Księżniczka z lodu

Spis treści: 
Książki: Camilla Läckberg "Księżniczka z lodu"
Marta Hennig "Codziennie fit"

Brak wpisu w ciągu czterech ostatnich miesięcy… oj :( Ogółem miałam jakiś spadek formy, w lutym zaczęłam się sypać, a w marcu to już kompletnie się posypałam… W kwietniu nastąpiło parę zmian w moim życiu m.in. zaręczyłam się, moje ukochane auto umarło i… przeprowadziłam się, więc kompletnie nie miałam czasu na myślenie o blogu. Ale mam nadzieję, że teraz już się ogarnę.

Poniżej to, co znalazłam w szkicach. Recenzje dwóch książek, napisane jeszcze w lutym oraz mały przegląd tego, co czytałam w lutym, marcu i kwietniu. Taaak, przed świętami chciałam opublikować post, ale niespodziewana przeprowadzka popsuła mi szyki ;)

Camilla Läckberg „Księżniczka z lodu”

Tytuł oryginalny: Isprinsessan
Zobacz na LubimyCzytać.pl

Ponad rok temu w Polsce został wydany 10 tom Sagi o Fjälbacce, o której wspominałam Wam tutaj już nie raz. Bardzo ją lubię i aż sama się dziwię, że jeszcze nie przeczytałam najnowszej części, którą przecież mam w domu. Postanowiłam w tym roku to naprawić, ale ponieważ zapomniałam sporo treści z poprzednich części, obiecałam sobie każdego miesiąca przeczytać chociaż jedną z nich. Dzięki temu w styczniu przypomniałam sobie Księżniczkę z lodu.

Nie wiem już, który raz to czytałam. Trzeci? Czwarty? Za każdym razem mam ten sam problem z tą powieścią: po jakimś czasie nic z niej nie pamiętam. Naprawdę. Jedyne, co zostaje mi w głowie to ofiara, którą znaleziono w wannie z podciętymi nadgarstkami. To wydarzenie z początku książki, bo przecież jej spora część to śledztwo, podczas którego Erika oraz policjanci próbują odkryć, kim jest morderca. Z drugiej strony, czy jest to koniecznie wada książki? Przecież mogę do niej wracać i za każdym razem być tak samo zaskoczona, gdy w końcu czytelnik poznaje tożsamość mordercy.

Powieść można podzielić na dwie części: Jedną z nich jest śledztwo. Czytelnik poznaje policjantów i częściowo zarysy ich charakterów. Na razie są podane ogólnie, z wyjątkiem Bertila i Patricka, których poznajemy lepiej. Dzięki temu, że znam dalsze części cyklu, wiem jak rozwinęli się ci bohaterzy i powrót do pierwszej części był małym szokiem, przede wszystkim w przypadku Bertila ;) Oczywiście zostały opisane ich metody pracy, a właściwie głównie Patricka, fajne jest to, że nie są mistrzami dedukcji i nie rozwiązują zagadki w 5 minut, tylko potrafią coś przeoczyć, a w pewnym momencie zaskoczyć i coś ważnego przychodzi im na myśl, co mieli właściwie tuż przed nosem. Swoje śledztwo prowadzi również Erika, jako osoba prywatna nie ma tyle możliwości, co policja, jednak dzięki temu, że ludzie ją znają, a ona sama jest ciekawska i drąży temat, często więcej się dowiaduje.

Druga część jest obyczajowa, skupiona głównie na  Erice. Sporo dowiadujemy się o jej życiu, jak i życiu jej siostry Anny. Każda z nich ma jakieś swoje perypetie życiowe, nie mogło też zabraknąć romansu. Myślę, że również dlatego ta seria jest tak lubiana przez wielu czytelników. Dzięki sporym objętościom książek, znalazło się tu miejsce na wszystko, bez poczucia chaosu. Pomieszanie gatunków wychodzi jej na dobre, szczególnie że później sięgałam po książki, głównie po to, by poznać dalsze losy Eriki i innych, a sprawa kryminalna była sprawą drugorzędną. Oczywiście, jeśli ktoś nie będzie się trzymać chronologii książek, to te obyczajowe wątki mogą znudzić albo zirytować, dlatego to nie seria na wyrywki. Lepiej trzymać się kolejności.

Camilla nie boi się podjąć trudnych tematów, co również jest sporą zaletą książki. W pierwszej części znajdziemy wątki o zdradzie, przemocy domowej, molestowaniu seksualnemu, alkoholizmie… i oczywiście samo morderstwo ma logiczne wytłumaczenie, poznajemy motywy mordercy. Dla mnie to spora zaleta całej sagi.

Spora część bohaterów, przede wszystkim tych, którzy przewijają się przez całą sagę, wywołuje jakieś emocje u czytelnika. Niektórych od razu polubiłam, innych wręcz przeciwnie, są tacy, których zachowanie strasznie mnie irytuje… Dla mnie to ogromna zaleta, bo nic nie jest gorszego niż książka, w której bohaterowie są obojętni…

Księżniczkę z lodu czyta się szybko, do tego niesamowicie wciąga. Najlepiej się zabrać za nią, kiedy możecie poświęcić kilka godzin na czytanie ;) Serdecznie polecam każdemu fanowi zagadek kryminalnych i obyczajówek, a ja mam nadzieję, że w tym miesiącu dam radę przeczytać Kaznodzieję :) 8/10

Problem w tym, że jeśli ze strachu przed wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie przepuści również przyjaciół.

Marta Hennig „Codziennie fit”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Chociaż interesuję się sportem, zdrowym odżywianiem i staram się wprowadzić to w moje życie (czy się udaje czy nie, różnie z tym bywa), właściwie nie śledzę fitblogerek, fityoutuberek itd. Wyjątkiem jest Agata, którą obserwuję na instagramie i do mnie trafia, ufam jej i korzystam z jej ćwiczeń. Czasem zerknę również na kanał Jacka Bilczyńskiego (ostatnio niestety bardzo rzadko i mam spoooore zaległości w jego filmach), ale jeśli chodzi o całą resztę to właściwie bardziej ich unikam. Dlatego też usłyszałam o Marcie dopiero gdy na Targach Książki  w Katowicach Iza wypatrzyła na jednym stoisku jej książkę i ją kupiła. To właśnie od Izy usłyszałam, że Marta jest fajna i że książka jest spoko, więc pożyczyłam.

Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. Wszystkie informacje zostały podane w prosty i przystępny sposób. Idealnie nadaje się dla osób, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z byciem fit, czyli zdrowym odżywianiem się oraz treningami. Podoba mi się, że Marta zaczyna książkę od rady: zrób podstawowe badania, zanim zaczniesz trenować. Później opisuje mity dot. cudownych diet. Sporą część książki poświęca odżywianiu się, dodatkowo znajduje się tu kilka przepisów. Na pewno nie skorzystam z wszystkich, ale może częścią z nich się zainspiruje. Oczywiście prawie połowa książki jest poświęcona ćwiczeniom, gdzie czytelnik dowiaduje się, jak zacząć treningi, jak się w ogóle do tego zabrać, dlaczego rozgrzewka jest taka ważna itp.

Myślę, że jeśli chodzi o wiedzę to można Marcie zaufać. Była sportowcem, skończyła AWF i obecnie jest trenerką. Motywuje do działania, jednocześnie przypominając, że nie tylko trening czy odżywianie jest ważne, ale również sen i regeneracja. Jednym zdaniem: ma zdrowe podejście, bez wpadania w przesadę i do tego też namawia swoje czytelniczki. Ponieważ książka miała być prosta w odbiorze, jest tu wiele uproszczeń. Nie wiem, jak np. w kwestii sportu, ale dopatrzyłam się zbyt wielkiego uproszczenia, gdy poświęciła jedną stronę na zdrowy sen. Jeśli ktoś kompletnie nie ma zielonego pojęcia o badaniach dot. zdrowego snu, jak śpimy, ile czasu człowiek potrzebuje, to ten fragment może go wprowadzić w błąd. Przede wszystkim chodzi o dwa zdania, w którym Marta twierdzi, że wystarczy 6—7,5 godziny snu (niekoniecznie, czasami dorosły człowiek potrzebuje nawet 9 godzin, nie mówiąc o tym, że nastolatki, które również mogą czytać tę książkę, mogą nawet potrzebować więcej snu), a w drugim zdaniu napisała (zgodnie z prawdą), że powinniśmy spać tak, aby nie budzić się w środku cyklu (jeden z nich trwa 1,5 godziny). Tu brakło tylko malutkiej, króciutkiej informacji przypominającej, że człowiek potrzebuje ok. 15 minut na zaśnięcie, które przy planowaniu długości snu również należy wziąć pod uwagę. I wiem, z jednej strony to są drobnostki, z drugiej… od kilku lat czytam różne artykuły, które dotyczą snu i na które wpadam (w większości dzięki aplikacji Pocket), że ta tematyka stała się moją obsesją ;)

Jeszcze jedną zaletą książki są zdjęcia. Sporo ładnych, kolorowych zdjęć. Również ćwiczenia są ładnie opisane i z odpowiednim zdjęciem, by wiedzieć, o co chodzi. Książka motywuje do zadbania o siebie, żeby zacząć zdrowo się odżywiać, ćwiczyć i myślę, że w pewnym stopniu przygotowuje do rozpoczęcia pracy nad sobą. Oczywiście to są tylko podstawy, z czasem trzeba się dokształcić z innych źródeł (albo np. bloga Marty), ale ta książka to zbiór najważniejszych informacji dla początkujących, którą warto mieć w domu. Co więcej, dzięki Codziennie fit rozważam na poważnie czy nie zacząć biegać*… czego nie robiłam od dawna, bo nie przepadałam za tym. Ale może po prostu nieodpowiednio się za to zabierałam? Książkę polecam. 8/10

*Po napisaniu tej recenzji naprawdę zaczęłam biegać. I chociaż wystarczyło mi 20 min marszo-biegu, by przyjść do domu cała mokra i wyczerpana, naprawdę to polubiłam. W marcu zaniedbałam wszystkie moje treningi, ale na 100% wkrótce założę moje cudowne buty do biegania i będę trenować moją kiepską kondycję ;)

I na koniec mały przegląd tego, co czytałam w lutym i marcu:
Przeczytałam drugą część Sagi o Fjalbacce, czyli Kaznodzieja Camilli Läckberg. Do tej części nie napiszę tak długiej nowej opinii, ale ta sprzed 3 lat nadal jest na portalu LubimyCzytać.pl. Ogólnie: książkę polecam.
Niestety powyższa książka jest jedyną książką, którą przeczytałam po Codziennie fit i którą mogłabym polecić. Reszta niestety mnie zawiodła. Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. 1. Miłość Jonasa Gardella z jednej strony miała potencjał opowiadając o środowisku gejowskim w Szwecjji i ich problemach, z drugiej strony bardzo zmęczył mnie styl pisarza i chaos, gdzie wydarzenia mieszały się ze sobą. Chociaż nadal mam na półce drugą część, to wiem, że ją sobie daruję. Nawet nie jestem ciekawa, co się działo dalej… Bardzo cieszyłam się z możliwości przeczytania Listów z Rzymu Zbigniewa Kadłubka… Niestety to nie lektura dla mnie. Być może jestem zbyt prosta albo zbyt tępa, ale dla mnie ta książka to takie filozoficzne pitu-pitu, z którego nic nie zrozumiałam. Dla mnie to książka o… niczym. I bariera językowa nie była problemem, wręcz przeciwnie. Największą zaletą tej książki jest to, że jest napisana gwarą śląską i językowo czytało mi się zaskakująco dobrze. Na szczęście są inne książki w gwarze, koniecznie muszę sięgnąć po Kōmisorza Hanusika. W lutym podjęłam się w końcu krótkiej książki psychologicznej o żałobie: Strata. Przejdźmy przez to razem Ewy Woydyłło. Początek zapowiadał się dobrze, ogólnie kilka tez dr Woydyłło było ciekawych i interesujących, ale miałam wrażenie, że temat został potraktowany trochę po macoszemu, że można było więcej o nim napisać. A ponieważ nie jestem fanką poezji, to fragmenty wierszy wplecione w wywód psychologiczny trochę mnie irytowały. Jednakże zdecydowanie najgorszą książką, którą czytałam to Chłopak, który wiedział o mnie wszystko Kirsty Moseley. Chciałam odmóżdżacza na urlop, jakąś młodzieżówkę. Wybrałam chyba największego odmóżdżacza, jakiego miałam na półce. To jest tak złe, że, błagam, nie czytajcie tego. Główna bohaterka ma 17 lat i przez pół książki nie potrafi zrozumieć, że się zakochała, mimo że czuje chyba wszystkie emocje z tym związane, jakie może czuć nastolatka. Część książki jest do bólu przesłodzona, wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, pojawia się psychol, patologia (w dobrych rodzinach) i inne dziwne wydarzenia… zdradzę Wam jedno, z połowy książki: psychol porywa główną bohaterkę, a ja uradowana napisałam sms-a do Karoliny, że w końcu coś zaczyna się dziać. Podobno inne książki tej autorki są spoko, ale tę omijajcie z daleka. Dawno nie czytałam czegoś tak okropnego.

Dzisiaj tak niestety dość krótko i typowo książkowo. A jak już jesteśmy w temacie, to dziś się dowiedziałam, że Śląskie Targi Książki odbędą się 6-8.12.2019. Hmm… trochę późno, zazwyczaj były w listopadzie, rok temu w październiku. Oczywiście jak co roku będą w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Ja na pewno tam będę i już zbieram kasę na szaleństwo zakupowe ;) Mam nadzieję, że program będzie ciekawy, a jestem pewna jednego: to będzie świetna okazja, żeby kupić sporo książek pod choinkę :)

Na koniec tylko wspomnę o jedynym koncercie, na którym byłam w trakcie mojej nieobecności: Oomph! Aww, to był jeden z najlepszych koncertów w moim życiu, dostałam się pod samą barierkę, darłam się jak nigdy i jeśli tylko będę miała okazję, znów pójdę na ich koncert. Warto! Co prawda byłam przerażona, że ich koncert odbył się w ramach Dark Electro Festival, ale okazało się że reszta zespołów (z wyjątkiem jednego) była spoko i dobrze się na nich bawiłam ;)

2 myśli w temacie “Księżniczka z lodu

  1. Isabelle :) pisze:

    Ojej, strasznie późno te Śląskie Targi Książki :( A czekam na nie chyba bardziej niż na Krakowskie xD

  2. KarolinaM pisze:

    A mówiłam, że nie warto poświęcać czasu na „Chłopaka, który wiedział o mnie wszystko”!!! Ty się słuchaj mola książkowego jak mówi, że coś trzeba omijać szerokim łukiem. Jeśli mówię, że miód przy tej książce przestaje być słodki to z książką jest bardzo źle. Nie wiem co autorka brała, gdy ją pisała, bo pozostałe książki ma naprawdę fajne :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.