Avengers i Deadpool

Spis treści:
Filmy:
Avengers: Wojna bez granic (2018)
Deadpool 2 (2018)
Książki:
Katarzyna Berenika Miszczuk "Pustułka"
William Phelps "Ukradzione dziecko"

Dziś zapraszam na opinię o filmach, na które czekałam bardzo długo i oba są z Marvela ;) Do tego dwie opinie o książkach, serdecznie zapraszam ;)

Avengers: Wojna bez granic (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Od miesięcy czekałam na ten film. Jednym z powodów było zdecydowanie wystąpienie w nim doktora Strange’a, ale po październikowym maratonie, podczas którego obejrzałam wszystkie filmy o Avengersach, czekałam na ten film dla samego filmu, chcąc się dowiedzieć, co będzie dalej i nie mogąc się doczekać chwili, w której np. Strażnicy Galaktyki pierwszy raz spotykają Avengersów…

Oba zwiastuny były super i jeszcze bardziej podkręcały moją niecierpliwość i odliczanie dni do premiery. Szkoda tylko, że… one trochę kłamią. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale w jednym zwiastunie pojawiła się scena, której nie było w filmie (i tu należy zwrócić uwagę na Hulka), w drugim jedna scena pojawia się w filmie, owszem, i super ona wygląda, ale… pewien istotny szczegół różni się pomiędzy tym, co widzimy w zwiastunie, a co finalnie jest w filmie. Fakt, dzięki temu twórcy nie zdradzili części fabuły, ale muszę przyznać, że osobiście czuję się oszukana. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, o co dokładniej mi chodzi, zapraszam do wysłania prywatnej wiadomości np. na twitterze albo maila ;)

W tym roku Marvel świętuje 10-lecie Uniwersum. W 2008 roku premierę (również pod koniec kwietnia) miał bardzo dobry Iron Man oraz (ponad miesiąc później) przeciętny Incredible Hulk. Obaj bohaterowie występują w najnowszych Avengersach… Wspominam o tej rocznicy dlatego, że Avengers: Infinity War jest nie tylko świetnym podsumowaniem dziesięciu lat uniwersum. Moim zdaniem jest to najlepszy film, jaki wyszedł Marvela i zdecydowanie można porównać do go wielkiej imprezy Marvela. Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi.

W filmie mamy mnóstwo bohaterów, wszystkich poznaliśmy już wcześniej, wystąpili w którymś z filmów. Chociaż brakuje kilku postaci, to jednak twórcy musieli ogarnąć sporą grupę superbohaterów. Bałam się trochę tego, że będzie chaos, mnóstwo niepowiązanych ze sobą wątków. Na szczęście tak się nie stało — wszyscy skupiają się na jednym: walce z Thanosem. Oczywiście są oni podzieleni na różne grupki i każda walczy z nim na swój sposób, ten wspólny cel ich łączy i ja jako widz czułam, że akcja skupia się przede wszystkim wokół jednej sprawy. I właśnie to jest jedną z największych zalet filmu.

Sam Thanos (pomijając jego wygląd) był spoko. Mam na myśli to, że jako czarny bohater ma wyższy cel w tym, co robi. I on uważa, że to, czego się podjął, jest słuszne. Fakt, nie wziął pod uwagę jednej możliwości, ale jego motywy postępowania są świetne wytłumaczone. Jeśli chodzi o czarnych bohaterów, Marvel pod tym kierunkiem rozwija się w dobrym kierunku i mam nadzieję, że nie zawiedzie w kolejnych.

Oczywiście jest tu sporo walk, ale były one na tyle fajnie zrealizowane i wyważone, że mnie nie nudziły. Nie mogło zabraknąć humoru, z którego filmy Marvela są tak znane i dzięki któremu je tak lubię. Jest go zdecydowanie więcej niż np. w Czarnej Panterze, przy której narzekałam, że było go za mało, z drugiej strony film nie jest nim przeładowany, dlatego jest on bardziej poważny od wielu filmów Marvela. Myślę, że udało się tu zachować tę równowagę. Nie zrobiono z tego komedii, a wiele żartów, które się pojawiały, budziły głośny śmiech widzów.

Twórcy zagrali widzom na emocjach. Chociaż bardzo bym chciała  napisać, co takiego zrobili… nie zrobię tego. Nie chcę spoilerować tym, którzy jeszcze nie widzieli. W każdym razie w niektórych momentach aż pękało mi serce i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Były również momenty, które zaskakiwały.

Po obejrzeniu nowych Avengersów czuję całą gamę emocji, które nadal trudno mi pozbierać do kupy. Zdecydowanie jestem zadowolona z jakości tego filmu: Warto było czekać tyle czasu. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że to widowisko aż tak bardzo mi się spodoba. Z drugiej strony czuję ból i smutek, jak pomyślę o niektórych bohaterach i scenach. Oraz przede wszystkim boli mnie, że na kontynuację musimy czekać rok. Co z tego, że na otarcie łez teraz wyszedł Deadpool 2 (co prawda niepowiązany z Avengersami) i w wakacje będzie Ant-Man and the Wasp. Ja chciałabym się dowiedzieć, co wydarzy się dalej i już odliczam dni do kwietnia 2019 roku. 9/10

Deadpool 2 (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Dwa lata temu pisałam tutaj, jak przypadek sprawił, że jednak wybrałam się na część pierwszą o bohaterze w czerwonym kostiumie. Film tak bardzo mi się spodobał, że odkąd wyszła informacja, że będzie kontynuacja — wiedziałam, że na pewno ją zobaczę. Jak tylko pojawiła się informacja, że Cinema City organizuje minimaraton* — czyli stwarza okazję do przypomnienia sobie pierwszej części i od razu obejrzenia drugiej (jeszcze przed premierą!) praktycznie od razu zakupiłam bilety.

O Deadpool 2 mogę powiedzieć dwie rzeczy: jest zabawny i zaskakujący. Jest on o wiele śmieszniejszy od pierwszej części, do tego żarty są bardziej wyrafinowane, nie na granicy żenady, jak się zdarzało w jedynce, na dwójce bawiłam się o wiele lepiej. Zresztą nie tylko ja — widzowie głośniej i częściej się śmiali właśnie na kontynuacji. A jedną z moich ulubionych zabawnych scen jest lądowanie X-Force — to taki brutalny czarny humor, ale bardzo mnie rozbawił.

Również jest wiele zaskakujących scen, już na samym początku zastanawiałam się: WTF? Pod tym względem początek jest naprawdę mocny, ale i później również nie brakowało scen, które mnie zaskoczyły. Ogólnie sama relacja Deadpoola i Cable’a w drugiej części filmu… nie przewidziałam, że to tak może się potoczyć, ale muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało.

Warto było czekać na Deadpool 2. Jeśli jedynka Wam się podobała — to jest dla Was pozycja obowiązkowa, naprawdę. Moim zdaniem kontynuacja jest o wiele lepsza i mam szczerą nadzieję, że za jakiś czas pojawi się Deadpool 3, a sądząc po dodatkowych scenach**, jest na to szansa. 8/10

*Multikino też organizowało minimaraton i nawet jako pierwsi go ogłosiło, ale… był on w innym terminie, który mi nie pasował. I w sumie dobrze się stało, bo wolę CC ;)

**Nie zapomnijcie zostać po filmie na sceny po napisach! Ale w tym przypadku jest tak, że są napisy, potem te dodatkowe sceny, potem znów napisy — na których możecie już wyjść, bo po nich już nic nie ma :(

Katarzyna Berenika Miszczuk „Pustułka”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Autorkę znam dzięki trylogii rozpoczynającej się książką Ja, diablica, którą bardzo lubię i do dziś miło wspominam. Gdy zobaczyłam jej powieść na półce w Biedronce za niewielką cenę, postanowiłam ją sobie kupić. Stała sobie kilka miesięcy, aż w końcu postanowiłam się za nią zabrać.

Zaczęłam ją czytać, ponieważ wieczorem była burza i nie miałam internetu, a i naszło mnie na zakopanie się pod kocem, oparcie o poduszki i przeczytanie jakiejś powieści. Wybrałam idealną książkę — część akcji dzieje się… podczas burzy :) W każdym razie perypetie rodziny Spyropoulos wciągnęły mnie tak bardzo, że nie mogłam się od niej oderwać, dopóki ze zmęczenia oczy nie zaczęły mi się same zamykać, a następnego dnia rano od razu po śniadaniu do niej wróciłam i czytałam, dopóki jej nie skończyłam.

Nie jest to kryminał najwyższych lotów — mamy rodzinę, w której prawie wszyscy się nienawidzą nawzajem, są na wyspie odcięci od świata, ponieważ na morzu szaleje sztorm, a ktoś morduje kolejne osoby. Chociaż powieść nie trzyma w napięciu i nie zastanawiałam się, kto jest mordercą (prawdę mówiąc, wyjątkowo miałam to gdzieś), zdecydowanie mnie wciągnęła. Czytanie było przyjemnością, przede wszystkim dzięki ciekawym bohaterom i bardziej od mordercy, interesowało mnie ich zachowanie, reakcje na różne wydarzenia.

Zakończenie mnie nie zaskoczyło, ale pewnie też dlatego, że nawet nie próbowałam rozwiązać zagadki. Jeśli szukacie dobrego kryminału, przy którym możecie rozruszać szare komórki — ta książka raczej Was nie zadowoli. Ale jeśli chcecie lekkiej, przyjemnej lektury na wieczór lub dwa, o rąbniętej rodzince i kilku trupach, to mogę Wam ją polecić. 7/10

William Phelps „Ukradzione dziecko”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Książkę pożyczyła mi Karolina. Do jej przeczytania zachęciło mnie, że opowiada o prawdziwych wydarzeniach. Dokładniej mówiąc: opowiada o zbrodni, która miała miejsce w grudniu 2004 roku. Ktoś zamordował młodą kobietę i rozpruł jej brzuch, po czym ukradł jej nienarodzone dziecko…

Przede wszystkim ciekawiło mnie, jak mogło dojść do tej zbrodni i dlaczego ktoś posunął się do czegoś takiego. Książka odpowiedziała na te pytania, więc teoretycznie powinnam być usatysfakcjonowana. Ale nie jestem. Przede wszystkim dlatego, że książka strasznie mnie zmęczyła.

Ukradzione dziecko jest po prostu… nudne. Z jednej strony autor próbuje nadać tej historii formy powieści. Czasami pojawiają się nic niewnoszące fragmenty, które w normalnej powieści byłyby na miejscu, ale tutaj nie pasują, bo zdecydowana większość książki to suche fakty. Ktoś powiedział to, ktoś inny stwierdził coś innego… Może i bym to przebolała, najgorszy był chaos. Autor wspomina o czymś, po czym przechodzi do innego wątku, a następnie wraca do poprzedniego. Strasznie to męczyło, Do tego pojawiała się masa nieistotnych dla sprawy szczegółów: Co mnie obchodzi to, że jakiś policjant jest ojcem trójki dzieci, a inny skończył jakąś uczelnię? Serio? Niestety tego było mnóstwo.

Jedną z ciekawszych rzeczy było przedstawienie dzieci morderczyni, a właściwie, jak jej czyny (nie tylko sama zbrodnia, ale i te na długo przed) na nie wpłynęły. Byłoby to jeszcze ciekawsze, gdyby nie ten wszechobecny chaos. Ogółem mam wrażenie, że autor nie wiedział, jak to ugryźć i starał się napisać jak najdłuższą powieść, by można było wydać to w formie książki. Ale dla mnie, za przeproszeniem, pie**olił ciągle jedno i to samo. Z materiałów, które zebrał, można było stworzyć bardzo dobry, długi artykuł do gazety (np. coś podobnego do artykułu z New Yorkera  o Krystianie Bali).

Nie polecam tej książki, wręcz przeciwnie. Jeśli chcecie poznać tę historię: wpiszcie w Google jedno z nazwisk: Lisa Montgomery albo Bobbie Jo Stinnett. Wystarczy przeczytać artykuły na Wikipedii, ewentualnie jakiś artykuł… Z książki dowiecie się niewiele więcej na temat samej zbrodni, a przebrnięcie przez nią nie jest łatwe. 4/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.