Kolonia, Aachen, Stolberg

Jak już pisałam w relacji z koncertu Halestorm, żeby ich zobaczyć, poleciałam do Kolonii. Postanowiłam (wraz z moim chłopakiem) wypad na koncert połączyć z tygodniowym urlopem. To był mój drugi raz w tym mieście, za pierwszym byłam tam podczas studiów i spędziłam w centrum ledwo 3-4 godziny: Zdążyłam obejrzeć katedrę oraz pójść do Muzeum Czekolady. Chociaż obie atrakcje uznałam za dość interesujące, w mojej głowie pozostał przede wszystkim tłum ludzi (to było święto, dzień wolny i koniec maja, więc sporo ludzi korzystało z ładnej pogody).

W Kolonii, nad rzeką niedaleko katedry

Kolonia

Zamieszkaliśmy w dzielnicy Ehrenfeld ze względu na bliską odległość do klubu. Poza tym do centrum również było niedaleko — ok. 30 minut do Katedry, w pobliżu również znajdował się przystanek S-Bahn z bezpośrednim połączeniem na lotnisko. Dziś myślę, że lokalizację wybraliśmy idealnie, ale żeby nie było zbyt idealnie, mieliśmy pewną… hmm… dziwną sytuację z gościem, od którego wynajmowaliśmy pokój przez AirBnB. Nie mówiąc o tym syfie w mieszkaniu… Mniejsza o to, na pewno nikomu bym go nie poleciła. Na szczęście dało się tam przetrwać, łóżko było nawet ok, a okolica w zupełności wynagrodziła mi wszelkie niedogodności. Jeszcze dodam, że chociaż była połowa października, było ponad 20 stopni i chodziłam na krótki rękaw… Nic dziwnego, że większość dnia spędzaliśmy na zewnątrz i dość sporo zwiedziliśmy i poniżej przedstawię Wam, co warto zobaczyć, a co mnie rozczarowało :)

Parki

Byłam zaskoczona, że w Kolonii jest tak dużo parków. Co więcej, przez Ehrenfeld przechodzi pasmo parków, które ciągnie się na wiele kilometrów. Pierwszego dnia wybraliśmy się na południe, wchodząc mniej więcej w miejscu, w którym znajduje się Wieża Telewizyjna Colonius.  Ktoś mógłby powiedzieć: Niby nic takiego, spory trawnik otoczony ścieżkami, przy których rosną drzewa. Ale na mnie zrobiło ogromne wrażenie, po pierwsze uwielbiam przyrodę, po drugie nie spodziewałam się czegoś takiego w mieście, po trzecie… było bardzo dużo ludzi, a nie było czuć tego tłoku. W niektórych miejscach w ogóle zapominałam, gdzie jestem.

Uwielbiam to miejsce, a gdy idzie się dalej na południe, można dość do Hiroshima-Nagasaki-Park z dość sporym stawem, w którym pływają łabędzie i kaczki. Jest tak piękny, że z chęcią tam wróciłam. Nawet nie przeszkadzał mi tak bardzo ten tłum ludzi.

W Hiroshima-Nagasaki-Park

Na wschód od Hiroshima-Nagasaki-Park w dzielnicy Braunsfeld znajduje się park z mini-zoo. Można w nim zobaczyć zwierzęta w dużej mierze udomowione, były konie, kozy, pawie, gęsi, kury… Jeśli mnie pamięć nie myli, również można było zobaczyć sarny. Wiele zwierząt nie boi się ludzi, można je nawet karmić specjalnymi granulkami dostępnymi w automatach, a sam wstęp jest bezpłatny. To mini-zoo jest otoczone parkiem, od zachodniej strony jest staw, na którym ludzie pływali bodajże małymi łódkami. Natomiast wschodnia część jest zalesiona, ale dzięki wielu ścieżkom idealnie nadaje się do spacerów.

Z parków godny polecenia jest również Rheinpark w dzielnicy Deutz na drugim brzegu rzeki. Nie mieliśmy go w planach, ale przez wydarzenia na dworcu głównym* nie chcieliśmy wracać mostem, który właśnie prowadził do dworca, więc tak się złożyło, że poszliśmy na północ. Z parku można zejść na brzeg rzeki (poziom wody był tak niski, że spora część dna była odkryta). Z atrakcji (z których niestety nie skorzystaliśmy) był plac zabaw dla dzieci, kolejka, która woziła ludzi wokół całego parku oraz minigolf. Samo miejsce jest ogólnie urokliwe.

Widok na katedrę z brzegu rzeki przy Rheinpark

I jako ostatni Skulpturenpark Köln w pobliżu zoo, obok którego wracaliśmy z Rheinpark do domu. Jest to niewielki, otoczony płotem park, otwarty w określonych godzinach (ale wstęp też jest darmowy), w którym znajdują się rzeźby. Mnie osobiście przedstawiona tam sztuka współczesna rozczarowała, właściwie jedyne, co mi się podobało, to wyrzeźbione kaktusy. Szału nie było, moim zdaniem szkoda na to czasu, ale…

W Skulpturenpark

…na wschód od Skulpturenpark Köln znajduje się Fort X, w którym znajduje się rozarium. To miejsce było ładne w połowie października, chciałabym je kiedyś zobaczyć w lecie, kiedy kwitną wszystkie róże, które tam posadzono. Jeśli będziecie w okolicy, wpadnijcie koniecznie.

*15.10.2018 na dworcu głównym prawdopodobnie uchodźca z Syrii próbował dokonać zamachu terrorystycznego. Udało mu się rzucić jeden koktajl Mołotowa i zranić nim kilkunastoletnią dziewczynką. Przez pół dnia ukrywał się w Aptece przetrzymując tam zakładniczkę.

Muzea

W Kolonii zwiedziliśmy trzy muzea. Na jedno z nich, czyli Museum  Ludwig uparł się mój chłopak. Niestety wstęp jest cholernie drogi (13 Euro) i  większość wystawy mnie znudziła, ponieważ nie interesuję się sztuką w ogóle, a już przede wszystkim współczesną. Mogłabym polecić je tylko osobom, które interesuje ta szuka, chcą zobaczyć dzieła np. Picassa. Niestety pewne elementy wystawy… przypominały śmieci albo bazgroły, sami możecie się domyślić. Na szczęście przynajmniej kilka obrazów w miarę przypadło mi do gustu (ale tylko jeden jedyny skradł moje serce tak, że chętnie bym go powiesiła u siebie na ścianie). Zaletą muzeum jest to, że można fotografować większość dzieł.

Ja za to najbardziej chciałam iść do Muzeum Czekolady. Do dziś miło wspominam wizytę, poszliśmy w tygodniu, więc nie było tłumów i na spokojnie można było wszystko obejrzeć, coś poczytać i zrobić zdjęcia. Były również gry interakcyjne, teoretycznie dla dzieci, ale my również mieliśmy sporo frajdy :) Dla ludzi zainteresowanych tematem do tego stopnia, żeby wszystko przeczytać, może ono stanowić świetne źródło wiedzy, podano naprawdę sporo informacji o historii kakaowca, jak i kiedy je odkryto, jak wygląda obróbka owoców… Poza tym jest tam niewielka palmiarnia, w której można zobaczyć kilka egzotycznych roślin na własne oczy (m. in. bananowiec, niestety kakaowca raczej tam nie ma). Druga część skupia się już na samej produkcji czekolady, można było zobaczyć maszyny, które się wykorzystuje do wyrabiania (w niektórych była płynna czekolada), jak i w jaki sposób są pakowane czekoladki w papierki. To było jedną z największych atrakcji, bo można było przeprowadzić… kontrolę jakości. Wciskało się przycisk, a maszyna wybierała jedną czekoladkę z partii i nią częstowało. Była tak pyszna, że w sklepiku kupiłam pół kilo tych czekoladek (ok, połowę tego rozdałam, ale druga jest dla mnie ]:->). Poza tym jest tam fantastyczna fontanna z czekoladą, w której pracownicy moczą wafelki i rozdają zwiedzającym. Uwierzcie mi: To jest przepyszne.

Fontanna czekolady ♥

W sklepiku w tamtej części można kupić czekoladki oraz czekoladę w różnych kształtach. Dla chętnych mogą zrobić czekoladę na życzenie, tj. wybiera się rodzaj czekolady i dodatki, a pracownicy robili ją na miejscu. Mój plan był taki, żeby sobie zamówić taką czekoladę, ale nie pomyślałam o tym, żeby ją zamówić przed zwiedzaniem muzeum (co było głupie, bo przecież już kiedyś tam byłam i wiedziałam, na czym to polega -.-) — chętni muszą poczekać 30-40 minut na swoją kompozycję smakową.

Oczywiście drugi sklepik jest również przy wyjściu z muzeum, a dodatkowo jest tam restauracja, w której można wypić kawę i zjeść ciasto. Oczywiście zamówiliśmy dwa kawałki dwóch różnych tortów czekoladowych i były tak obłędnie pyszne, szczególnie jeden bardziej czekoladowy od czekolady… niebo w gębie. Już mi ślinka leci na myśl o tym torcie. Mniam, mniam, mniam. Jeśli tam będziecie, nie żałujcie tych kilku euro, koniecznie skosztujcie.

Najpyszniejszy tort czekoladowy, jaki jadłam w życiu ♥

Tuż obok Muzeum Czekolady znajduje się Muzeum Sportu. Zastanawiałam się chwilę, czy tam pójść, ale skusiła mnie stosunkowo niska cena: 6 Euro. Już na wstępie można zobaczyć bolid Formuły 1, co od razu rozpaliło moją ciekawość: Co jeszcze mają w tym muzeum?
Pierwszą część wystawy przeszłam, prawdę mówiąc, bez większego zainteresowania. Była ona poświęcona antykowi, odległej historii sportu. Czasy współczesne były ciekawsze. Spodobał mi się pomysł, że podłoga była bieżnią, a na ścianie była oś czasu, na której zaznaczono najważniejsze momenty niemieckiego sportu. Poza informacjami i zdjęciami można było zobaczyć medale (jeśli się nie mylę, to były również jakieś medale olimpijskie) czy pamiątki z wydarzeń sportowych. Poza tym jest tam również kolekcja przedmiotów, niegdyś należących do sportowców.
Na pewno plusem muzeum jest to, że skupia się na wielu dyscyplinach sportowych. Zarówno letnich, jak i zimowych. Teoretycznie każdy powinien coś tam znaleźć z dyscypliny, którą lubi. Jeśli ktoś się interesuje historią, a przede wszystkim tą międzywojenną, na pewno zainteresuje go wystawa dotycząca Olimpiady w Berlinie w 1936 roku. Stosunkowo spora część wystawy była poświęcona właśnie tej olimpiadzie, można było obejrzeć filmy, zobaczyć sporo pamiątek z tamtych czasów.
Minusem jest na pewno to, że oś czasu kończy się na 2000 roku. Nie spodziewałam się, że na bieżąco będą uzupełniać sportowe wydarzenia, ale… mamy rok 2018! Naprawdę nie można było opracować wystawy obejmującej lata 2000-2015 albo chociaż do 2010? Rozczarowało mnie to, bo… może interesuję się to trochę za dużo powiedziane, ale najbardziej ciekawiła mnie ta najwspółcześniejsza część historii sportu, która częściowo docierała do mnie przez moją ignorancję. Ja osobiście, jako ogromna fanka, byłam rozczarowana, że tak mało było o skokach narciarskich. Doszukałam się tylko jednego ekranu, na którym puszczano na okrągło kilka skoków — zarówno tych, które prawdopodobnie były jednymi z pierwszych nakręconych skoków w historii, jak i kilka z lat 90. czy może nawet początku XXI wieku. Poza tym można było zobaczyć stary kombinezon Svena Hannawalda (z 1999 roku). Właściwie powinnam się cieszyć, że to kostium Svena, a nie np. Martina Schmitta ;) Ale raczej to nie był kombinezon, w którym kiedyś któryś skoczek skakał podczas konkursów Pucharu Świata, chociaż wg opisu spełniał wszystkie wymagania… :(
Podsumowując… Jeśli interesujecie się jedną dyscypliną sportu… możecie czuć się rozczarowani po obejrzeniu całej wystawy. Jeśli interesuje Was olimpiada z 1936 roku, możecie tam zajrzeć, ta część wystawy jest zrobiona dosyć porządnie. Jeśli interesuje Was historia sportu ogółem, prawdopodobnie również Wam się spodoba. Mnie trochę rozczarowało, ale nie żałuję, że tam poszłam.

Co jeszcze warto zobaczyć w Kolonii?

Oczywiście jak już ktoś jest w Kolonii, to obowiązkowym punktem wycieczki powinna być katedra. Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie, katedra robi ogromne wrażenie. Zwiedzanie katedry jest darmowe. Można również wejść na jej wieżę (to już jest płatne) i obejrzeć okolicę, ale…

Spełniło się moje marzenie i zrobiłam sobie zdjęcie w tym miejscu, z katedrą w tle… :)

Po drugiej stronie rzeki jest również punkt widokowy i to właśnie na niego się wybraliśmy. Przede wszystkim budynek jest wyższy od samej katedry, dzięki temu że platforma jest otoczona pleksi czy czymś podobnym, nic nie zasłania widoku. Dodatkowo na pleksie naklejono szkice ważniejszych budynków i opisano, co można zobaczyć  z tego miejsca. Bardzo mi się to podobało.
Poza tym można przejść się po starym mieście na spacer i chociaż jest ładne, nie robi szału ;) No ale jak już się jest w Kolonii, to byłoby szkoda nie przejść się tymi klimatycznymi uliczkami.

Aachen

Jednego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Akwizgranu. Dojazd z Kolonii jest bezproblemowy — jest bezpośredni pociąg, spędziliśmy w nim chyba… hmm… godzinę? Właściwie w Aachen zwiedziliśmy pobieżnie stare miasto, rynek i oczywiście katedrę. Jest mała, szczególnie w porównaniu do tej  z Kolonii, ale równie warta zobaczenia.
Tak właściwie to w Aachen nie ma zbyt wiele do zwiedzania: po zobaczeniu katedry i kupieniu Aachener Lebkuchen (pierniki, które mnie osobiście bardzo smakują) pojechaliśmy do Stolberga, w którym spędziliśmy zdecydowanie więcej czasu.

Stolberg

Dlaczego Stolberg? Marzyłam o zwiedzeniu tego miasta, odkąd stałam się fanką LaFee. Tak, to właśnie tam się wychowała. I w końcu, po tylu latach, spełniło się moje marzenie. Nigdy nie wierzyłam, kiedy Christina opowiadała, że jej miasto jest małe, wręcz… wiejskie, bo przecież wg Wikipedii liczy ono ponad 57 tys. mieszkańców, czyli dwa razy więcej niż moje. Jakie było moje zdziwienie, gdy dojechaliśmy do dzielnicy Breinig (gdzie najprawdopodobniej znajduje się dom rodzinny LaFee), a tam… wieś. Naprawdę. Głównie są tam domki jednorodzinne, ale również można było dojrzeć gospodarstwa, w których hoduje się krowy. Nie spędziliśmy tam zbyt wiele czasu, głównie zajrzeliśmy do Athen Grill (to tam pracuje mama LaFee) na obiad. Dotarliśmy tam na 10 minut przed przerwą, ale gdy kobieta, która aktualnie była na zmianie, dowiedziała się, że jesteśmy turystami, zamknęła knajpkę i poszła na przerwie kilkanaście minut później niż zwykle. To było takie miłe! I chociaż jedzenie nie było specjalnie wybitne (ale na tyle dobre, żeby zjeść całą porcję, przynajmniej jeśli chodziło o moje danie), to dzięki tej Greczynce miło będę wspominać tamtą wizytę (dodam tylko, że na pewno nie była to mama LaFee, ale podejrzewam, że mogła to być ciocia albo ktoś z rodziny ;)).
Następnie udaliśmy się na spacer, idąc w kierunku centrum. Po bodajże godzinnym (o ile nie dłuższym) spacerze dotarliśmy do… dzielnicy przemysłowej, która stanowiła ogromny kontrast z tym wiejskim widokiem. Aż trudno uwierzyć, że to jedno miasto. Następnie doszliśmy w końcu na stare miasto. W życiu nie widziałam tak pięknego starego miasta. Wąskie, nierówne, brukowane uliczki… miałam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie do średniowiecza. Ogromnym plusem jest to, że wejście na dziedziniec zamku było otwarte i można było się po nim poszwendać (jedynie nie dało rady wejść do samego środka. W części zamku mieści się muzeum, które dość średnio mnie interesowało, w innej części jest restauracja).  Naprawdę, jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy, warto wpaść do Stolberga tylko po to, żeby zobaczyć stare miasto. Do dzisiaj jestem pod wrażeniem, nie spodziewałam się, że zobaczę tam coś tak cudownego…

Wiejski krajobraz w Stolbergu podczas spaceru z Breinig do centrum

Po drodze na dworzec przeszliśmy przez taką zwykłą dzielnicę, która wyglądała jak każde miasto. Sklepy, fontanna i takie tam. Ja oczywiście miałam radochę, gdy dotarliśmy pod ratusz i mogłam zrobić sobie zdjęcie w tym samym miejscu, w którym Bravo robiło sesję LaFee ;)

Nigdy nie myślałam, że zrobię sobie zdjęcie właśnie w tym miejscu :) Zawsze jak oglądałam zdjęcie LaFee (tutaj), to miejsce wydawało mi się punktem nie do zdobycia :)

Jestem bardzo zadowolona z tej tygodniowej wycieczki. Naprawdę cieszę się, że moje marzenie się spełniło i w końcu porządnie zwiedziłam tamten rejon Niemiec. Nie spodziewałam się, że tak bardzo zakocham się w Kolonii czy zauroczy mnie stare miasto w Stolbergu. Jeśli tylko macie ochotę tam pojechać, polecam. Lotnisko jest blisko centrum, jest dobry dojazd, miasto jest piękne. A i tak nie zwiedziliśmy wszystkiego! Przecież blisko jest Bonn i zapewne jeszcze wiele innych miejsc do zwiedzenia. Ja wiem jedno: Kiedyś z chęcią tam wrócę ;)

I kolejne zdjęcie ze Stolberga… :) Na granicy starego miasta

Autorami zdjęć są: mój chłopak Dominik i ja :)
Jeśli chcecie je obejrzeć w oryginalnym rozmiarze, wystarczy na nie kliknąć — powinny otworzyć się w nowej karcie.
Każde zdjęcie ma opis, na część z nich trzeba najechać myszką, by się wyświetlił ;)

PS: Od ponad miesiąca piszę ten post… Uff… dałam radę go opublikować jeszcze w tym roku ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.