Ant-Man i Osa

Spis treści:
Filmy: 
Ant-Man i Osa (2018)
Bao (2018)
Iniemamocni 2 (2018)
Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018)
Player One (2018)
Książka: Jojo Moyes "Moje serce w dwóch światach"
Czasopismo: Skarb 8/2018

Serdecznie zapraszam Was na nowy post w nowej odsłonie :) Mam nadzieję, że jego forma oraz wszystkie recenzje i opinie Wam się spodobają. Jeśli jednak znudzicie się w tracie czytania, przed wyjściem z bloga przeskrolujcie na koniec postu, gdzie są ogłoszenia parafialne — nie chciałabym, żebyście je przegapili :)

Miłej lektury! :)

Ant-Man i Osa (2018)

Ant-Man and the Wasp
Zobacz na Filmweb.pl

Jeśli nie jesteście tutaj pierwszy raz, wiecie, że od prawie roku jestem wielką fanką filmów Marvela i od kilku miesięcy chodzę do kina na każdy ich film. Nie inaczej było z nowym Ant-Manem, na którego czekałam, odkąd dowiedziałam się, że powstaje. Wielu fanów było ciekawych, dlaczego Ant-Man nie pojawił się w ostatnich Avengersach, by walczyć z Thanosem. Czy film odpowiedział na pytanie? Teoretycznie tak, chociaż tak naprawdę nie ma pewności co do czasu akcji, ponieważ podczas całego filmu nie ma do tego nawiązania. Z wyjątkiem sceny po pierwszych napisach, po której zbierałam szczękę z podłogi… Akcja nowego Ant-Mana dzieje się ok. 2 lata po wydarzeniach z filmu Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Scott jest w areszcie domowym jako konsekwencja jego współudziału w walce u boku Kapitana Ameryki. W ramach ugody ma również całkowity zakaz kontaktowania się z Hope czy Hankiem. Stara się tego trzymać, ponieważ chce być w końcu dobrym ojcem dla swojej córki Cassie i nie chce jej zawieść.  Aż do czasu, gdy wydarzyło się coś, co sprawiło, że Scott, Hope i Hank znów muszą ze sobą współpracować…

Nie chcę Wam za wiele zdradzać, bo myślę, że ten element zaskoczenia, jak i dlaczego doszło do ich ponownej współpracy, jest bardzo fajny. Szczególnie że film nie stara się być ambitny i dość szybko jesteśmy w stanie domyślić się jego zakończenia. Jednak to nie jest ogromną wadą, ponieważ twórcy zdecydowali się skupić na tym, by całość była dobrą rozrywką, co zdecydowanie im wyszło. Chociaż temat fizyki kwantowej jest dla mnie obcy, a jest jej tutaj naprawdę sporo (i nie wnikam, w jakim stopniu odpowiada to nauce), ani trochę nie znudziło mnie to fizyczne pitu-pitu, ponieważ było przeplecione scenami akcji czy komediowymi. Uważam to za taką bajeczkę, która może nie ma porywającej fabuły, ale broni się zabawnymi i efektownymi scenami. Jest to lekki film, który ma bawić i rozerwać widza, w czym świetnie się sprawdza. A że przez większość filmu coś się dzieje, więc widz dość łatwo się wciąga w oglądanie wydarzeń. Szczególnie jeśli zna się historię Ant-Mana, Osy i jej rodziców, która jest nie tyle kontynuowana, ile stanowi główny element fabuły. Czasami przy kontynuacjach filmów ma się wrażenie, że powstały one tylko i wyłączne dla kasy. Ant-Man i Osa na szczęście nie jest jednym z nich: Widać, że twórcy naprawdę mieli pomysł na historię już podczas pisania części pierwszej, co stanowi naprawdę sensowną i ciekawą całość.

Hope jako Osa (Evangeline Lilly) i Scott jako Ant-Man (Paul Rudd)

Filmy Marvela są znane z przeplatania akcji, sci-fi oraz humoru. Ant-Man ma w sobie to wszystko, a pod względem humoru plasuje się wśród najzabawniejszych filmów uniwersum. Przede wszystkim rozbawiły mnie dwa motywy: Baba Jaga oraz serum prawdy. Film widziałam dwa tygodnie temu, a nadal się śmieje, jak tylko słyszę te słowa, serio. Pod względem humoru to było genialne. Na szczęście nie zabrakło również charakterystycznej nawijki Luisa, za którą pokochałam go w pierwszej części. Michael Peña jest w tym naprawdę świetny. Szkoda, że w Ant-Manie i Osie znalazło się miejsce dla tylko jednej nawijki, chciałabym więcej.

Bardzo podobało mi się tu wykreowanie bohaterów. Nie tylko lepiej ich poznajemy, ale również widać ich rozwój względem pierwszej serii, jak i w ciągu tego filmu. Przede wszystkim fajną zmianę przeszedł Scott, na którego Cassie ma ogromny wpływ. Ona sama również była świetna, nie tylko ze względu na samo jej wykreowanie, ale na urok młodziutkiej aktorki. Trochę mi szkoda, że Abby Ryder Fortson podobno ma zostać zastąpiona przez starszą aktorkę. Jedynie zawiódł mnie trochę Luis, bo w pierwszej połowie zabrało mu czegoś, aż zaczęłam się zastanawiać: Za co ja go tak bardzo polubiłam? Oczywiście aż doszło do sceny z tą nawijką, o której już wspomniałam. Jest też postać, która jest jednym z największych plusów tego filmu: Ava, nazywana Duchem, z którą muszą walczyć bohaterowie. Cieszę się, że u Marvela, już od kilku filmów, widać pewną tendencję, że protagoniści są coraz lepiej wykreowani. Chociaż nie zawsze postąpiłabym tak jak Ava, dzięki poznaniu jej historii, jej motywów, zdecydowanie byłam w stanie ją zrozumieć. To też jedna z bohaterek, która na skutek wielu wydarzeń i informacji, najbardziej się rozwinęła. Za to ogromny plus. Miło zobaczyć w filmie ciekawą protagonistkę. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona, ponieważ po zwiastunach miałam wrażenie, że to kolejna  nudna osóbka, z cudownymi zdolnościami, która chce władzy czy czegoś, ale właściwie nie wiadomo po co. Na szczęście jest inaczej.

Jako że jest tu poruszany temat fizyki kwantowej, a nawet nasi bohaterowie zmniejszają się to bardzo małych cząsteczek, twórcy musieli wykreować również i ten świat. Dla mnie to była taka różnokolorowa plama, nic, co by mnie zachwyciło. Sceny, w której jeden bohater się tak zmniejszał, były zdecydowanie najnudniejsze z całego filmu, ale na szczęście były też przeplatane ciekawymi scenami akcji, więc nawet nie zdążyły mnie znudzić.

Cassie (Abby Ryder Fortson) i Scott (Paul Rudd)

Bardzo rzadko się zdarza, żeby kontynuacja była lepsza od części pierwszej. Mnie osobiście ta część bardziej mi przypadła do gustu od tej sprzed trzech lat. Podejrzewam, że to zasługa świetnie wykreowanego szwarccharakteru, uroku Cassie i ogromnej dawki humoru. Naprawdę fantastycznie bawiłam się podczas seansu. Oczywiście są też wady, ale jako że to typowo rozrywkowy film, a w tym aspekcie spisuje się na medal, można na nie przymknąć oko. Jeśli oglądaliście Avengers. Infinity war koniecznie zobaczcie scenę po napisach — jak już wspomniałam, ja zbierałam szczękę z podłogi. I sądząc po reakcji widzów, nie byłam w tym osamotniona. Ogólnie są dwie sceny, ale tę drugą możecie sobie odpuścić. Już godzinę po seansie nie byłam w stanie sobie przypomnieć, o czym ona była, poza moją myślą, jeszcze na sali kinowej: Po co ja czekałam?

Jeśli szukanie na wieczór zabawnego filmu, w którym coś się dzieje, polecam zrobić mały maraton Ant-Mana i obejrzeć obie części. Myślę, że spokojnie można je zobaczyć, nawet jeśli nie znacie uniwersum. 8/10

Rozpisałam się na temat jednego filmu, to teraz pora na kilka krótkich zdań o tym, co ostatnio przeczytałam czy zobaczyłam :)

Jojo Moyes „Moje serce w dwóch światach”

Still Me
Zobacz na LubimyCzytać.pl

Moja przygoda z Lou Clark rozpoczęła się dwa lata temu od obejrzenia w kinie Zanim się pojawiłeś. Rok temu wróciłam do tej historii, tym razem czytając książkę oraz kontynuację Kiedy odszedłeś. Tak bardzo polubiłam główną bohaterkę, że ucieszyłam się, gdy Jojo Moyes odpisała mi na Twitterze: Tak, będzie trzecia część. Od tamtej pory czekałam na nią i w końcu się doczekałam!

Muszę przyznać, że nowe przygody Lou bardzo mnie wciągnęły i spędziłam naprawdę miły dzień. Przez całą powieść  nie nudziłam się ani trochę, a pod koniec nawet odrobinę się wzruszyłam. Niestety nie dorównuje ona poprzednim częściom, ponieważ wywołuje znacznie mniej emocji niż one (które wyciskały łzy z moich oczu oraz mnie bawiły). Na szczęście ma też kilka zalet, jak cała seria, np. nie można tak łatwo wszystkiego ocenić, bo wystarczy coś lepiej poznać, by zmienić zdanie. Bohaterowie też wydają się realni, czasami zaskakują, a czasami byliśmy w stanie przewidzieć ich zachowanie, czasami mnie irytowali, a czasami wzbudzali sympatię… Najbardziej podobało mi się przedstawienie Agnes i Margot, które było ciekawe. Do tego Lou rozwijała się z biegiem wydarzeń, co również jest plusem.

Nie potrafię za dużo powiedzieć o tej powieści. Ot, taka lektura do poczytania i oderwania się od rzeczywistości. Niestety nie dorównuje Zanim się pojawiłeś, które serdecznie polecam, ani Kiedy odszedłeś, ale jeśli polubiliście Lou Clark, to podejrzewam, że powrót do tej bohaterki może Wam sprawić przyjemność i z taką myślą można sięgnąć po najnowszą pozycję Jojo Moyes. 7/10

Bao (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Warto chodzić do kina z wielu powodów. Jednym z nich jest odkrywanie perełek, takich jak Bao. Poszłam na seans Iniemamocni 2 (o których kilka słów poniżej) do Cinema City. Czasami przed bajkami wyświetlają krótkometrażowe animacje. Tym razem nie było inaczej i w ten oto sposób zobaczyłam uroczą bajkę o ożywionym pierożku. Ja osobiście byłam nią zachwycona. Historia jest nie tylko przepiękna, ale i wzruszająca, na końcu naprawdę się popłakałam. Warto zobaczyć. Bao tak podbiło moje serce, że automatycznie wskoczyło na listę moich ulubionych filmów :) 10/10

Iniemamocni 2 (2018)

The Incredibles 2
Zobacz na Filmweb.pl

Nie mam pojęcia dlaczego, ale jak tylko dowiedziałam się, że Iniemamocni powracają, od razu nabrałam ochoty, by pójść na to do kina. Jest to dziwne z dwóch powodów: Wtedy nie widziałam jeszcze jedynki w całości, a gdy ją zobaczyłam, kilka czy kilkanaście dni przed seansem, nie byłam nią zachwycona. Ot, taka bajka, którą można zobaczyć raz i o niej zapomnieć.

Mimo to poszłam do kina i wyszłam zachwycona. Jeśli lubicie Iniemamocni — kontynuację pokochacie. Jeśli pierwsza część nie zrobiła na Was wrażenia — tę polubicie. Dwójka jest o wiele lepsza od jedynki. Po pierwsze: bohaterowie są o wiele ciekawsi. Poznajemy też motywy protagonisty i jesteśmy w stanie go zrozumieć. Fabularnie cała historia jest ciekawiej opowiedziana (chociaż nie umknął mi fakt, że w jednej scenie dzieci nie pomyślały o zrobieniu jednej, prostej rzeczy, która zdecydowanie pomogłaby im w całej sytuacji). Bardzo podobało mi się, że z jednej strony film był o superbohaterach, którzy pomagają ludziom i walczą ze złem, a z drugiej opowiadał o rodzinie, w której to nagle ojciec zaczyna zajmować się domem, próbując poradzić sobie z nastolatką z problemami sercowymi, synem z problemami w nauce oraz niemowlakiem, który… no cóż, ma bardzo wiele nadnaturalnych zdolności. To chyba moja ulubiona część filmu, bo jest taka… prawdziwa (pomijając nadnaturalne zdolności bohaterów, oczywiście), jednocześnie bawiły najbardziej. Przede wszystkim Jack-Jack był genialny. Jego walka z szopem jest zdecydowanie najzabawniejszą częścią filmu i prawie płakałam ze śmiechu. Bardzo fajnym pomysłem twórców było również to, że akcja filmu zaczyna się w tym miejscu, w którym kończy się część pierwsza. Nie ma żadnego przeskoku w czasie, więc myślę, że maraton i obejrzenie obu części pod rząd może być fajnym pomysłem na wieczór :)

Rodzina Iniemamocnych w komplecie :)

Iniemamocni 2 zaskoczyli mnie pozytywnie. Polecam każdemu (chyba że ktoś z Was ma epilepsję czy źle reaguje na migotanie światła, którego tutaj jest dość sporo). Ja jestem pewna, że jeszcze wrócę do tej animacji. 9/10

Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018)

The Extraordinary Journey of the Fakir
Zobacz na Filmweb.pl

Jak tylko zobaczyłam zwiastun, chciałam na to pójść do kina i… nie rozczarowałam się. Historia fakira jest ciekawa, pełna zwrotów akcji, niektóre z nich byłam w stanie przewidzieć, inne były zaskoczeniem. Można ją określić jednym określeniem: urocza. Naprawdę przyjemnie się oglądało film, przeciwności, które los stawiał na drodze fakira, jak i niespodziewana pomoc. Przede wszystkim podobały mi się dwie rzeczy: rozwój postaci fakira, który uczył się przez całą swoją podróż oraz postać Nelly, która bezinteresownie pomogła mężczyźnie. Do tego film jest zabawny, więc można się przy nim dobrze rozerwać. Polecam, to dobra propozycja, żeby się rozerwać i miło spędzić wieczór :) 7/10

Player One (2018)

Ready Player One
Zobacz na Filmweb.pl

Kiedy film wszedł do kin, nie wykazałam zainteresowania, żeby się na niego wybrać. Miałam przeczucie, że to nie mój klimat. Niestety mój chłopak bardzo chciał go ze mną obejrzeć (naprawdę wierzył w to, że film mi się spodoba), więc w końcu postanowiłam mieć to za sobą (dodatkowo były urodziny D., więc z tej okazji wybierał, co będziemy oglądać). I jak wrażenia? No cóż, przeczucie mnie nie myliło: to naprawdę nie mój klimat.

O ile lubię gry komputerowe, nie trafiają do mnie filmy, w których część historii toczy się w grze czy komputerowej rzeczywistości (jak również np. Sala samobójców, której nie znoszę). Nie lubię również filmów, które ukazują przyszłość, w której wszystko jest brzydkie, brudne, ponure… A Player One nie tylko łączy te dwa elementy, dodatkowo dla głównego bohatera (i nie tylko dla niego) ta gra jest zdecydowanie ważniejsza od rzeczywistości i otaczającego go świata. Właściwie już po kilkunastu minutach wiedziałam, jakie będzie przesłanie filmu. I nie pomyliłam się.

Pomijając motywy i elementy, za którymi nie przepadam, sama historia jest nudna. Mam wrażenie, że już to widziałam: ludzie, którzy za wszelką cenę chcą wygrać jakąś durną grę. Dobra, można było wygrać kupę kasy itp., ale determinacja firmy IOI była absurdalnie śmieszna. Do tego film trwa ponad 2 godziny, przez co w pewnych momentach można umrzeć z nudów. Żeby nie było, że tylko krytykuję, jest coś, co mi się podobało, a mianowicie odwołania do popkultury. Przede wszystkim nawiązanie do Obcego było zabawne. Ogółem myślę, że szkoda na to czasu, chyba że ktoś z Was naprawdę lubi takie tematy. Ode mnie 5/10

Skarb 8/2018

Zobacz na Rossmann.pl

Ponad 10 lat temu byłam fanką czasopism typu Bravo, Bravo Girl itp., które kupowałam regularnie przez kilka lat. Potem wiadomo, po pierwsze wyrosłam z tego, po drugie dziś sporej części takich czasopism już nie ma na rynku. Ostatnio stwierdziłam, że brakuje mi czegoś takiego do czytania: czegoś kolorowego, na papierze, co nie jest książką :) Wśród moich poszukiwań wpadłam na Skarb dla klientów Rossmanna. Właściwie przypomniałam sobie o tym czasopiśmie, bo już kiedyś je czasami przeglądałam i podobało mi się.

Sierpniowy numer upewnił mnie, że czytanie Skarbu nadal sprawia mi przyjemność. Zaletą jest różnorodność artykułów. Oczywiście część z nich jest poświęcona urodzie i kosmetykom (przede wszystkim za to lubiłam np. Bravo Girl), co nadal lubię czytać i czasami można się czegoś ciekawego dowiedzieć. Poza tym jest sporo lifestylowej treści, która w tym numerze również mnie zaciekawiła. Nawet okładkowy wywiad z Agnieszką Sienkiewicz czytało się przyjemnie.

Może ten numer tak bardzo mnie zaciekawił, bo naprawdę bardzo, bardzo, bardzo chciałam przejrzeć coś tak kolorowego. A może po prostu naprawdę jest bardzo ciekawy. Niestety tego numeru już na pewno nie dostaniecie w Rossmannie, ale na ich stronie internetowej można przejrzeć wersję online. I wiem, to nie to samo… dlatego w przyszłym tygodniu będę polować na papierową wersję numeru wrześniowego ;) 7/10

I na koniec kilka ogłoszeń parafialnych:

1. Jak już wspomniałam w opinii o Skarbie, brakuje mi do czytania czasopism. Aktualnie jestem na etapie poszukiwań czegoś, co naprawdę by mnie zainteresowało (nie chcę ograniczać się do Skarbu). Jeśli znacie jakieś ciekawe magazyny, wpiszcie, proszę, tytuły w komentarzu. Tematyka może być dowolna (no dobrze, prawie… Jeśli jakieś czasopismo koncentruje się tylko na modzie i plotkach ze świata show-biznesu, na pewno mnie nie zainteresuje). Z chęcią poczytam coś o muzyce, książkach, filmach, psychologii, stylu życia, kosmetykach, sporcie, rozwoju osobistym… Co prawda szukam czegoś, co wychodzi nie częściej niż raz w miesiącu, ale jak Wasza propozycja ukazuje się częściej, to i tak podeślijcie tytuł :) Z chęcią przejrzę Wasze propozycje i kto wie, można któraś z nich szczególnie przypadnie mi do gustu :)

2. Ostatnio zapomniałam o tym wspomnieć, ale dodałam możliwość zgłaszania do recenzji. Wystarczy wpisać propozycję w komentarzu na podstronie poświęconej recenzjom. Proszę tylko o zgłaszanie czegoś na zasadzie polecenia mi jakiejś książki, filmu czy czegokolwiek, a nie podsuwanie dziwnych rzeczy dla jaj. Oczywiście nie gwarantuję, że jeśli coś zgłosicie, to na pewno to zrecenzuję, ale zastanowię się nad tym ;)

I to tyle. Mam nadzieję, że dzisiejszy post przypadł Wam do gustu. Moim pomysłem jest właśnie taka forma postów, tj. jakaś dłuższa, dokładniejsza recenzja (lub też analiza) czegoś oraz kilka luźnych przemyśleń o tym, co ostatnio czytałam czy widziałam. Tym razem się udało, mam nadzieję, że nie skończy się na jednym poście w tej formie :)

2 myśli w temacie “Ant-Man i Osa

  1. Isabelle :) pisze:

    Ciekawa forma, no i plus za zdjęcia, bo nic gorszego od ściany tekstu :D Ale trochę błędów Ci się zaplątało :P Skoro ten cały Scott nie chciał zawieźć (dokąd?) swojej córki, to chyba jednak nie był takim dobrym ojcem :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.