Milion odsłon Tash

Spis treści:
Książka: Kathryn Ormsbee "Milion odsłon Tash"
Filmy: "Dziewczyna w sieci pająka", "Planeta Singli 2"

Od ostatniego wpisu dot. książek, filmów itp. minęło trochę czasu, więc dziś przedstawiam Wam kolejną porcję moich opinii ;)

Zaczynam już czuć zbliżającą się zimę i nadchodzące święta. Nie tylko dlatego, że jest już zimno i spadł u mnie śnieg (na szczęście bardzo cieniutka warstewka). W ten weekend rozpoczął się sezon skoków narciarskich i jestem dumna z naszej drużyny, że w sobotę wywalczyli pierwsze miejsce ;) Już się cieszę na każdy weekend z skokami, mam nadzieję, że dam radę obejrzeć większość konkursów (niestety już wiem, że przynajmniej jeden opuszczę :(). Poza tym chyba pierwszy raz w życiu* mam kalendarz adwentowy i będę sobie otwierała po jednym okienku dziennie ;) Gdy zobaczyłam uroczą choinkę z słodyczami Kindera, które uwielbiam, nie mogłam się oprzeć…

*przynajmniej nie pamiętam, żebym kiedyś miała taki kalendarz. Znaczy się, pamiętam, że dostałam go nie raz pod choinkę (!) co było zupełnie bez sensu, ale nie pamiętam żebym chociaż raz mogła przez cały grudzień otwierać po jednym okienku… W końcu nadszedł ten czas ;)

Kathryn Ormsbee „Milion odsłon Tash”

Tytuł oryginalny: Tash Hearts Tolstoy
Zobacz na LubimyCzytać.pl

Książka jest młodzieżówką, jakiej się spodziewałam: lekka, przyjemna, wciągająca. Nie tylko mnie nie rozczarowała, co więcej: pozytywnie zaskoczyła, ponieważ opowiedziana historia wydaje się być taka rzeczywista. Zdecydowanie byłabym w stanie uwierzyć, że to mogło się wydarzyć naprawdę. Autorka nie wrzuciła tutaj wydarzeń z kosmosu: Owszem, główna bohaterka Tash stała się trochę znana, ale nie przesadziła z liczbą obserwatorów jej kanału, szczególnie że ktoś znany ją polecił. Poza youtuberowym światem dość dobrze poznajemy normalne życie Tash, które wygląda jak życie wielu nastolatków. Nawet ciąża jej mamy, rak ojca przyjaciół czy bycie aseksualnym mogło się wydarzyć jednej osobie. Za to ogromny plus, szczególnie że czytelnik widzi zarówno pozytywne, jak i negatywne cechy głównej bohaterki.

Można zarzucić książce, że tak naprawdę dość dobrze poznajemy tylko Tash. Normalnie czepiałabym się, że nie przedstawiła lepiej swoich przyjaciół, dlaczego oni są tacy, jacy są, ale… w pewnym momencie Tash zauważa, że jest trochę egoistyczna. Że bierze za pewnik to, że przyjaciele są obok niej, cokolwiek by się nie wydarzyło (właściwie to zarzuca jej Jack). I to daje do jej do myślenia, sama dochodzi do wniosku, że sama nie zna swoich przyjaciół, jak by chciała czy powinna ich znać. Nie wie, dlaczego są tacy, jacy są. A że to ona jest narratorką, te wnioski świetnie tłumaczą, dlaczego lepiej nie przedstawiła ich czytelnikom. I to naprawdę bardzo mi się podoba. Poza tym kolejnym plusem jest to, że Tash rozwija się podczas powieści i dochodzi do mądrych wniosków. Niby oczywistych, ale chyba każdy człowiek w swoim życiu ma taki moment olśnienia, co jest w życiu ważne i czytelnik właśnie obserwuje ten moment w życiu Tash.

Niestety bohaterowie ogólnie nie wzbudzają emocji. Normalnie mam tak, że jednych bohaterów lubię bardziej, innych mniej, tu zdecydowana większość jest taka… obojętna. Nawet sama Tash nie wzbudziła we mnie jakiejś większej sympatii. Dzięki temu nie było mi szkoda, że skończyłam tę książkę, ale lubię lubić bohaterów. Na szczęście żaden bohater nie wydawał mi się zbędny. Każdy miał jakąś rolę w tej powieści i tam pasował, a czasami zdarza się, że kogoś chętnie bym usunęła z powieści, którą czytam.

Poza tym sama opowieść nie wzbudza większych emocji, ani śmiechu, ani wzruszenia. Tak więc z jednej strony ona mi się podobała, z drugiej czegoś mi brakowało. Mimo to oceniam ją pozytywnie i spokojnie mogę ją polecić, jeśli szukacie młodzieżówki o tematyce blogowej (właściwie bardziej vlogowej) z dużą zawartością realizmu. 8/10

Tak. Teraz tak mówię. Bo teraz to wszystko, co mamy. Może więc powinnaś powiedzieć “tak”. Powiedz teraz “tak”, najwyżej zmienisz zdanie za dziesięć minut, dziesięć godzin czy dziesięć miesięcy. Nieważne. Może być tak, że mnie to przerośnie, a może się okaże zbyt trudne dla ciebie, ale przynajmniej spróbujemy.

A teraz krótki przegląd tego, co ostatnio widziałam… ;)

Dziewczyna w sieci pająka (2018)

The Girl in the Spider’s Web
Zobacz na Filmweb.pl

Bardzo lubię serię Millennium, a przede wszystkim bohaterkę serii Lisbeth Salander. Do dziś jestem zachwycona Dziewczyną z tatuażem, a przede wszystkim Rooney Marą, którą do dziś uważam za najlepszą Lisbeth (Noomi Rapace też była dobra, ale w 2 i 3 części miałam wrażenie, że jest zbyt ludzka). Do dziś ubolewam nad tym, że Amerykanie nie nakręcili kontynuacji sagi właśnie z Rooney i Danielem Craigiem w rolach głównych. Za to postanowili zabrać się za część czwartą, która została napisana nie przez Stiega Larssona, a Davida Lagercrantza. Byłam do tego dość sceptycznie nastawiona, szczególnie że to w 2 i 3 części jest opowiedziane dzieciństwo Salander, które ma wpływ na wydarzenia z  czwartej części. Do tego zdecydowano się na wymianę całej obsady. Mimo to poszłam do kina, zobaczyć, co im z tego wyszło…

Napisanie, że jestem rozczarowana, to spore niedopowiedzenie. Ten film był tak okropny, że aż nie wiem, od czego zacząć… Oczywiście z punktu widzenia fanki oryginalnej trylogii i Lisbeth Salander. Dziewczyna w sieci pająka ma niewiele wspólnego z książką Lagercrantza. Muszę przyznać, że nie pamiętam dokładnych wydarzeń, ale mam wrażenie, że twórcy zaczerpnęli 2-3 pomysły z tej powieści i napisali swoją historię od nowa. Opisane w filmie dzieciństwo Lisbeth i Camilli nijak ma się do tego, co nam przedstawił Stieg, a w miarę wiernie kontynuował David. Jednak i tak najbardziej mnie wkurzyło przedstawienie głównej bohaterki. Może i postać zagrana przez Claire Foy nazywa się Lisbeth Salander, zdecydowanie nie jest to Lisbeth, którą stworzył Stieg, ani którą przedstawił David. Książkowa Lisbeth na pewno nie zachowywałaby się tak w relacjach z siostrą. Miałam ochotę walić głową w fotel przede mną, przy jakże wzruszającej scenie, podczas której Lisbeth… płakała. Że co? Nie, nie i jeszcze raz nie!

Sylvia Hoeks jako Camilla Salander, zdjęcie z filmweb.pl

Mojemu chłopakowi, który do tej pory nie miał styczności z Millennium (prędzej czy później go to czeka, na pewno wspólnie obejrzymy poprzednie filmy) ten film przypadł do gustu. Obiektywnie patrząc muszę przyznać, że fabuła jest poprowadzona w miarę logicznie, chociaż pod koniec pewne elementy są dość głupie. Ja w tym przypadku, ze względu na moją miłość do Millennium, obiektywna nie jestem i jeśli lubicie tę serię, błagam, nie oglądajcie tego filmu. Szkoda waszego czasu. 3/10

Planeta Singli 2 (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Osobiście uważam Planetę Singli za jedną z najlepszych polskich komedii romantycznych XXI wieku. Historia przypadła mi do gustu, film jest zabawny, polubiłam bohaterów… Jednak miałam mieszane uczucia, gdy dowiedziałam się, że powstała kontynuacja. Rzadko się zdarza, żeby druga część dorównywała pierwszej, poza tym nie wiedziałam, co twórcy chcą opowiedzieć dalej? Nawet gdy dowiedziałam, że w drugiej części główni bohaterowie się pokłócą i się rozstaną, pomyślałam, że to może być film na siłę, byleby zbić kasę…

Na całe szczęście moje obawy się nie sprawdziły. Fakt, para się rozstała i na tym opiera się spora część fabuły, ale za tym kryje się coś innego. Przede wszystkim fajnie oglądało się Tomka Wilczyńskiego (w tej roli Maciek Stuhr), którego to rozstanie bardzo zmieniło. Z resztą to nie jedyny bohater, który doświadczył wewnętrznej przemiany. Cieszę się, że mogłam poznać losy mamy Ani (Danuta Stenka) i jej przemianę oraz powrót do życia. Dla mnie również plusem było skupienie się na przeszłości Marcela oraz uczuciach Zośki co do zmian w jej rodzinie. Czytałam opinię, w której ktoś narzekał, że wątków było za dużo. Ja widzę to inaczej. Wszystkie wątki dotyczą bohaterów, których poznaliśmy w pierwszej części. To kontynuacja ich historii, sporo z pokazanych wydarzeń mają na nich wyraźny wpływ. A ponieważ polubiłam bohaterów podczas oglądania pierwszej części, ogromną frajdę i przyjemność sprawiało mi poznawanie kolejnych wydarzeń z ich życia. Tym bardziej nie mogę się doczekać kontynuacji, by zobaczyć, co będzie dalej, co spotka bohaterów i przede wszystkim poznać rodzinę Tomka.

Piotr Głowacki jako Marcel Galiński, zdjęcie z filmweb.pl

Poza tym że film podobał mi się fabularnie, było sporo zabawnych scen (chociaż ostatnia na lotnisku była najprawdopodobniej najzabawniejsza). Świetnie się bawiłam, były momenty wzruszenia, a myślę, że aktorzy nie zawiedli. Jasne, były naciągane momenty (np. z psem), ale i one nie przeszkadzały mi w pozytywnym odbiorze filmu. Jeśli lubicie komedie romantyczne, które są naprawdę zabawne, opowiadają o czymś więcej niż tylko miłości między dwoma ludźmi, to polecam obie części Planety Singli. Ja tymczasem wiem, że w lutym zabiorę moją mamę do kina na trzecią część. Jak już wspomniałam, nie mogę się jej doczekać, nie tylko ze względu na fabułę, ale i obsadę (zobaczymy tam m. in. Bogusława Lindę ♥) 9/10

Ostatnio poza powyższymi filmami wróciłam jeszcze do Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (2016). Utwierdziłam się tylko w tym, że jedynka jest rozczarowująca. Co prawda chyba bardziej doceniłam wątek Gravesa, ale sam film trwa za długo, w pewnym momencie zaczyna nużyć, a próby zaciągnięcia Buchorożca miały być chyba śmieszne, ale… nie wyszło. Wkrótce wybieram się do kina na kontynuację, trochę się obawiam, czy będzie dobra (właśnie przeczytałam recenzję, w której autor stwierdził, że film jest przeciętny, ale… nie zawsze się z nim zgadzam). Na pewno dam znać, czy mi się podobało ;)

Podzielcie się, co ostatnio czytaliście albo oglądaliście? :)

2 myśli w temacie “Milion odsłon Tash

  1. Isabelle :) pisze:

    Też nie mogę się doczekać trzeciej części ‚Planety Singli’ <3 Byliśmy z M w sobotę w kinie i nieźle się bawiliśmy :D
    A kalendarz adwentowy to moja tradycja odkąd pamiętam (choć często dostawałam go 6 grudnia, więc miałam co nadrabiać; czasami pod choinką znajdowałam drugi, to potem przez większość stycznia mogłam odliczać do urodzin :P). Chcę sobie oczywiście kupić, tylko przeraża mnie wizja zapłacenia za niego 30 zł (a wiele takich widuję), zaś te za 3-4 zł mają okropną czekoladę :/ Więc obecnie szukam czegoś niedrogiego, ale w miarę dobrego :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.