrytych przez Cormorana. Takiego opisu trudno zapomnieć. Ogólnie książkę czyta się dobrze, ja znów nie odkryłam wcześniej, kto jest mordercą… Polecam serię, ale ze względu na opis prywatnego życia oraz relacji Cormonara i Robin, radzę czytać po kolei. A na marzec mam zaplanowaną trzecią część, z której… kompletnie nic nie pamiętam (poza jedną sceną z życia Robin z końca książki). Ma to swoje plusy, bo czytanie drugiej części ponownie sprawiło mi wiele radości z odkrywania nowych rzeczy i było sporo elementów, które ponownie mnie zaskoczyły, więc czytanie trzeciej części będzie pod tym względem pewnie równie przyjemne 8/10.

View this post on Instagram

Powoli nadchodzi wiosna, to i #flaming załapał się na zdjęcie 🙂 a obok niego 3 #książki przeczytane w lutym… #CeceliaAhern #PSKochamCięNaZawsze czyli rozczarowująca kontynuacja największego hitu autorki. Od początku roku czytałam po 1-2 strony #MartaHenning #CodziennieFit żeby się zmotywować do treningów i przypomnieć podstawowe rzeczy. Zadziałało, jak na razie jestem zmotywowana, dawno nie ćwiczyłam tak regularnie jak teraz 💪 I druga część cyklu o #CormoranStrike czyli #RobertGalbraith #Jedwabnik. Przy okazji to w lutym dowiedziałam się, że w drugiej połowie roku wyjdzie 5. część cyklu, więc wychodzi na to że wybrałam sobie dobry czas na przypomnienie sobie całości 😏 #books2020 #BooksBooksBooks

A post shared by Izabela (@inna_odinnych) on

To, że mało (jak na moje plany) przeczytałam spowodowane jest tym, że poświęcałam czas na coś innego. I w lutym obejrzałam w sumie cztery filmy. Pierwszym z nich jest „Historia małżeńska”, film wyprodukowany przez Netflix, który zebrał kilka nominacji do Oscara, a Laura Dern zdobyła nawet statuetkę za swoją rolę prawniczki. Jest to dobry film, który z góry nie narzuca, że to jedna ze stron jest wszystkiemu winna. Poznajemy historię Nicole i Charliego, ich punktów widzenia na ich małżeństwo oraz jak sobie radzą podczas i po jego rozpadzie. Największą zaletą jest to, że nie ma tu winnego i ofiary, tylko widać, jak bardzo na tej sytuacji cierpią nie tylko oni, ale i inni ludzie: dziecko, rodzina, znajomi. Do tego Scarlett Johannson i Adam Driver w rolach głównych… Co tu dużo mówić, polecam 8/10. Pozostałe trzy filmy obejrzałam w kinie: „Jojo Rabbit”  – słodko-gorzka historia młodego chłopca, fanatyka należącego do Hitlerjugend, który ma wyimaginowanego przyjaciela – Hitlera (kreacja Taiki Waititi jest świetna). Z jednej strony ta historia bawi, szczególnie postrzegane świata przez młodego Jojo, z drugiej w tle widzimy wojnę, walkę o przetrwanie. Bywają momenty zaskakujące, przede wszystkim w drugiej części filmu. Nie jest to film, który każdemu przypadnie do gustu, ale jego nietypowa forma jest ciekawa, na pewno długo o nim nie zapomnę 7/10. Kolejnym filmem był „Joker”, na którego miałam się wybrać jesienią, ale nie byłam w stanie dotrzeć do kina. Dzięki Cinema City, które postanowiło przypomnieć Oscarowe produkcje, miałam okazję zobaczyć go w kinie. I jestem zachwycona. Joaquin Phoenix zasłużenie wygrał Oscara za tę rolę, ten film to popis jego zdolności aktorskich, przykuwa uwagę przez całe dwie godziny. Chociaż produkcja powstała na podstawie komiksu, w filmie tego nie widać. Pod koniec miało się wrażenie, że ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę. Trudno mi powiedzieć coś więcej, poza tym, że warto, warto, warto zobaczyć 10/10. Ostatnim obejrzanym filmem jest „Kłamstewko” – amerykańsko-chińska produkcja o zderzeniu dwóch światów, dwóch kultur i reakcji na wieść, że babcia jest ciężko chora i wkrótce umrze. Ponieważ Chińczycy wierzą m. in. , że to strach przed chorobą zabija, najbliższa rodzina Nai Nai nie informuje jej o jej stanie, a żeby wszyscy mogli się z nią spotkać, organizują fake’owe wesele jej wnukowi. Całą historię poznajemy z perpektywy Billi – wnuczki Nai Nai wychowanej w Ameryce – która nie zgadza się z zachowaniem tego w tajemnicy. Tu również film wywołuje różne uczucia – jest wiele zabawnych scen, ciekawe są również relacje w rodzinie, jak i poznanie odrobiny kultury chińskiej. Z drugiej strony oczywiście skłania do refleksji i może wzruszać, aczkolwiek przyznam, że bardziej wzruszyłam się na zwiastunie niż na samym filmie. Było również parę elementów, które mnie zaskoczyło, i najważniejsze: film oparto na prawdziwej historii rodziny reżyserki. Polecam 7/10.

Wiedźmin (sezon 1)

Muszę przyznać, że nie jestem wielką fanką Wiedźmina, jako serii książek – owszem, podobały mi się i do tego stopnia, że nie tylko chcę do nich wrócić (czytałam je ponad 5 lat temu), ale również zakupić całą serię, ale nie mam świra na ich punkcie, nie znam każdego czy też większości szczegółów, jak mam w przypadku np. Harry’ego Pottera. Natomiast mam słabość do Geralta z Rivii jako bohatera, dlatego też lubię go w (prawie*) każdym wydaniu: Czy to czytając o jego przygodach, czy też oglądając serial (również ten polski). Dlatego też byłam pewna, że koniecznie obejrzę jego najnowszą odsłonę: Netflixowską ekranizację. I choć obiektywnie patrząc jest to dość przeciętny serial, to i tak zyskał moją sympatię.

Niestety początek sezonu jest dość kiepski. Pierwszy odcinek wygląda jakby był kręcony przez amatorów, właściwie bronił się tylko przedstawioną walką. Henry jako Wiedźmin na początku bawi, ponieważ ma głos jakby miał raka krtani czy coś (ogólnie ten pseudogroźny głos jest zdecydowanie zbędny), oraz często wydaje z siebie dźwięk Hmm, co już stało się hitem internetu… Jak widać, nie tylko mnie to bawi. Na szczęście z każdym kolejnym odcinkiem przestaje się zwracać na to taką uwagę. Niestety brakowało mi przedstawienia głębszych relacji Geralta z Jaskrem. Tu się nie znają, a tu nagle są przyjaciółmi, nie wiadomo skąd, jak, dlaczego, na dodatek ma się wrażenie, że tak właściwie Geralt go nie lubi, a Jaskier się go uczepił jak rzep psiego ogona.

Na szczęście z odcinka na odcinek jest coraz lepiej, przede wszystkim podobała mi się uczta w Cintrze. Ten odcinek pokazuje, że serial ma potencjał, więc liczę na to, że kolejne sezony będą lepsze. Jak na razie sezon pierwszy, chociaż jest pełen wad, dość dobrze się ogląda. Dziwią mnie też zarzuty, że ludzie nie łapią, co się dzieje itp., ja nie miałam z tym problemu, a prawie nic nie pamiętam z książek (a może dlatego połapałam się, o co chodzi, bo w rozumieniu nie przeszkadzały mi rozbieżności między książką a serialem?). Czy polecam? Jeśli lubicie fantastyką stylizowaną na średniowiecze to tak, ale nie zrażajcie się pierwszym odcinkiem tylko obejrzcie cały sezon. 7/10

*Wiedźmin nie zauroczył mnie tylko jako gra komputerowa. Grałam raz, przez 1,5 godziny nie potrafiłam opanować, co i jak, miałam rozkminić to innym razem… Tak się złożyło, że następnego razu jeszcze nie było.

A teraz muzyczne podsumowanie lutego.

Najczęściej odtwarzane utwory… tu wygrywa Kesha, ponieważ w Top 6 są tylko jej piosenki:

1. „My Own Dance”

2. „Raising Hell”
3. „Tonight”
4. „High Road”
5. „Resentment”
6. „Shadow”

Nie powinno więc dziwić, że najczęściej odsłuchanym albumem jest najnowsza płyta Keshy :) Cała piątka przedstawia się następująco:

1. Kesha „High Road”
2. Scars on Broadway „Scars on Broadway”
3. LaFee „Best of – die Nacht Edition”
3. Linkin Park „Hybrid Theory”
5. Anne-Marie „Speak Your Mind”

I na koniec top 5 artystów:

1. LaFee

LaFee

2. Kesha
3. Linkin Park
4. Anne-Marie
5. Behemoth

Jak widać, pod względem gatunkowym kompletny misz-masz :)

I wybrałam się pierwszy raz na koncert w tym roku, poeci rocka w NOSPRze, ale niestety sam koncert trochę mnie rozczarował. Nie wiem, czy to przez zmęczenie, ale miałam wrażenie, że wszystko zostało zagrane poprawnie, ale bez efektu wow… Natomiast muszę przyznać, że jakość dźwięku na sali jest świetna, nic dziwnego że bilety na koncerty tam rozchodzą się jak ciepłe bułeczki… :)

A tak z innych, w końcu dokończyłam pierwszy obrazek z mojej kolorowanki „Sherlock. The Mind Palace”.

Nic skomplikowano, ot tapeta na ścianie w mieszkaniu Sherlocka. Muszę przyznać, że zeżarło mi to spooooro czasu, w ciągu godziny kolorowam 4-5 wzorków (również dlatego że nakładałam jeden kolor kredki na drugi), ale jestem też dość zadowolona z efektu :)

2 myśli w temacie “Wiedźmin

  1. Isabelle :) pisze:

    Szalejesz, kolejny wpis na blogu w tak krótkim czasie :D

    Mało brakowało, żebym lutego nie skończyła z 4 książkami na liczniku, a tu rzutem na taśmę wpadło 7. W tym dwie 62-stronicowe, ale ciiii 😂

    To że byłam w tym miesiącu dwa razy w kinie to też jakiś ewenement xD

    Też ostatnio trochę LaFee słuchałam, a do LP mnie jakoś za bardzo nie ciągnie.

    Chyba bym zwariowała, jakby mi przyszło pomalować tyle elementów na jeden kolor i to jeszcze kredkami 😲 Jest sześć rzędów to bym pewnie wykorzystała 6 kolorów i tak po skosie malowała xD

    • Inna_odInnych pisze:

      Pisałam bodajże w ostatnim poście, że chciałabym publikować nowy na początku miesiąca, tylko w lutym miałam opóźnienie :P

      Eee tam, i tak najlepiej liczyć średnią ilość stron z przeczytanych książek, szczególnie że nie tak dawno czytałaś grubą cegłę, co nie?

      Teraz idź, idź, korzystaj póki w Cinema City bilety są po 15 zł :D

      Ja LP puszczałam sobie do treningu, stąd wysokie miejsce. Tak samo przy Scars on Broadway głównie trenuję, rzadko ich słucham poza treningiem.

      Haha, chciałam być dość wierna kolorystycznie serialowi :D No ale pół brązowej kredki już nie mam. Niby niełamiące się, ale i tak złamała mi się kilka razy o.O Natiomast odcień czerwieni który nakładałam na brąz na szczęście tak się nie łamał ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.