Deadly Manners

Spis treści:
Książki:
James Bowen "Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek 
znaleźli szczęście na ulicy"
Krystyna Siesicka "Zapałka na zakręcie"
Jens Lapidus "Sztokholm delete"
Deadly Manners (2017)

Dziś przedstawiam Wam kilka opinii o książkach, które ostatnio przeczytałam (i jedno słuchowisko, które przesłuchałam ;)). Miłej lektury! :)

James Bowen „Kot Bob i ja. Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Rok temu w polskich kinach pojawił się film na podstawie tej książki. Byłam, widziałam, film mi się podobał, ale prawdę mówiąc nie byłam zainteresowana książką. Jednak gdy zobaczyłam ją u Karoliny, skusiłam się na lekturę. Wielkie dzięki za pożyczenie! :)

Aż trudno uwierzyć, że to prawdziwa historia. James opowiada o swoim życiu — jak w Australii często się przeprowadzał ze swoją mamą, co znacznie mu utrudniło znalezienie przyjaciół. Jakim był trudnym nastolatkiem, przyjechał do Anglii i tam już został. Przede wszystkim wiele mówi o tym, jak uzależnił się od narkotyków i jak trudne było leczenie. Właściwie wszystkiego dowiadujemy się w retrospekcjach, James właściwie swoją opowieść zaczyna od znalezienia Boba na wycieraczce u sąsiada. I kot go wybrał: Zaczął za nim chodzić, aż w końcu James go przygarnął. A potem Bob zaczął mu towarzyszyć w drodze do pracy: James w tamtym czasie najpierw był ulicznym grajkiem, a następnie sprzedawał magazyn i Bob mu w tym pomagał.

Tytuł książki brzmi Kot Bob i ja i w zupełności oddaje treść: James skupia się przede wszystkim na Bobie, roli, jaką kot odgrywa w jego życiu. Pozostałe aspekty jego życia są gdzieś w tle, na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się to, jak Bob jest ważny dla Jamesa.

Poza tym, że książkę się czyta szybko i lekko jak na tematykę, którą porusza (życie Jamesa nie jest usłane różami i musi wręcz walczyć o przetrwanie), przede wszystkim wzrusza i myślę, że może uczyć empatii, szczególnie w kontekście do osób, które występują na ulicy czy sprzedają gazety, roznoszą ulotki. Być może niektórzy z nich walczą o przetrwanie i może, jak James, nie mają możliwości otrzymania innej pracy, bo nikt nie będzie chciał im dać szansy? Poza tym książka daje taką nadzieję, że nawet jeśli jesteśmy na dnie, nasze życie może się odmienić 8/10

Przeczytałem gdzieś takie słynne zdanie: każdego dnia dostajemy drugą szansę. Wystarczy tylko po nią sięgnąć — ale zwykle tego nie robimy.

Krystyna Siesicka „Zapałka na zakręcie”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Jako nastolatka nałogowo czytałam książki i często, gdy przeglądałam pozycje w bibliotece, zastanawiając się, co tym razem wziąć do domu, trafiałam na tę pozycję. Prawdę mówiąc, nie pamiętam, czy podejmowałam próbę zapoznania się z historią Mady i Marcina, jednakże tytuł utkwił mi w pamięci. Pewnego dnia, podczas wymiany książkowej stwierdziłam, że zabiorę jeden egzemplarz i w końcu poznam opowieść uwielbianą przez wielu czytelników.

Z początku trudno było mi się wczuć w losy Mady, ale jak już bliżej poznałam bohaterkę, czytało mi się coraz lepiej. Zdecydowanie świetnym pomysłem było to, że historię poznajemy nie tylko z punktu widzenia Mady, ale również i Marcina, dzięki czemu jesteśmy zrozumieć motywy obu postaci. Chociaż każde z nich robiło różne głupstwa, nie irytowali mnie — w końcu są nastolatkami, a każdy człowiek popełnia różne błędy niezależnie od wieku, przede wszystkim w relacjach damsko-męskich. Natomiast tu świetnie widać, jak pewne zachowanie pozorów, brak szczerości na pewnych obszarach, sprawiają, że coś może się rozpaść i w ten sposób człowiek rani nie tylko drugą osobę, ale przede wszystkim siebie.

Myślę, że to mądra powieść dla młodzieży, po którą warto sięgnąć. Szkoda tylko zakończenia, mogło to być poprowadzone trochę dalej. I tak, wiem, że są kontynuacje, ale przeczytałam kilka opinii (m.in. to, co się dzieje w drugiej części) i nie mam na nie ochoty. Za bardzo przywiązałam się do Mady i Marcina, za bardzo im kibicowałam, żeby czytać kontynuację i rozczarować się tak, jak rozczarowała się spora część czytelników. Ale mimo pewnego niedosytu, polecam Zapałkę na zakręcie, a ponieważ jest krótka, spokojnie przeczytacie w 1-2 wieczory. 7/10

Ile wielkich spraw w życiu człowieka zależy od maleńkich, niedostrzegalnych nieomal decyzji.

Jens Lapidus „Sztokholm delete”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Na początku kwietnia przedstawiałam Wam pierwszą część serii o Teddym i Emelie, czyli VIP-room. Chociaż powieść mnie nie zachwyciła, zaciekawiła na tyle, żeby sięgnąć po kontynuację. Stwierdziłam, że zrobię to od razu, dopóki pamiętam, co się działo w pierwszej części i jak zaczął się ten niewyjaśniony wątek, o którym również wspomniałam…

Muszę powiedzieć, że Sztokholm delete bije na głowę VIP-room. Pewnie duża w tym zasługa tego, że większość wątków zostało wprowadzonych w pierwszej części i tu były po prostu kontynuowane. Oczywiście autor wprowadził wiele nowości, ale stopniowo, nie miałam uczucia tego chaosu, jak w przypadku początku poprzedniej książki. Tak naprawdę od razu wciągnęłam się w powieść i kolejne przygody Teddy’ego oraz Emily. Cieszę się, że ten jeden wątek, najbardziej intrygujący, został tu wyjaśniony, ale muszę przyznać, że nie raz opadła mi szczęka z zaskoczenia, jak autor to poprowadził oraz przede wszystkim, jak wprowadzał w błąd nie tylko bohaterów, ale i czytelnika. Po pierwszej części miałam całkiem inny obraz Matsa, tu okazuje się, że to, co o nim wiedziałam to nie była prawda i tak właściwie nic nie wiedziałam.

Wątek Matsa to jedna z największych zalet tej serii. Co ciekawe, to jeszcze nie koniec. Chociaż wszystko wiemy, co było z nim związane, to możemy się spodziewać, że jego wątek dalej będzie poprowadzony — i mam taką nadzieję. Na szczęście kontynuacja pojawiła się w zeszłym roku w Szwecji, a Wydawnictwo Marginesy zapewniło mnie, że w Polsce ukaże się ona na wiosnę przyszłego roku.

Innymi zaletami, poza ciekawą i zaskakującą fabułą, jest poprowadzenie bohaterów. Dzięki zmianom, jakie w nich zachodzą, nie są papierowymi postaciami. Teddy pokazuje, na co go stać i poniekąd wraca do korzeni. Chociaż też nie do końca. To bardzo złożona postać i lubię tego chłopaka. Emily trochę denerwowała mnie w pierwszej części, ale tutaj jej postać rozwinęła się w pozytywnym sensie. Najpierw jeszcze miotała się, ale na samym końcu pokazała, że ma jaja i nie jest głupia. I to mi się podoba. Aż nie mogę się doczekać, jak będzie się zachowywać w kontynuacji.

Co mogę jeszcze powiedzieć? Pierwsza część serii mnie nie zachwyciła, ale była ok i na całe szczęście zachęciła mnie do przeczytania kontynuacji. Druga część to naprawdę bardzo udana powieść. I dopiero tutaj odważyłabym się porównać serię Jensa do serii Millennium. Przede wszystkim ze względu na ciągłość historii: Oczywiście część wątków pojawia się w jednej części i zostają w niej zamknięte, jednakże są wątki, które były istotne w obu częściach i wszystko wskazuje na to, że będą ważne i w następnej. Coś takiego naprawdę lubię. 9/10

Niektórych rzeczy nie da się zapomnieć, chociaż by się chciało.

Deadly Manners (2017)

Oficjalna strona słuchowiska

Deadly Manners jest słuchowiskiem — taki audiobook, ale zrealizowany przy pomocy sporej grupy aktorów, dzięki czemu każda postać ma swój własny głos. Trafiłam na nie dzięki jednej aktorce — Kristen Bell, która podłożyła głos głównej bohaterce Veronice.

Deadly Manners składa się z 10, ok. 30-minutowych rozdziałów, które można pobrać za darmo z oficjalnej strony (jeśli wolisz czytać, można pobrać skrypt, ale osobiście zalecam przesłuchanie). Jest to kryminał, w ostatnim przemienia się nawet w thriller. Akcja dzieje się w domu Veronici, która urządziła imprezę dla przyjaciół (swoich i jej męża). Już w pierwszym rozdziale ginie pierwsza osoba, a nikt nie może się wydostać z domu ze względu na śnieżycę. Wszyscy wiedzą, że ktoś wśród nich jest mordercą, ale muszą czekać do rana, żeby się wydostać z domu. Tylko że cały czas giną ludzie…

Nie wiem, na ile poprawiłam się z angielskiego w ostatnim czasie, ale jak dla mnie, słuchowisko nie jest bardzo trudne pod względem poziomu języka. Słucha się przyjemnie i wciąga już od pierwszego rozdziału. Zazwyczaj słuchałam tylko po dwa  na raz, ale ostatnie mnie tak wciągnęły, że przesłuchałam cztery pod rząd ;) Nie wiem, czy można się wcześniej domyślić, kto stoi za tym wszystkim, bo nawet nie próbowałam zgadywać (mimo różnych głosów, na początku mylili mi się trochę bohaterowie, przede wszystkim jak ktoś o kimś rozmawiał), ale muszę przyznać, że było sporo zaskakujących elementów, przede wszystkim pod koniec. Kilku bohaterów było bardzo wyrazistych, ciekawie skonstruowanych i zapadających w pamięć. Jedną z ciekawszych i muszę przyznać, że polubiłam ją najbardziej, jest Olivia — najmłodsza uczestniczka przyjęcia.

Cóż mogę więcej powiedzieć. Jeśli lubicie audiobooki, podcasty, słuchowiska itp. oraz kryminały, znacie angielski na poziomie min. średnio zaawansowanym, to polecam poświęcenie pięciu godzin na przesłuchanie Deadly Manners. Mnie się podobało i chętnie posłuchałabym jeszcze czegoś podobnego ;) 8/10

Jedna myśl w temacie “Deadly Manners

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.