Ciche miejsce

Spis treści:
Film: Ciche miejsce (2018)
Serial: The End of the F***ing World (2017)
Książki: 
Jojo Moyes "We wspólnym rytmie"
James Patterson "Maximum Ride. Eksperyment "Anioł""
Robert Whitlow "Wybór"

Dziś wybieram się w końcu na najnowszych Avengersów, ale zanim obejrzę film i go zrecenzuję, zapraszam na opinie o filmie i serialu, które ostatnio obejrzałam oraz książkach, które ostatnio przeczytałam :)

Ciche miejsce (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Rzadko się zdarza, żeby wśród propozycji w kinie zainteresował mnie… horror. Prawdopodobnie bym się na niego wybrała, ale zmotywowało mnie to, że miałam towarzystwo :)

Pomysł na fabułę jest jednym z ciekawszych, jakie widziałam w tym gatunku (przyznaję się, widziałam stosunkowo niewiele horrorów ;)). Poznajemy świat po apokalipsie, gdy jakieś potwory zaczęły atakować ludzi — najlepsze jest to, że nie widzimy początku ataków, tylko akcja zaczyna się 3 miesiące po nim. Z gazet dowiadujemy się, że ataki były prawdopodobnie na całym świecie, a ludzie odkryli, że potwory są ślepe i atakują źródło dźwięku, więc żeby przetrwać trzeba być… cicho.

Chyba nigdy nie widziałam filmu, w którym padło tak mało słów. Właściwie tylko w dwóch scenach, trzech bohaterów powiedziało coś głośniej. Ogółem to był… cichy film. Naprawdę. Przez sporą część czasu słychać było tylko dźwięki natury albo ciche dźwięki wydawane przez bohaterów, gdy chodzili boso po piasku, coś brali. Do tego stopnia, że wystarczyło coś powiedzieć szeptem i chyba wszyscy w sali by to słyszeli (na szczęście ludzie nie wiele komentowali, nie było też takich, którzy jedli popcorn czy coś innego ;)) I trzeba przyznać, że ta cisza… działała na psychikę. Szczególnie że już w pierwszych momentach filmu było pokazane, czym może się skończyć głośniejszy dźwięk.

Ogólnie sama fabuła przypadła mi do gustu, chociaż nie było wielu elementów zaskoczenia i było kilka scen, które były tylko po to, żeby przestraszyć widza (właściwie udało się, bo raz aż podskoczyłam ze strachu — i tym przestraszyłam moją przyjaciółkę ;)) Również polubiłam bohaterów (chociaż dziewczynka mogłaby wpaść wcześniej na swoje odkrycie), podejrzewam, że duża w tym zasługa aktorów. Niestety potwory same w sobie były rozczarowujące. Przypominały Obcego — nie chodzi o to, że one nie widziały, tylko reagowały na dźwięk i możliwe, że wyczuwały też krew, chociaż to też już było — przede wszystkim chodzi o wygląd potworów. Naprawdę nie można wymyślić czegoś ciekawszego? Czy to musi wyglądać jak skrzyżowanie Obcego z potworami z filmu Osobliwy dom Pani Peregrine? (te długie ręce). I oczywiście musi szybko zapierniczać jak jakiś jaguar. Trochę brakło tu inwencji twórczej, żeby wykreować oryginalne potwory.

Ogólnie film jest spoko. Jeśli jesteś fanem horrorów, możesz być rozczarowany (ja się bałam, ale moi towarzysze narzekali, że właściwie nie było czego), chociaż mnie przypadł do gustu. W sumie to takie bajeczki, ale ciekawsze od tego, co znam. I muszę przyznać się, że w pewnym momencie nerwy mi siadały i gdybym oglądała go w domu — pewnie bym wyłączyła, stwierdzając, że to nie na moje nerwy — jednak cieszę się, że poznałam tę historię do końca. Szczególnie spodobała mi się ostatnia scena ;) 7/10

Tylko zastanawia mnie jedno… Po cholerę robić drugą część? I o czym?

The End of the F***ing World (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Mój chłopak namówił mnie na obejrzenie serialu, który właściwie ma 8 odcinków, każdy po ok. 25 minut, więc można potraktować go jako trochę dłuższy film. Opowiada on historię dwójki dziwnych nastolatków — Jamesa, który myśli, że jest psychopatą i marzy o tym, by zamordować kogoś oraz Alyssy, która buntuje się przeciw swojej rodzinie i wpada na pomysł ucieczki. Serial przedstawia początki ich znajomości oraz ucieczkę z domu, podczas której nie wszystko idzie po ich myśli.

Prawdę mówiąc, nie wiem, co o tym serialu myśleć. Jest… dziwny. Naprawdę. Z jednej strony zastanawiałam się: co ja oglądam?, z drugiej ta dziwna historia i specyficzne poczucie humoru (a jest tu dość sporo czarnego, brytyjskiego humoru, który na ogół lubię) przypadły mi do gustu. Bohaterowie są dziwni, specyficzni i na pewno zostaną w mojej pamięci na jakiś czas. Z jednej strony mogliby irytować, ale twórcom udało się ich wykreować w taki sposób, żeby widz nie nabrał w stosunku do nich antypatii (aczkolwiek mojej sympatii też jakoś specjalnie nie zdobyli).

Czy polecam? Nie wiem. To nie jest serial dla każdego. Jest to na pewno coś innego, oryginalnego, na co rzadko można trafić. Sami musicie zdecydować, czy lubicie oglądać dziwne rzeczy z czarnym humorem, a jeśli tak, to może Wam się spodobać. 7/10

Jojo Moyes „We wspólnym rytmie”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Jojo Moyes poznałam dzięki filmowi Zanim się pojawiłeś. Rok później przeczytałam tę książkę i zakochałam się zarówno w niej, jak i kontynuacji. W międzyczasie przeczytałam też dwie inne jej powieści, z czego jedna bardzo mi się spodobała, a druga strasznie rozczarowała. Mimo to uznałam, że pewnie była wypadkiem przy pracy i z chęcią sięgnęłam po jej kolejną powieść.

Niestety We wspólnym rytmie jest drugą powieścią Jojo, która mnie rozczarowała. Niby historia jest ok, ale sposób jej opisania jest po prostu… nudny. Na samym początku bardzo nudziły mnie opisy dotyczące nauki jazdy konnej czy właściwie cyrku, którego uczą koni (dobra, to nie jest cyrk, ale nie wiem, jak inaczej to opisać). Główni bohaterzy niestety nie wzbudzili za bardzo mojej sympatii — ani Sarah z jej pasją do koni, która nagle znajduje się w trudnej sytuacji, ani Natasha, która decyduje się pomóc dziewczynce, ani Mac, który pomaga Natashy. Na korzyść powieści nie pomaga również fakt, że już w połowie domyśliłam się, jak ona się zakończy — i tym razem się nie pomyliłam.

Przeczytać, przeczytałam, ale muszę przyznać, że bez wielkiej przyjemności. Na początku, przez opisy tego konnego cyrku trudno było mi wczuć się w losy bohaterów. W drugiej połowie książki już uważniej śledziłam losy bohaterów, nawet mnie wciągnęło, chociaż nie było tam nic specjalnie zaskakującego.

We wspólnym rytmie bardzo mnie rozczarowało. Niezależnie od tego, czy lubicie powieści Jojo, czy może jeszcze jej nie znacie, odradzam. Nie wiem od czego to zależy, ale niektóre powieści Jojo ma świetne, inne ma przeciętne. Niestety ta należy do tej drugiej kategorii, jednak nie przestanę jej czytać z nadzieją, że trafię jeszcze na takie perełki, jak cykl o Lou Clark czy Razem będzie lepiej. 5/10

To straszne odkryć, że już nie chcesz życia, które się przed tobą rozciąga.

James Patterson „Maximum Ride. Eksperyment „Anioł””

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Gdy jakiś czas temu byłam na wymianie książkowej i trafiłam na tę młodzieżówkę sci-fi, ale kojarzyłam okładkę i tytuł, coś mi świtało, że słyszałam jakieś pozytywne opinie na temat tej serii. Ponieważ nadal lubię czytać książki młodzieżowe, zabrałam ją ze sobą i w końcu nadszedł czas na zapoznanie się z treścią.

Nie wiem, czy ja się starzeję i jednak wyrastam z młodzieżówek, czy to książka jest kiepska i niezasłużenie otrzymuje pozytywne opinie. Ok, to kwestia gustu, ale ja się strasznie zmęczyłam podczas lektury. Największym minusem jest brak opisów, przez co wszystko dzieje się szybko, aż za szybko. Trudno też wczuć się w wydarzenia, bo mam wrażenie, że autor przeskakuje z jednego do drugiego. Drugim minusem są dialogi, większość z nich nie wnosi nic do powieści, są po prostu nudne. Niewiele nam mówią o bohaterach, ich charakterach, a że opisów jest mało, na dobrą sprawę czytelnik nie poznaje ich tak dobrze, jakby chciał. Również przez to, że poznałam ich tak słabo, w wielu przypadkach nie potrafiłam ich zrozumieć, przez co mnie irytowali (przede wszystkim główna bohaterka).

O samym pomyśle na powieść nie za wiele mogę powiedzieć. Pomysł z potencjałem, ale moim zdaniem autor trochę przesadził, nie przemyślał wszystkiego, niektóre pomysły wydają mi się absurdalne, co dodatkowo psuje i tak wątpliwą przyjemność czytania. Przede wszystkim końcówka wydawała mi się absurdalna, mam wrażenie, że zostało to tam wciśnięte, żeby czymś zaskoczyć czytelnika, coś więcej się działo — tak naprawdę to tanie chwyty, które już nie raz się pojawiły w tego typu powieściach. Niby końcówka miała zachęcić czytelnika do sięgnięcia po kontynuację, ale w moim przypadku się nie udało. Zamierzam się trzymać z daleka od tej serii.

Ja wiem, że powieści młodzieżowe z reguły nie muszą być arcydziełami literatury, ale bez przesady, nie róbmy z młodzieży idiotów, którym wciśniemy każdy kit. Ta książka jest po prostu źle napisana. Właściwie ona nadaje się tylko do jednego: analizy, jak nie pisać powieści. 4/10

Robert Whitlow „Wybór”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Jakiś czas temu kupiłam tę książkę podczas zakupów w mojej ulubionej internetowej księgarni czytam.pl. Była w bardzo korzystnej cenie, a opis mnie zaintrygował, dlatego skusiłam się na jej zakup. W końcu nadszedł czas na lekturę…

Powieść opowiada o losach Sandy. Poznajemy ją jako 17-latkę, która 1974 roku zaszła w ciążę. Miała wybór: usunąć ciążę, donosić ją i oddać dziecko do adopcji albo je wychować. Tę część czytało się nieźle, gdy poznawaliśmy główną bohaterkę i jej rozterki dotyczące ciąży. Poza tym ta część wydaje się też względnie realistyczna: Chociaż ojciec dziecka podkulił ogon, zostawił ją i uważał, że to jej problem, to Sandy miała pełne wsparcie rodziny. Miła odmiana, bo zazwyczaj w książkach opisuje się sytuację, że tak młoda dziewczyna musi radzić sobie sama, a tu Sandy mogła liczyć na bliskich, niezależnie od decyzji, jaką podjęła. Każdy radził jej, co może zrobić, jakie ma opcje, ale to właśnie Sandy miała wybór i tylko ona mogła zdecydować, co robić, a po następnie nadal otrzymywała pomoc i wsparcie, nie tylko bliskich jej osób.

Druga część opowiada już o dorosłej Sandy, akcja dzieje się 33 lata po wydarzeniach z pierwszej części. Tu autora poniosła wyobraźnia. Właściwie można było od razu domyślić się, jak to może się zakończyć, przez co czytało się trochę gorzej, nie wiele było elementów zaskoczenia. Do tego opisane wydarzenia nie były już tak realistyczne, jak w pierwszej części. Wszystko wydaje się takie przesłodzone… a do tego autor wplótł tu religię, co również średnio mi podeszło. Sam wątek Sandy i Marii, że kobieta stara się pomóc nastolatce w ciąży, był jak najbardziej ok. Przypadkowe poznanie Jeremy’ego również, ale cała reszta… lekka przesada.

W powieści dużo się dzieje, przez co ma ona 500 stron, ale… to było za mało. Przede wszystkim brakowało mi bardziej rozbudowanych opisów. Niestety widać też, że autorem książki jest mężczyzna — nie zrozumcie mnie źle, znam autorów, którzy świetnie opisują uczucia, ale tutaj wyraźnie autor nie potrafił się wczuć w główną bohaterkę. Na tyle, że na dobrą sprawę nawet nie próbował opisać jej uczuć, jej stanu emocjonalnego, czego brakowało przy tak trudnym temacie. Nie miałam problemów ze zrozumieniem Sandy, ale przez brak opisów książkę się czyta, jakby ktoś przedstawiał suche fakty: Ona zrobiła to. Ona powiedziała to. Dialogi z resztą też są częściowo wadą książki, niektóre z nich są infantylne oraz nic nie wnoszą do powieści. Są, żeby były, żeby działo się coś więcej, niż tylko opis tego, co robią poszczególni bohaterowie.

Książka ma ogromny potencjał. Porusza trudny temat i chociaż doskonale znamy stanowisko autora w tej sprawie, nie czuję, że on narzuca swój sposób myślenia. Raczej stara się podejść do tematu z otwartym umysłem. W każdym razie nie piętnuje osób o innym zdaniu. Niestety potencjał, poprzez sposób napisania książki, jest niewykorzystany. Początek zapowiadał się dobrze i  na dobrą sprawę nie żałuję poświęconego czasu, ale niestety sama powieść bardzo mnie rozczarowała. 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.