Przyjaciele

Spis treści:
Serial Przyjaciele
2 Bazy do cieni firmy Bell

Kochani,

i znów długo nie było nowego postu. Prawdę mówiąc tym razem nie będę obiecywać sobie i Wam, że postaram się to zmienić. Wręcz przeciwnie.
Już kilka tygodni temu myślałam nad tym, co jest dla mnie ważne i co bym chciała robić. Właściwie jestem zdruzgotana tym, że poświęcam pisaniu tak mało czasu, a bardzo chciałabym napisać kolejną część mojego fanfiction oraz powieści, które ciągle siedzą mi w głowie i aż proszą się o to, by je spisać. Problem w tym, że nie piszę. Chcąc rozpocząć pracę nad 4 częścią Isabelli Potter, obiecałam sobie przeczytać poprzednie trzy części, jednocześnie przenosząc wszystko do programu yWriter, który umożliwia robienie dokładnych notatek, szybko dostępnych i ułatwia wiele rzeczy. Miałam później te notatki uporządkować, uzupełnić itp., a potem rozpocząć pracę nad kontynuacją. Obiecałam to sobie na początku 2018 roku, któtko po odkryciu tego programu i skończeniu pisania części trzeciej. Minęły prawie dla lata, a ja dopiero w drugiej połowie listopada przeniosłam wszystkie rozdziały i zrobiłam notatki z tego, co do tej pory napisałam. Teraz przede mną drugi etap: porządkowanie tych notatek.
Więc oczywiście moim niezmienionym celem od dawna jest: pisać, pisać, pisać, więcej pisać.
W praktyce do tej pory nie robiłam tego tak dużo jak chciałam, a jeśli już siadałam do pisania, to najczęściej to kolejnego wpisu na blogu… Chcę to zmienić.
Z drugiej strony nie potrafię w 100% zrezygnować z bloga. I nie chcę, bo lubię dzielić się z innymi moimi opiniami. Postanowiłam na razie (zobaczymy jak wyjdzie w praktyce), że będę mu poświęcać o wiele mniej czasu, a post publikować tylko raz w miesiącu – mniej więcej na początku. Jednocześnie nie będę się starała wypowiedzieć na temat każdej przeczytanej książki, obejrzanego filmu, koncertu itp., jak starałam się do tej pory robić (choć z różnym skutkiem).
Oczywiście zobaczymy w praktyce, co z tego wyjdzie. Ja trzymam kciuki za siebie, żebym tym razem wzięła się za siebie i zabrała do pisania :)

A poniżej kilka mniej lub bardziej chaotycznych recenzji… tfu… opinii ;)

Agnieszka Pruska „Wakacje z trupami”

Okładka z lubimyczytac.plO ile pierwsza część „Zwłoki powinny być martwe” mnie bawiły i sprawiły, że bardzo polubiłam główne bohaterki, tak kontynuacja mnie zawiodła. I o ile początek był ciekawy, w pewnym momencie powieść zaczynała nudzić i więcej było opisów z zbierania grzybów czy robienia jajecznicy z grzybami, niż próby rozwiązania zagadki. Za to na ostatnich 30 stronach nagle wyjaśnia się wszystko i akcja tak przyspiesza do przodu, co wywołuje szok i ostatecznie zawód, bo miałam wrażenie, że zostało to za szybko wyjaśnione.
Pod względem trzymania w napięciu książka jest nierówna, mam wrażenie, że powiela się schemat z części pierwszej (poza tym, że pierwsze zwłoki naprawdę były zwłokami). Było również zdecydowanie mniej humoru.
Plusem są bohaterowie, którzy budzą sympatię i chyba tylko z tego powodu zdecyduję się na przeczytanie trzeciej części przygód Alicji i Julii.  5/10

Veronica Chambers “Radość niedoskonałości”

Czy ja już wspomniałam, że to moja ulubiona książka? Żartuję, wiem że wspomniałam to już nie raz ;) Ostatnio przypomniałam sobie, że dawno jej nie czytałam, dlatego po trzech (!) latach do niej wróciłam. Nadal lubię ją tak samo, jak ok. 7-8 lat temu, gdy przeczytałam ją pierwszy raz. Nadal dzięki niej uczę się, że nie muszę być perfekcyjna i że powinnam dbać o siebie, być milsza w stosunku do siebie samej i nie złościć się za każdym razem, gdy coś mi nie wyjdzie albo z czymś nie zdążę. Teoretycznie — nic odkrywczego. W praktyce lubię wracać do tej książki, przypominać sobie to, co jest oczywiste, a podczas lektury za każdym razem czuję jak jestem podnoszona na duchu, rośnie moja motywacja i pewność siebie. Jeśli jeszcze nie znacie, polecam :) 10/10

View this post on Instagram

W drugiej połowie listopada czytanie szło mi równie dobrze jak w pierwszej i dzięki temu przeczytałam 6 książek (ok. 1783 stron). Jeden z najlepszych miesięcy w tym roku, pod względem ilości stron na 2. miejscu ☺️ mimo to w grudniu chciałabym "pobić" ten wynik, trzymajcie kciuki 😉 Po 3 latach wróciłam do mojej ulubionej książki #veronicachambers #radośćniedoskonałości 😍 nadal lubię tę książkę za to jak poprawia mi samopoczucie i zwiększa motywację do działania. Książka #StephenWestaby #KrucheŻycie przypadkiem trafiła w moje ręce, nie sądziłam, że tak bardzo zakocham się w książce o medycynie – tu wybitny kardiochirurg opowiada o swoich pacjentach i operacjach, które zmieniły medycynę. Wciągnęło mnie tak, że trudno było się oderwać 😍 i ostatnia w ramach relaksu, czwarta i ostatnia część serii o związkach z żołnierzami #WbrewPożegnaniom #RebeccaYarros lekki romans, który szybko się czyta, a wrażliwych (w tym mnie) potrafi miejscami wzruszyć. Można powiedzieć że z serią Rebecci przeżyłam 2019 rok, bo pierwszą część przeczytałam w styczniu 😉 A w tle mój nowy zakup: świąteczny t-shirt z pomponikiem 😂 zakupiony w #lidl w ostatni czwartek, więc może jest jeszcze dostępny, jeśli Wam się podoba 😉 ja jestem nim zauroczona, głównie dzięki temu czerwonym dodatku (wiem, lubię kiczowate rzeczy 😂). #booksbooksbooks #książki #książkoholik #thejoyofdoingthingsbadly #medycyna #kardiochirurgia #romansidło #romans #OdważmySięKochać #fragilelives #hallowedground #ohdeer

A post shared by Izabela (@inna_odinnych) on

Przyjaciele (sezon 1 – 10)

Każdy z nas słyszał o tym serialu, a szczególnie teraz jest o nim głośno, ponieważ w tym roku minęło 25 lat od premiery pierwszego odcinka. I w końcu nadszedł dla mnie czas, żebym go obejrzała, po raz pierwszy w życiu. Korzystając z tego, że (jeszcze) jest na Netflixie, zapoznałam się z przygodami Rachel, Monici, Phoebe, Joye’a, Rossa i Chandlera. Niestety nie jest to serial, który wciąga od razu. Pierwsze dwa sezony właściwie mijają na zapoznaniu się z głównymi bohaterami, stylem serialu i tym samym odniechcenia oglądaniem kolejnego odcinka. U mnie zaczęło się to powoli zmieniać w połowie drugiego sezonu, a od trzeciego zaczęłam wciągać się coraz bardziej. Do tego stopnia, że od czwartego sezonu do ósmego czy dziewiątego potrzebowałam tylko kilku dni na każdy z nich. Około 5 sezonu zaczęłam bardzo przeżywać losy przyjaciół, dosłownie jarać się pewnym związkiem (nie chcę pisać jakim, bo może ktoś z Was nie widział serialu, a chce go obejrzeć :)), który uważam za jedną z największych zalet tego serialu. Fajnie ogląda się to, jak bohaterowie zmieniają się z biegiem lat, każdego na swój sposób lubię, chociaż Ross najczęściej z tej szóstki mnie irytował…

Zdjęcie z imdb.com

Ogólnie bardzo się cieszę, że obejrzałam całość. Myślę, że w pewnym momencie wrzuciłam za szybki bieg i za dużo oglądałam na raz, bo  na końcu już oglądałam bardziej na zasadzie: chcę to już skończyć, niż byłam ciekawa dalszych losów przyjaciół. Cieszę się również z tego, że obejrzałam go dopiero teraz, ponieważ jestem mniej więcej tym samym wieku co bohaterowie (nie licząc tego, że szybko mnie przeganią ;)). I podejrzewam, że kiedyś mogę z chęcią wrócić do tego serialu. Jeśli go nie widzieliście, polecam 8/10

Baza do cieni Bell

Rok temu, na początku listopada 2018 roku zakupiłam dwie bazy pod cienie do powiek firmy Bell. Dlaczego aż dwie?

Za pierwszym razem wybrałam nowość na rynku, bazę w płynie, która może być stosowana jako sam cień do powiek. Na szczęście wybrałam jaśniejszy odcień Milky Way, który jest w naturalnym odcieniu i z daleka wygląda jak korektor — i właśnie do tego mi służy. Jako baza do cieni kompletnie się nie sprawdza, już po kilku godzinach w załamaniach powieki cień się zbija w pewnie dobrze Wam znane linie. Co więcej, nawet jeśli nałożymy samą bazę (bez żadnego cienia, ewentualnie z niewielką ilością pudru) robi się dokładnie to samo… Nie wytrzymuje nawet 8 godzin, które spędzam w pracy.
Szkoda mi było ją wyrzucać, więc ze względu na kolor zaczęłam używać ją jako korektor pod oczy. Oczywiście nie wymagam od niego za wiele, nie jest super-kryjący, ale tak żeby go tylko wykorzystać i lekko odświeżyć spojrzenie, w zupełności wystarcza.
Oczywiście nie kupię go ponownie. Wam również odradzam.

I właśnie dlatego kilka dni później kupiłam drugą bazę pod cienie (szczególnie że szłam wtedy na wesele i chciałam, by makijaż nie rozpłynął mi się przed kolacją). Tym razem zrobiłam research w internecie i na stronie wizaż.pl zauważyłam, że inna baza firmy Bell (Perfect Skin) ma bardzo dobre opinie. Właściwie wtedy była jedną z 5 najlepiej ocenianych baz na tym portalu. Postanowiłam zaryzykować i… jestem oczarowana.
Bazy używam prawie codziennie od roku i wykorzystałam ok. pół słoiczka. Ma fioletowy odcień, więc samą bazę na powiekach widać, ale leciutko, a po nałożeniu jakiegokolwiek cienia ten kolor się traci. Jedynym minusem w nakładaniu jest to, że czasami może się gorzej rozsmarowywać i zostawiać smugi oraz trudno go nałożyć jeśli ma się długie paznokcie. Ale to małe minusiki, ponieważ trzyma wiele godzin. Wieczorem, po całym dniu, makijaż oczu wygląda jakbym dopiero co go robiła. We wspomniane wesele, gdzie byłam na nogach do późna w nocy, baza również zdała egzamin. Prawie dwa miesiące temu jechałam na koncert, po powrocie nie chciało mi się zmywać makijażu, więc pomalowana poszłam spać i… nie licząc tego, że jedno oko musiałam rozetrzeć ręką podczas snu, drugie było nienaruszone, nic się nie zwijało, nie rozmazało, może lekko cień stracił na intensywności, ale to również trudno ocenić. Dla mnie ta baza to cud. Co więcej, nie jest droga — słoiczek kosztuje ok. 10-12 zł i jest dostępny w większych Biedronkach. Jeśli szukacie bazy, która utrwala makijaż na bardzo długo, naprawdę polecam tę.

Jedynie trochę jest to dla mnie nie zrozumiałe, że firma, która wyprodukowała tak świetny produkt, robiąc później coś podobnego (tylko w płynie a nie kremie, czy jak to nazwiemy) zrobiła taki szajs. Jak?
W każdym razie, gdy moja baza mi się skończy, na pewno kupię nową, taką samą.

Z tej samej serii jest również baza do twarzy, ale jeszcze jej nie wypróbowałam. Może kiedyś podzielę się z Wami moją opinią :)

I jeszcze na zakończenie jedna sprawa, którą muszę się pochwalić :)

Już wspomniałam kiedyś, ze zaczęłam czytać czasopismo psychologiczne Charaktery. Czytam je cały czas (chociaż nie w takim tempie, w jakim je wydają :D Na razie jestem na sierpniowym numerze), i po przeczytaniu jednego artykułu postanowiłam napisać do redakcji. W aktualnym, grudniowym numerze, który jest w kioskach od 19 listopada został wydrukowany mój list :) Co prawda przeredagowany i trochę skrócony (zatwierdziłam go w takim stanie, bo wydaje mi się że dalej jest zrozumiałe, co i jak), ale jest! Mała rzecz, a cieszy, prawda? I na dodatek dostałam od nich książkę w prezencie!

Więc jeśli chcecie, możecie zajrzeć do Charakterów i go przeczytać :D

Na razie to tyle z mojej strony,
życzę Wam miłego adwentu oraz wesołych świąt!

2 myśli w temacie “Przyjaciele

  1. Rblfleur pisze:

    Hmmm… zaczęło mnie irytować, że od wielu miesięcy wszyscy postują o tym serialu. Ja go nie pamiętam. Parę odcinków widziałam, jak byłam mała i jakoś się nie polubiliśmy z „Przyjaciółmi”.
    Bell jakoś kojarzy mi się z kiczowatymi kosmetykami.

    Zapraszam do siebie na nowy post. https://rebellek.wordpress.com/
    Pozdrawiam!

Odpowiedz na Rblfleur Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.