Dobre miejsce

Spis treści:
Książki: Cecelia Ahern "PS Kocham Cię"
Mikołaj Marcela "Best Seler i zagadka znikających warzyw"
Jacon Teitelbaum, Deborah Kennedy "Cukier dzieci nie krzepi"
Seriale: The End of the F***ing World (sezon 2)
Dobre miejsce (sezon 4)

Hej!

Dziś zapraszam Was na przegląd grudnia i stycznia :)

Grudzień był bardzo bogaty pod względem przeczytanych książek. Pierwszą z nich była:

Cecelia Ahern „PS Kocham Cię”

Kiedyś, lata temu, obejrzałam ekranizację, a następnie przeczytałam książkę. Choć muszę przyznać, że zdecydowana większość fabuły wyleciała mi z głowy, nigdy nie zapomniałam o samej książce i jej głównym motywie: Holly straciła męża, który umarł na raka mózgu. Kilka tygodniej później dostaje paczkę z listami, w których jej mąż przygotował zadanie na każdy miesiąc, a każdy z nich podpisywał słowami PS Kocham cię.

W powieści podoba mi się to, że mam wrażenie, że czytam o kilku najturdniejszych miesiącach życia prawdziwej kobiety. Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, w każdym odnajdziemy zarówno zalety, jak i wady. Nawet zmarły Gerry nie jest otoczony świętością, nie raz Holly przypomina sobie czy pojawia się to w rozmowach, jak czasami denerwował innych. Jak każdy człowiek. Większość bohaterów wzbudza sympatię, również dzięki temu, że nie są czarno-biali. Dzięki temu łatwiej się z nimi zżyć, przeżywać ich problemy, czy cieszyć się z radosnych chwil. Książka wzbudza wiele emocji: czasami potrafi wzruszyć (przede wszystkim pod koniec), czasami rozśmiesza, czasami trzyma w napięciu, kiedy aż chce się dowiedzieć, co było dalej… Podoba mi się również samo zakończenie, które na całe szczęście nie jest przesłodzone i zdecydowanie jest realne. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że autorka kiedykolwiek napisze kontynuację, ale cieszyłam się, że mogłam znów zajrzeć do życia Holly i jej najbliższych. Jeszcze przed jej przeczytaniem byłam przede wszystkim ciekawa, jak wyglądają jej relacje z przyjaciółmi czy rodzeństwem, które cały czas się rozwijały w PS Kocham cię. Przede wszystkim warta uwagi jest relacja Holly z Richardem i to jak ona dojrzała, by poznać starszego brata na nowo…

Mimo to, że książka opowiada głównie o żałobie, czyta się ją lekko i przyjemnie. Pomysł na główny motyw jest tak dobry, że trudno o niej zapomnieć. Może nie jest to jedna z powieści, które nagle odmienią czyjeś życie, ale myślę że warto po nią sięgnąć. Moim zdaniem to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza książka Cecelii Ahern z tych, które do tej pory przeczytałam. Polecam. 8/10

Kilka dni temu skończyłam kontynuację, o której pisałam powyżej, czyli

Cecelia Ahern „PS KOCHAM CIĘ NA ZAWSZE”

i niestety muszę przyznać, że mnie rozczarowała. Trudno mi też wskazać, dlaczego. Na pewno brakowało mi relacji Holly z innymi, przede wszystkim z jej rodziną czy przyjaciółkami. Myślę, że zostały napisane bardziej pobieżnie, nie czułam tego, co ją łączyło z innymi ludźmi. W samej fabule też mi czegoś brakowało, chociaż trudno powiedzieć czego. W wielu momentach książka wciągała, pojawiały się zabawne teksty, ale ogólnie od połowy miałam wrażenie, że męczę tę powieść. Niestety kontynuacja nie jest  udana. 6/10

W grudniu przeczytałam również dwie książki dla dzieci, które sprezentowałam bratankowi:

Mikołaj Marcela „Best Seler i zagadka znikających warzyw”

Trafiłam na tę książkę przypadkiem: Szukałam czegoś dla mojego 10-letniego bratanka, a na Śląskich Targach Książki pojawił się autor i pan Mikołaj skutecznie przekonał mnie, że jego książka nadaje się dla czytelników w każdym wieku. Mam nadzieję, że wkrótce przekonam się, czy kryminał spodobał się mojemu bratankowi, natomiast wiem, że mnie przypadł do gustu.

Przede wszystkim podoba mi się, że kryminał trzyma w napięciu, przez co trudno odłożyć książkę na bok. Do tego zmusza czytelnika do zastanowienia się, czym jest wspomniany potwór i kto za tym wszystkim stoi. Bywa sporo elementów zaskoczenia, a same warzywa (i Ananas, który stał się jednym z moich ulubionych bohaterów, chociaż w rzeczywistości nie znoszę ananasów) są przesympatyczne, przede wszystkim małe Brukselki i Czosnek Hilary. Tylko tytułowy bohater nie zdołał mnie do siebie przekonać, jak i jego koledzy z pracy.

Poza tym, że kryminał trzyma w napięciu, wzbudza wiele emocji i również bawi. Trochę rozbawiło mnie, gdy okazało się, kto jest złym bohaterem (ale jakże trafne!). Przede wszystkim rozbawiły mnie nawiązania do Mickiewicza, głównie inwokacja na początku książki. Fantastyczny pomysł!

Kolejnym plusem jest zastosowana klamra kompozycyjna, gdy dzieci dostają książkę o Best Selerze od dziadka, co świetnie wprowadza, oraz na końcu gdy dzieci zadają pytania, które nasuwają się czytelnikowi. Dobrze wiedzieć, że autor jest świadomy spraw, które byłoby dobrze wyjaśnić w kontynuacji :)

Ja serdecznie polecam tę książkę i mam nadzieję, że spodobała się mojemu bratankowi, ponieważ liczę na to, że będzie chciał poznać dalsze losy warzyw, a ja będę mogła mu je kupić i samej przeczytać ;) 8/10

Drugą książką jest: Jan Paul Schutten, Floor Rieder „Ciało. Ty i miliardy Twoich mieszkańców” – jeśli dziecko lubi biologię i różnego rodzaju ciekawostki, powinno się spodobać. Paru rzeczy dowiedziałam się z tej książki, jest napisana prostym językiem, mogę polecić 7/10

Pod koniec 2019 dużo słyszałam o Eva García Sáenz de Urturi „Cisza białego miasta” – to był drugi hiszpański kryminał/thriller, którzy przeczytałam w zeszłym roku i tak jak pierwszym (Roberto Santiago „Ana”)  byłam zachwycona. Jeśli lubicie takie klimaty, polecam, szczególnie że akcja dzieje się w Hiszpanii, co dla mnie było egzotyką – nie często mam okazję czytać książkę, której akcja dzieje się właśnie w tym kraju 9/10. Druga część trylogii już stoi na półce i czeka na przeczytanie, a trzecia wkrótce wpadnie w moje ręce, mam nadzieję że w miarę szybko znajdę na nie czas!

Nie wiem, czy to nie nadaje się już do leczenia, bo naprawdę mam problem przepuścić książce, która stoi u mnie na półce, chociażby przez moment. Z tego powodu sięgnęłam po Allen Carr „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie”, które kupiłam tacie. Nie wiem czy na nim to zadziała, mam nadzieję że wkrótce ją przeczyta i zobaczymy. Co mnie się podobało w tej książce, to w pewnym stopniu uniwersalność. Wiele rad można spokojnie odnieść do innych nałogów, bo one mają za zadanie zmienić nastawienie i myślenie o rzeczach, które nam szkodą, a którym trudno nam sobie odmówić.

W święta przeczytałam świąteczną książkę Magdy Parus „Rodzinnych ciepłych świąt”, które czekało kilka miesięcy na półce. Tak się złożyło, że idealnie wpisała się w mój nastrój. Nie jest to kolejna, słodka, mdła książka o świątecznych cudach, wręcz przeciwnie. Na niespełna 200 stronach jest opisana historia, która wstrząsa czytelnikiem do tego stopnia, że trudno się potem pozbierać i na długo nie opuści pamięci. Jest świetna i szkoda, że tak mało ludzi ją czytało. Zdecydowanie polecam. 9/10

W grudniu w końcu skończyłam słuchać audiobooka po niemiecku „Harry Potter und der Heiligtümer des Todes”, a w ramach czytania całej Sagi o Fjällbacce Camilli Läckberg przeczytałam ponownie „Pogromcę lwów”  9/10 oraz pierwszy raz „Czarownicę”, która daje sporo do myślenia i podoba mi się w jaki sposób Camilla wplotła wątek polowania na czarownice, jednocześnie nawiązując do współczesności. Jeśli jeszcze nie czytaliście, polecam. 9/10

To tyle jeśli chodzi o grudzień. Natomiast w styczniu przeczytałam tylko 3 książki:

Kilka słów więcej o:

Jacon Teitelbaum, Deborah Kennedy „Cukier dzieci nie krzepi”

Muszę przyznać, że ta pozycja mnie rozczarowała. Na plus zdecydowanie jest zwrócenie uwagi na zbyt duże spożycie cukru, co on robi z organizmem ludzkim (przede wszystkim wymienienie chorób na początku książki), jak i zwrócenie uwagi, że cukier praktycznie jest wszędzie, to jednak mam wrażenie że takich pożytecznych informacji jest niewiele jak na długość książki. Może to tak odebrałam, bo nie mam dzieci, u których musiałabym walczyć z uzależnieniem od cukru – jedynie pewne elementy mogę odebrać jako przestrogę, czego nie uczyć moich dzieci w przyszłości ;)

Trochę mnie bawiło podejście autorów książki, którzy pisali również o tym, jak walczyć z uzależnieniem u nastolatków oraz dwudziestokilkulatków (!) Aż sobie wyobraziłam, jak moi rodzice próbowaliby tych metod na mnie, gdy np. już studiowałam. To już dorośli ludzie i od nich zależy, czy chcą zmienić nawyki żywieniowe, można ich uświadomić, ale na wychowanie chyba już trochę za późno…

Prawdę mówiąc miałam nadzieję, że ta pozycja pomoże mi ogarnąć się ze spożyciem cukru, zmotywuje i da jakąś wiedzę. Jeśli chodzi o to drugie, nie było tu wiele więcej, niż wiedziałam. Natomiast podoba mi się podejście autorów książki, że nie popadają w skrajności tj. twierdzą, że deser czy coś słodkiego raz na jakiś czas jest ok, byleby nie za często i nie za dużo. 5/10

Jakby ktoś mimo mojej niezbyt pozytywnej opinii chciałby przeczytać ten poradnik, to chętnie odstąpię swoj egzemplarz.

W grudniu nie tylko dużo czytałam, ale również udało mi się znaleźć trochę czasu na obejrzenie kilku filmów. Większość z nich widziałam już któryś raz. Oczywiście dla mnie nie ma świąt bez Kevina, więc obejrzałam zarówno Kevin sam w domu jak i Kevin sam w Nowym Jorku. Przed świętami, by już powoli wczuć się w klimat, wróciłam do komedii Ostrza chwały. Co prawda z samymi świętami nie wiele ma wspólnego, ale dotyczy jazdy figurowej na lodzie, więc na sam początek coś ze śniegiem i lodem mi wystarczyło :) Jeśli lubicie amerykańskie komedie, polecam, chociaż wiem, że nie przerysowana forma filmu nie każdemu się spodoba 7/10. Korzystając z tego, że na Netflixie były dwa typowo świąteczne filmy, które są również moimi ulubionymi, nie mogłam nie wrócić do To właśnie miłość w którym część wątków jest zabawna, druga część smutna, a i tak najbardziej pamiętam scenę z Rowanem Atkinsonem, która jest przezabawna i dzięki której w ogóle chciałam kiedyś to obejrzeć 8/10, a drugim filmem są Święta last minute, które dość często oglądałam w święta (głównie dlatego, że leciał w telewizji bezpośrednio po Kevinie) i chociaż znam całą historię i wiem, jak się skończy, mogę oglądać to na okrągło 7/10.

Ostatnim filmem, do którego wróciłam to Jack Frost. Przyznam, że kiedyś dużo bardziej mi się podobał (chyba się zestarzałam), co nie zmienia faktu że to dość przyjemny film familijny o trudnym temacie, jakim jest śmierć bliskiej osoby, który pod koniec nadal mnie wzrusza 6/10. Ale nie oglądałam samych staroci, obejrzałam również dwa filmy, które miały swoją premierę pod koniec roku: Pół wieku poezji później czyli fanowska produkcja non profit o ostatnim wiedźminie (akcja dzieje się ok. 25 lat po wydarzeniach opisywanych przez Andrzeja Sapkowskiego). Niestety fabuła średnio wciąga, wygląda, jakby twórcy mieli pomysł, ale nie do końca potrafili przedstawić motywy bohaterów. Spodziewałam się, że pod względem fabuły może to być świetny film, niestety trochę się zawiodłam. Do tego dialogi wypowiadane przez aktorów często brzmią niestety dość sztucznie. Natomiast zdecydowanym plusem są zdjęcia i scenografia, montaż oraz muzyka. Od strony wizualnej zostało to przygotowane w pełni profesjonalnie. Chociażby z tego powodu warto odpalić YouTube’a i obejrzeć ten film, a ja nie żałuję że kilka lat temu wsparłam ten projekt na polakpotrafi.pl 6/10. Drugą nowością jest Świąteczny rycerz, produkcja Netflixa z Vanessą Hudgens w roli głównej. Sam pomysł na film jest spoko, niestety to jak dokładnie został pokazany, nie do końca mnie przekonało. Mimo mojej sympatii do Vanessy, jej rola jest tutaj najgorsza z wszystkich. Nadal pamiętam, jak jej bohaterka non stop się uśmiechała, nawet jak mówiła o czymś smutnym. Jest to tak słodka produkcja, że aż mdli… 5/10. Rok zakończyłam obejrzeniem (w końcu!) Sylwester w Nowym Jorku. Chciałam go obejrzeć, odkąd on wyszedł (czyli ponad 8 lat temu), dopiero teraz to zrobiłam. I tu znów rozczarowanie. Kilka różnych historii, z czego większość była taka przeciętna, można je potraktować jako zapychacze. Jedynie przypadł mi do gustu wątek Paula (Zac Efron) i Ingrid (Michelle Pfeiffer), szkoda że właściwie na niej nie zbudowano całej historii, efekt końcowy byłby zdecydowanie lepszy. I przemowa Claire (Hilary Swank) też mi się spodobała i trochę mnie wzruszyła, natomiast cała reszta… Szału nie ma. Za długi, zbyt nudny, mogło być lepiej 6/10.

Mój filmowy rok 2020 rozpoczęłam od obejrzenia (w końcu) Szklanej pułapki. Klasyka, mam wrażenie, że wszyscy ją znali, oczywiście poza mną. Nawet zapomniałam, że względu na rolę Alana Rickmana i tak chciałam to obejrzeć… Byłam zaskoczona tym, jak bardzo mi się spodobał. Bruce Willis i wspomniany Alan wykreowali dwie postacie, które świetnie się ogląda na ekranie i zapadają w pamięć. Jest to typowy film akcji, ale historia wciąga, miejscami nawet zaskakuje. Byłam zaskoczona też pewnymi elementami humorystycznymi. Jeśli jeszcze nie widzieliście, polecam 8/10. Po prawie 4 latach przypomniałam sobie Truman Show, o którym pisałam Wam już tutaj. Chociaż ma już 20 lat, nadal robi wrażenie i sama historai daje do myślenia. Za kilka lat pewnie znów go obejrzę :) 9/10. I w końcu pierwszy raz po ponad 4-miesięcznej przerwie wróciłam do kina i obejrzałam Na noże. Świetny kryminał, z elementami humorystycznymi, zainspirowany twórczością Agaty Christie – jako, że lubię jej kryminały, ten film musiał mi się spodobać. Historia mnie wciągnęła, chociaż w pewnym momencie można było domyślić się rozwiązania zagadki, to jednak nie pozostawia obojętnym – gdy już zostało przedstawione, co naprawdę się stało, ogarnął mnie smutek. Do tego ciekawi bohaterzy, zagrani przez dobrych aktorów… Film świetnie się wpasował w mój gust i uważam, że w pełni zasłużył na nominację do Oscara za najlepszy scenariusz (szkoda tylko, że nie wygrał z Parasite, chociaż nie widziałam tego koreańskiego filmu, więc trudno mi powiedzieć, który scenariusz jest jednak lepszy :)). Jeśli lubicie kryminały, zdecydowanie polecam 9/10.

The End of the F***ing World (sezon 2)

Prawie dwa lata temu (chyba dość krótko po premierze) obejrzałam pierwszy sezon serialu, który dzięki kilku krótkim odcinkom można potraktować jako dłuższy film. Serial przypadł mi do gustu, głównie ze względu na wyróżniającą się historię, kreację bohaterów, tematykę… aczkolwiek byłam daleka od zachwytów. Ot dobry serial do obejrzenia. Pewnie dlatego minęło kilka tygodni od premiery drugiego sezonu, zanim go obejrzałam. Na całe szczęście twórcy serialu mieli świetny pomysł, jak kontynuować tę historię. Co więcej, mnie drugi sezon o wiele bardziej przypadł do gustu, wciągnęła mnie historia Bonnie i ciekawa byłam, co zrobi, gdy odnajdzie Alyssę i Jamesa, co wspaniale budowało napięcie przez kilka odcinków, było również wiele scen, które mnie zaskoczyły (najbardziej chyba ta w motelu ;)). Tak się wciągnęłam, że całość obejrzałam za jednym razem. Do tego byłam zaskoczona praktycznie za każdym razem, gdy pojawiały się napisy, bo jak wspomniałam powyżej, bardziej odbieram tę produkcję jako dłuższy film ;)

Jeśli jeszcze nie widzieliście serialu, polecam. Drugi sezon zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie, że być może za kilka lat jeszcze raz obejrzę całość ;) 8/10

Dobre miejsce (sezon 4)

O pierwszych dwóch sezonach pisałam Wam tutaj. Od tamtej pory ukazały się jeszcze dwa sezony, a czwarty, który zakończył się pod koniec stycznia, jest ostatnim. Właściwie już latem było wiadomo, że przygoda Eleanor Shellstrop i jej przyjaciół dobiega końca. Podejrzewam, że spora część Was nie obejrzała pierwszego sezonu, więc nie chcę zdradzać za wiele. Niemniej jednak oglądając czwarty sezon potrafiłam dostrzec, jaką drogę przeszli bohaterowie dzięki nawiązaniom do pierwszych odcinków. To niesamowite, jak się rozwinęli i zmienili, każde z nich. To daje nadzieję, że jeśli tylko chcemy, sami możemy się zmienić, wystarczy nad sobą popracować. Twórcy sami podjęli decyzję o zakończeniu serialu, ponieważ chcieli stworzyć zamkniętą historię bez rozciągania jej w nieskończoność. Myślę, że podjęto dobrą decyzję. Chociaż zakończenie bardzo mnie wzruszyło i trochę mi żal, że już nie będzie nowych odcinków, jestem  nim usatysfakcjonowana. Jak trafiam na komentarze fanów, czasami nie mogę uwierzyć, jak bardzo przemyślano wiele szczegółów (np. podczas oglądania nie zwróciłam, że tęczowy sweter Eleanor w ostatnim odcinku nie bez powodu ma sześć pasków – każdy z nich symbolizuje jednego z głównych bohaterów. Kristen Bell ucieszyła się, gdy jedna fanka zwróciła na to uwagę i podzieliła się tym na twitterze). Dobre miejsce jest niesamowitą przygodą: ten serial bawi, wzrusza i przede wszystkim skłania do myślenia, zastanowienia się nad własnym życiem oraz tym, co jest po śmierci, nad naszymi uczynkami i ich konsekwencjami… Przy okazji przedstawia sporą (jak na mnie) dawkę filozofii i co prawda były fragmenty, w których chyba do końca nie nadążałam, ale nie trzeba się tym zbytnio przejmować. I co muszę jeszcze dodać: ten serial jest dość specyficzny, tj. pamiętam że na samym początku zastanawiałam się co ja oglądam?, w trakcie nie raz były wplecione dosyć dziwne pomysły twórców, ale jak już tylko przyzwyczaiłam się do tej specyfiki i filozofii, pokochałam Dobre miejsce. I dlatego polecam Wam ten serial. Chyba jeszcze żaden z seriali nie dał mi tak do myślenia jak ten, jednocześnie tak bardzo bawiąc podczas oglądania. Bo w moim przypadku wyglądało to tak, że oglądałam kolejny odcinek wciągając się w fabułę, śmiejąc się, traktując go jak lekką rozrywkę, a dopiero po zakończeniu oglądania do głowy przychodziły mi różne rozmyślania właśnie zainspirowane tym, co zobaczyłam. 9/10

Niezbyt mi idzie pisanie recenzji o muzyce, ale pomyslałam, że w zamian za to mogę się z Wami podzielić tym, czego ostatnio słuchałam najwięcej.

Grudzień

Top 5 utworów:

1. Gwen Stefani„What You Waiting For?”

2. Gwen Stefani „The Sweet Escape”
3. Diana Krall „Jingle Bells”
3. Lindsey Stirling feat. Amy Lee „Love Goes On and On”
3. The Veronicas „Ugly”

Najczęściej słuchany album: Diana Krall „Christmas Songs”

A najczęściej słuchaną artystką była Gwen Stefani. Po latach sobie o niej przypomniałam i tak jakoś mnie na nią naszło :) W grudniu były święta, więc Diana idealnie się nadawała do pakowania prezentów, a na Lindsey mam fazę od jej wrześniowego koncertu, a to jedna z moich ulubionych piosenek z jej ostatniej płyty.

Styczeń

Top 7 utworów:

1. Kesha „My Own Dance”

2. Smolasty feat. Ewa Farna „Pełnia”
3. Ke$ha „Tik Tok”
3. Kesha „Woman”
3. Lindsey Stirling feat. Amy Lee „Love Goes On and On”
3. Lindsey Stirling „Masquerade”
3. Michael Giacchino „Far From Home Suite Home”

Najczęściej odtwarzany album: John Williams „Harry Potter and The Sorcerer’s Stone Original Motion Picture Soundtrack. Co ciekawe na drugim miejscu jest soundtrack do 3. części Harry’ego Pottera.

Najczęściej słuchanym artystą jest również John Williams. Zdecydowanie to wynika z tego, że w styczniu trochę czasu spędziłam nad pracą nad moim potterowskim fanfictiom, a do tego najlepiej mi się słucha soundtracków z filmu. Poza tym miałam ogromną fazę na Keshę (przegrała z Johnem tylko o kilka odtworzeń). Jak widać moja faza na utwory Lindsey nadal trwa, tak samo jak na utwór otwierający soundtrack do Spiderman: Far Frome Home. Uwielbiam go (w sensie ten utwór) i lubię o niego wracać. Trochę zaskoczyła mnie Ewa Farna na 2. miejscu… Hmm… przesłuchałam kilka razy ten utwór, ale że o tyle więcej od innych?

Ogólnie w obu miesiącach jest po kilka utworów na 3. miejscu, bo nie słucham muzyki jakoś bardzo dużo  (na styczeń last.fm wylicza srednio 24 utwory dziennie), do tego zazwyczaj słucham różnych utworów (chyba że mam na coś fazę, jak na utwór Keshy z pierwszego miejsca, którego odtworzyłam 3 razy więcej razy niż Ewę z drugiego…). Chyba wystarczy, jak powiem, że na 768 odtworzeń przesłuchałam 481 utworów…

Jak Wam się podoba takie muzyczne podsumowanie? A może powinnam się skupić tylko na najczęściej odtworzonych wykonawcach? Dajcie znać w komentarzach :)

5 myśli w temacie “Dobre miejsce

  1. Isabelle :) pisze:

    A ja wciąż nie zrobiłam podsumowania zeszłego roku ani postanowień noworocznych (i już nie zrobię), nie wiem w ogóle, jak to się stało, że już półtora miesiąca za nami, bo mam wrażenie, że maks dwa tygodnie :D

    A weź, moje podsumowanie lutego to będzie jakiś dramat, jak na razie przeczytałam jedną książkę i pokolorowałam jeden obrazek (jedno i drugie będąc w domu), w styczniu niby trochę lepiej, bo książek było 7 (w tym jedna bardzo gruba, bo Picoult), kolorowania mniej, bo siedziałam namiętnie nad puzzlami, ale kilka stron wpadło.

    O ironio, czytałam te Twoje podsumowania jedząc ciasto, a tu ta książka o cukrze xD

    Byliśmy wczoraj (tzn. w Walentynki) w kinie na „Parasite” i uważam, że zgarnął wszystkie nagrody zasłużenie, pewnie już nie zdążysz się na niego w kinie załapać, a szkoda, naprawdę dobry film, dawno żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia (a jeszcze oglądanie na dużym ekranie potęgowało wszystkie emocje), z godzinę po seansie dochodziłam do siebie…

    A, a „Szklanej pułapki” też jeszcze nie oglądałam :D

    Z niby seriali to teraz anime oglądam, to wiesz :D

    Jestem za podsumowaniami muzycznymi, im bardziej szczegółowe, tym lepiej :P Ja za Gwen ani za Keshą za bardzo nie przepadam. A Lindsey to miłość <3

    Fajnie Ci te lody wyszły :D

    Haha, masz nadzieję, że to Twoja ostatnia kolorowanka. Mi w tym tygodniu przybyły trzy nowe i mam nadzieję, że to nie jest koniec :D Znaczy tak ogólnie, chwilowo nie zamierzam żadnych kupować, nawet do tamtych nie mam czasu siąść, tylko obrazki oglądam :(

    Ja się motywuję tym, że max do piątku (a z większością rzeczy do wtorku) powinnam się wygrzebać z tych moich rzeczy, szkoda tylko, że takie marne tempo teraz mam :/ No i ogólnie jestem zadaniowcem, więc próbuję sobie robić listy i odhaczam wykonane punkty. Dzięki temu też prędzej pamiętam, co miałam zrobić, bo ostatnio mam faktycznie sporo na głowie…

    No i zamiast robić rzeczy to się rozpisałam xD

    • Inna_odInnych pisze:

      Dzięki za komentarz :)

      Też mam wrażenie, że czas szybko leci. Zaraz będzie już koniec lutego, omg…

      To ja może w lutym w końcu skończę pierwszy obrazek z kolorowanki Sherlocka, jeszcze jedna sesja kolorowania i powinien być gotowy, za to na książki nadal trudno mi znaleźć czas… W tym tygodniu wkręciłam się w nadrabianie MasterChefa ;) Może teraz w nadchodzącym tygodniu postaram się postawić na czytanie, chciałabym dokończyć książkę i przeczytać jeszcze jedną, jako minumum, bo ogólnie miałam ambitniejsze plany na ten miesiąc ;D

      Hahaha. Jak chcesz mogę Ci dać tę książkę o cukrze ;)

      Hmm tak polecasz, że jak będę mieć okazję, to go zobaczę. D. również się podobał

      Ok, to w marcu trochę je rozbuduję ;)

      Dzięki :D Pamiętam, że zaczęłam je jeszcze jak pracowałam w poprzedniej pracy, ale nie jestem pewna, kiedy skończyłam. Mam nadzieję że kolejne pokolorowane obrazki uda mi się wrzucać na bieżąco :D

      Ja w ogóle chyba bym zwariowala gdybym miała tyle kolorowanek, co Ty :D No ale mnie też kolorowanie wolno idzie. Godzina tygodniowo to dla mnie sukces :D

      Ja sobie na Habitice wpisuję już w To Do listę rzeczy do zrobienia. Część to są takie typowo postanowieniowe na cały rok, na jesień już nawet mam tam przypomnienie o obejrzeniu MasterChefa i Mam Talent, wpisałam zadania dot. ślubu, no i wpisuję jakies bieżące itp. Trochę tego jest, ale fajną opcją jest ustawienie do kiedy mają być zrobione, do tego mogę ustawić tagi. Tylko w tym miesiącu jakoś mi te zadania wiszą… Mam nadzieję że teraz w weekend i w następny ogarnę część z nich, przynajmniej te, które nie wymagają sporo czasu ;) No, ale to się jeszcze zobaczy ;)

  2. Isabelle :) pisze:

    A weź, dopiero był 2018, a tu już dwa miesiące 2020 zleciały praktycznie xD

    Udało mi się wreszcie pokolorować obrazek z jednej z tych nowych kolorowanek. Ale nie do końca jestem zadowolona, bo przedobrzyłam z kolorami :/ I mam JESZCZE dwie nowe książki do kolorowania, po 7 zł za sztukę w Auchan xD

    Niby już mam czas na czytanie, ale trochę kiepsko mi idzie. Wczoraj próbowałam trochę znów przy puzzlach nadrobić audiobooka, którego zaczęłam słuchać w swoje urodziny (i od tamtej pory nic) i czytam książkę o Korei Pn, ale to nie jest coś, co się szybko i lekko pochłania i się zastanawiam, czy nie zacząć czegoś jeszcze… Jakiejś młodzieżówki może…

    Za książkę o cukrze raczej podziękuję :P

    A ten „Parasite” chyba dalej leci, przynajmniej u nas. Co się dziwić, jak jest zainteresowanie to koszą kasę, póki mogą. Jest też już na VOD. Byliśmy też w niedzielę na Jojo Rabbit, ale mam trochę mieszane uczucia.

    A więcej Ci zaraz odpiszę na LC :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.