♫ Relacja z koncertu Eda Sheerana

8 lipca 2017 roku spędziłam godzinę, walcząc z aplikacją Eventimu i przeciążonymi serwerami. Walkę wygrałam — w ramach prezentu urodzinowego dla siebie (urodziny miałam dzień później) kupiłam bilet na koncert Eda Sheerana w Warszawie na 11 sierpnia 2018 roku. Dziś, po 13 miesiącach czekania, mogę powiedzieć jedno: Był to jeden z najlepszych prezentów urodzinowych, jakie kiedykolwiek sobie kupiłam (bądź dostałam).

Ed postanowił zrobić z tego wydarzenia minifestiwal, ponieważ na scenie poza nim zaprezentowało się jeszcze trzech innych artystów. Jako pierwszy wszedł zespół BeMy — wybór mnie nie zaskoczył, bo już wcześniej słyszałam o  ich przyjaźni z Edem, więc właściwie to było oczywiste, że jak w Polsce Ed chciał zaprosić lokalny zespół na scenę, to wybierze właśnie ich (jak dalece jest lokalny, to nie wiem, moja wiedza o nich ogranicza się do artykułu z Wikipedii i zachwytu polskich mediów typu: Ed Sheeran lubi polski zespół).

Niestety o moich wrażeniach nie mogę się za bardzo wypowiedzieć… BeMy spędzili na scenie tylko 20 minut, z czego ja 10 spędziłam w dobrze wytłumionej łazience (niestety Matka Natura nie chciała poczekać do przerwy). Słyszałam bodajże 3 utwory w całości, z czego występ został zakończony Oxygen, które prawdopodobnie wszyscy kojarzycie. Występ w mojej ocenie był poprawny, miło się słuchało, aczkolwiek nie było efektu wow (chociaż tu niekonieczne przyczyna leży w chłopakach). Trochę zaskoczyło mnie na początku, że wokalista mówi po angielsku — miałam takie uczucie WTF? Czyżbym coś przekręciła i jednak oni nie są z Polski? — ale po drugiej piosence wokalista zaczął mówić do publiki po polsku i zaśmiał się, że chcieli się poczuć międzynarodowo. Ogółem to mieszali oba języki, ale nie traktuję tego jako coś złego, piszę Wam o tym tylko na zasadzie ciekawostki ;)

Jako drugi na scenie zaprezentował się Jamie Lawson. Jego występ obejrzałam cały, ale też za wiele nie mogę powiedzieć. Ot tak, przesłuchałam, nawet z przyjemnością, więc się nie nudziłam (co jest ważne!), ale mnie nie zachwycił.

Zdjęcie z eska.pl

Następne pojawiła się jedyna kobieta, czyli Anne-Marie. Ją też znałam tylko z nazwy, jak się podczas koncertu okazało, słyszałam gdzieś jej jedną piosenkę, ale jej występ, w przeciwieństwie do poprzednich artystów, mnie zachwycił. Do tego stopnia, że od kilku dni słucham jej albumu, więc mogę powiedzieć: Na żywo Anne-Marie wypada o wiele lepiej. Duża w tym zasługa charyzmy piosenkarki. Przede wszystkim jedno jest bardzo cenne, co do tej pory zauważyłam tylko u jednego artysty (Davida Garretta): Ona naprawdę się cieszy, że śpiewa. Od niej biła dziecięca radość, uśmiech praktycznie nie schodził jej z twarzy, dzięki czemu nie mogłam oderwać od niej wzroku. Świetnie też łapała kontakt z publicznością, a kiedy fani pod sceną podnieśli papierowe serca do góry — Anne-Marie była autentycznie wzruszona, miała łzy w oczach. Wokalnie również wypadła bardzo pozytywnie, pokazała większe możliwości, niż w studyjnych wersjach utworów. Zdecydowanie najbardziej zapadły mi w pamięć Trigger, Ciao Adios i Perfect, o tym ostatnim również opowiedziała, co ją skłoniło do napisania tego utworu. Podczas jej występu nie tylko dobrze się bawiłam, naprawdę czerpałam przyjemność z obserwowania jej, ale i również w pewnym momencie się wzruszyłam. Jeśli wróci do Polski, z chęcią pójdę na jej koncert. Naprawdę warto, nawet jeśli jej utwory Was nie ruszają.

Zdjęcie z onet.pl

I w końcu nadszedł czas na gwiazdę wieczoru: Ed Sheeran. O ile wszystkie supporty były co do minuty punktualne, tak Ed miał 15-minutowy poślizg. Ale to można mu wybaczyć, bo to, co zaprezentował na scenie mnie zachwyciło: Nieważne czy lubicie jego utwory czy  nie, jestem pewna, że będąc tam na miejscu, docenilibyście to, co robi: Sam na scenie, tylko on, gitara, dwa mikrofony i loop pedal. Oraz artystycznie ozdobione telebimy za nim (często pokazywały Eda, ale były nałożone różne filtry, ramki i cała masa innych pierdół, które robiły fajny efekt). Lista utworów została bardzo fajnie dobrana, dzięki czemu nie było nudno: Szybsze utwory, przy których bawiła się publika, były przeplatane pełnymi emocji balladami. Wśród nich najbardziej zachwyciło mnie: Photograph, które było zaśpiewane tak emocjonalnie, że autentycznie wzruszyłam pod koniec utworu oraz Tenerife Sea, głównie za sprawą publiczności, która na prośbę Eda była naprawdę cicho przez większą część utworu — do tej pory myślałam, że jest to niewykonalne, a jednak. Nawet Ed był pod wrażeniem. Z tych szybszych utworów najlepiej bawiłam się podczas Nancy Mulligan, Galway Girl oraz You Need Me, I Don’t Need You, które kończyło koncert. Muszę też przyznać, że ucieszyłam się, że Ed wykonał również I see fire, głównie ze względów sentymentalnych: Dzięki tej piosence zaczęłam go słuchać.

Zdjęcie z onet.pl

Ed sporo mówił pomiędzy utworami, myślę, że miał fajny kontakt z publiką. Wielokrotnie powtarzał, że w Warszawie jest najgłośniejsza publika na obecnej trasie (od koleżanki dowiedziałam się, że w Austrii nie mówił niczego podobnego) i było widać, że kilkukrotnie był pod wrażeniem: Nie tylko podczas ciszy przy Tenerife Sea, o czym wspomniałam, ale również, gdy publiczność głośno śpiewała jego utwory czy podczas Perfect fani zapalili latarki: Trybuny dolne prześwietlały czerwone kartki, dzięki czemu powstała flaga Polski. To nie był jedyny polski akcent na koncercie: Na bis Ed wyszedł w białej koszulce, na której był nasz polski orzeł (prawdopodobnie robił to na każdym koncercie, ale i tak to miły ukłon w stronę fanów).

Koncert Eda był jednym z najlepszych koncertów w moim życiu i bardzo się cieszę, że mogłam w nim uczestniczyć. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze będę miała okazję usłyszeć zarówno Eda, jak i Anne-Marie na żywo. Na nich naprawdę warto się wybrać.

Zdjęcia możecie zobaczyć w oryginalnych rozmiarach, wystarczy na nie kliknąć.
Większość zawiera źródło w podpisie, z przyczyn technicznych nie byłam w stanie wprowadzić go pod kilka zdjęć:
1. Anne-Marie — źródło: facebook.com/iamannemarie/
2. Ed Sheeran — źródło: facebook.com/pg/Charm.Music.Polska
3. Trybuny (z lewej) — źródło: facebook.com/pg/Charm.Music.Polska
4. Trybuny (z prawej) — źródło: twitter.com/shawniegirlxo
Opisy powinny się również pojawić po najechaniu myszką na nieopisane zdjęcie :)
Zdjęcie Eda nad postem — źródło: onet.pl

2 myśli w temacie “♫ Relacja z koncertu Eda Sheerana

  1. KarolinaM pisze:

    Tak sobie myślę, że jeśli kiedykolwiek jeszcze zawita w Polsce to się wybiorę. A szczególnie w Twoim towarzystwie :) Koncertowanie z takimi gwiazdami i Tobą jako towarzyszka to chyba najlepsza opcja relaksu! Widzę, że wrażenia niezapomniane. Ja nie zapomnę swojego pierwszego koncertu – Davida Garretta gdzie się poznałyśmy. Choć drugi był niesamowity, to zdecydowanie ten mój debiut zapadnie w moją głowę i serce. Ale fajnie móc wspominać takich koncertów więcej i więcej. To co gdzie następnym razem wybieramy się w duecie? Albo jako trio z D. jeśli bym Wam nie zawadzała… ;)

    • Inna_odInnych pisze:

      Polecam :) Ponoć na drugim koncercie powiedział coś w stylu „do zobaczenia”, co daje szansę, że kiedyś tu wróci :)
      Awww dziękuję. Pierwszy koncert zawsze zapada w pamięć, ja nadal pamiętam koncert Closterkeller, na który wybrałam się z przyjaciółką ;)
      Jasne, fajnie by było :) może coś się trafi, co też lubisz. Wszystkie koncerty, na które się wybieram, wpisuję do kalendarzyka po prawej :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.