Art & Soul

Spis treści:
Książki: Brittainy C. Cherry "Art & Soul"
Ewa Białołęcka "Piołun i miód"

Serdecznie Was witam po prawie miesięcznej przerwie. W tym miesiącu sporo się działo — byłam na Śląskich Targach Książki, ale nie uczestniczyłam w żadnym spotkaniu, tylko obejrzałam stoiska i kupiłam kilka książek. Skorzystałam również z wymiany książkowej… i właściwie tyle, dlatego nie będę pisała żadnej relacji, ponieważ nie mam o czym. Wspomnę tylko, że byłam pozytywnie zaskoczona, ponieważ mam wrażenie, że w tym roku wydawnictwa (i również antykwariaty) zaproponowały czytelnikom więcej i większe zniżki oraz więcej tanich książek niż rok temu. Dzięki temu kupiłam 5 książek po 10 zł i dodatkowo Harry’ego Pottera w oryginale za 35 zł :) Zdjęcie stosiku zdobyczy targowych znajdziecie na moim instagramie.

Po targach poleciałam do Kolonii, gdzie dość sporo zwiedziłam, ale o tym planuję napisać osobno, liczę, że zbiorę się w sobie i wkrótce będę mogła się z Wami podzielić moimi przeżyciami. Mam nadzieję, że zdrowie Wam dopisuje, niestety ja od prawie 2 tygodni jestem przeziębiona :( Jednak jestem dobrej myśli, bo lek przepisany przez lekarza chyba działa, więc do końca tygodnia może stanę na nogi :)

A dziś zapraszam Was na taki dość… hmm… czytelniczy post ;)

Brittainy C. Cherry „Art & Soul”

Tytuł oryginalny: Art & Soul
Zobacz na LubimyCzytać.pl

Czasami nachodzi mnie ochota, żeby przeczytać coś lekkiego, naiwnego, love story z happy endem, czyli taki młodzieżowy romans. Odkąd dostałam tę książkę od Izy (głównie z zamysłem, żebym przekazała ją dalej pewniej bliskiej mi osobie), kusiła mnie okładką i uznałam, że nada się idealnie, żeby spełnić moją zachciankę ;) Właściwie planowałam przeczytać tylko kilka rozdziałów, po czym zająć się czymś innym, ale… tak mnie wciągnęła, że skończyłam ją tego samego dnia.

Myślę, że ta powieść bardziej wpisuje się w Young Adult niż typowe młodzieżówki. Co prawda główni bohaterzy mają 17 lat, ale problemy w ich życiu są o wiele poważniejsze niż nieszczęśliwa miłość czy prześladowanie w szkole (chociaż one też się tutaj pojawiają). Przede wszystkim główna bohaterka (Aria) musi się zmierzyć z niechcianą ciążą, ojciec dziecka nie przyznaje się, że w ogóle ma coś z nią wspólnego, a każdy członek jej rodziny inaczej reaguje na tę wieść. W każdym razie dla nikogo nie jest to łatwe. Jej przyjaciel Simon ma nerwicę natręctw, dodatkowo nadal obwinia siebie o coś, co wydarzyło się w jego dzieciństwie. Zdecydowany plus za tę postać, która jest charakterystyczna i z problemami, które bardzo rzadko zdarzają się w tego typie literaturze. Również podoba mi się wątek Abigail, która w młodym wieku musiała zmierzyć się z chorobą i w jak dziwny sposób z nią sobie radziła. Szczerze mówiąc, chyba wolałabym, żeby powieść skupiała się na Simonie i Abigail, byłaby znacznie ciekawsza. Albo, żeby chociaż autorka skupiła się na nich tak bardzo, jak na głównych bohaterach. Natomiast czytamy o przyjaźni Arii i Leviego, który też nie miał łatwo w życiu i jak się okazuje, życie wciąż mu rzuca kłody pod nogi. Właściwie muszę przyznać, że Levi też jest ciekawą postacią, która pokazuje, że przystojny nastolatek nie musi być tępym półgłówkiem, który myśli tylko o dziewczynach i seksie.

Jak już wspomniałam, poruszono tutaj wiele problemów: nastoletnia ciąża, rak, choroba psychiczna, nerwica natręctw (jak na mój gust tego tematu było trochę za mało). Jest to zdecydowanie zaleta tej książki, bo dzięki temu jest ciekawsza od reszty, ale mam wrażenie, że autorka nie do końca poradziła sobie z nagromadzeniem tych problemów. Po przeczytaniu czułam pewien niedosyt, jakby czegoś było tu za mało. Do tego wszystko, szczególnie pod koniec, jest trochę przesłodzone.

O ile główni bohaterowie byli dość szczegółowo przedstawieni (głównie dzięki temu, że poznajemy opowieść z dwóch punktów widzenia: Arii i Leviego), niestety niektórzy zostali trochę zaniedbani przez autorkę. Przede wszystkim irytował mnie ojciec Arii, brakuje tu tego, by autorka lepiej przedstawiła jego punkt widzenia na sprawę, tak, by czytelnik zrozumiał jego postępowanie. Niestety Adam został przedstawiony jako dupek, bardzo zmarnowana postać. Mało tu też Abigail, wystarczyło poświęcić jej więcej miejsca, a mogłaby zostać jedną  z najciekawszych postaci nie tylko w tej książce, ale i całym gatunku Young Adult. Myślę, że poświęcenie trochę więcej miejsca chociażby Simonowi czy Mike’owi wyszłoby na dobre tej książce.

Jak już wspomniałam, powieść wciąga i szybko się ją czyta. Poza tym czytanie sprawia przyjemność, mimo że powieść ma kilka wad i mogłaby być lepsza. W moim przypadku dodatkowo wywoływała emocje — zdarzyło się, że gdzieniegdzie się uśmiechnęłam (pojawia się tu kilka sucharów matematycznych ;)), muszę przyznać, że pod koniec się wzruszyłam. Podoba mi się również wydanie książki — okładka jest ładna (podoba mi się kolorystyka), co najważniejsze, para na zdjęciu odpowiada opisowi bohaterów, co niestety ostatnio bardzo rzadko się zdarza. Nawet dopasowano takie szczegóły jak fryzura Arii, jej piegi na nosie (no, może modelka ma ich trochę mniej, ale liczy się to, że są) oraz tatuaże Leviego. W środku również postarano się o estetykę, czcionka jest na tyle duża, że dobrze się czyta, a rozdziały czy nawet sceny są podzielone takim ładnym podzielnikiem… czy jak to nazwać. Pod względem estetyki wydawca się postarał. Jedynie tłumaczka popełniła błąd, a redaktorka i korektor go nie wychwycili: w jednym fragmencie książki główna bohaterka twierdzi, że jest w 32 miesiącu ciąży. Co zabawne, ja tego błędu też nie zauważyłam, natomiast wskazała mi go Iza ;)

Książkę polecam tym, którzy lubią od czasu do czasu przeczytać jakąś młodzieżówkę lub Young Adult i nie spodziewają się po niej wybitnego dzieła. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, a jednocześnie o poważniejszej tematyce niż romans dwójki nastolatków, myślę, że Art & Soul powinno Was zadowolić. 7/10

W posiadaniu przyjaciół jest coś wspaniałego. Nieustannie przypominają, że tak naprawdę nie jesteśmy sami.

Ewa Białołęcka „Piołun i miód”

Seria: Kroniki Drugiego Kręgu
Zobacz na LubimyCzytać.pl

W ostatnim poście z recenzjami pisałam Wam o pierwszych trzech tomach Kronik Drugiego Kręgu (aczkolwiek o trzeciej tylko kilka słów). Jako że mam wszystkie części, które ukazały się do tej pory, nie mogło być inaczej i od razu sięgnęłam po Piołun i Miód.

Myślę, że ta część dorównuje pierwszym dwóm tomom. Sama historia jest ciekawa, jako że część bohaterów trafia do Northlandu, kraju, w którym nadal pamięta się wojny z ojczyzną magów, wielu ludzi nie przepada za Lengorchią, a przede wszystkim za magami, których również się boi. Jest to coś nowego w tej serii, naprawdę świetnym pomysłem okazało się wyjście poza granicę ojczyzny chłopców, a jak się okazuje, Northland jest pogrążony w wojnie na północy, która ma oczywiście swoje konsekwencje dla całego kraju…

Nowy kraj, nowe obyczaje poznajemy z punktu widzenia dobrze nam znanych magów. Zaletą tej części jest to, że tym razem autorka skupiła się na innym bohaterze, spychając Kamyka na drugi plan. To był fantastyczny zabieg, ponieważ dzięki niemu o wiele lepiej czytelnik poznaje Promienia, a to właśnie z jego punktu widzenia poznajemy bardzo dużą część historii. Jak dobrze pamiętam, pod koniec autorka skupiła się na Myszce, który nawet trochę zaskakuje. Mam nadzieję, że wydawnictwo Jaguar dotrzyma obietnicę i kolejny tom naprawdę pojawi się pod koniec roku. Czytelnicy czekali na niego tyle lat, a zakończenie czwartego tomu jest takie, że aż serce boli z myślą, że nie mogę jeszcze poznać dalszych losów młodych czarodziejów. 9/10 ♥

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy — mawiał Koniec — ale to co złe, również.

Poza tymi książkami ostatnio w końcu przeczytałam sierpniowy numer National Geographic (6/10). Byłam bardzo zainteresowana artykułem o śnie, ale mimo że interesuję się tym tematem, artykuł mnie rozczarował. Problem nie leżał w zawartości merytorycznej — było sporo ciekawych rzeczy, ale styl autora mi nie leży. Niestety ten problem miałam również z pozostałymi artykułami, a zdjęcia często wydawały mi się za dużymi zapychaczami czasopisma. No cóż, to czasopismo mi nie leży. Natomiast przypadł mi do gustu październikowy numer Skarbu (7/10). Przede wszystkim wywiad z Johnem Travoltą jest interesujący, ale i nie tylko. Stali czytelnicy nie powinni być rozczarowani tym numerem. I żeby nie było, że tylko czytam, po przyjeździe obejrzałam dwa filmy, które mam na DVD (właściwie tamtego dnia nie miałam sił na nic innego…). Jednym jest 17 Again (9/10), który obejrzałam… nie wiem, który raz. Muszę przyznać, że jest to jeden z moich ulubionych filmów i fajnie było do niego wrócić. Poza tym obejrzałam Eddie zwany Orłem (9/10) i jak ja się cieszę, że kupiłam go, gdy był w Lidlu ;) Bardzo, bardzo, bardzo fajny film, który, jak się ostatnio dowiedziałam, zawiera tylko ok. 5% faktów, ale jest zabawny, poruszający i inspirujący :) Nadal nie mogę uwierzyć, że zrezygnowano z wyświetlenia go w polskich kinach…

To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że następny post napiszę prędzej niż za miesiąc, szczególnie że mam o czym pisać ;) Czytaliście którąś z książek albo widzieliście te filmy? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podobały ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.