Czarna Pantera

Spis treści:
Filmy:
Czarna Pantera (2018)
Kobiety mafii (2018)
Książki: 
Cecelia Ahern "Kraina zwana Tutaj"
Jeffery Deaver "Październikowa lista"

Oj, znów dawno nic nie publikowałam :(
Ostatnie dwa miesiące były straszne, tzn. miałam zły czas, ale chyba zaczynam powoli, małymi krokami powracać do siebie. Mam nadzieję, że teraz urlop i mały wypad na kilka dni pozwolą mi trochę wypocząć i się zmotywować ;)

Dziś prezentuje Wam opinie o dwóch filmach, które w ubiegłym miesiącu pojawiły się w kinach (w niektórych nadal są grane) oraz dwie książki. Miłej lektury ;)

Czarna Pantera (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Czarna Pantera była jednym z najbardziej wyczekiwanych przede mnie filmów w tym roku. Kilka dni po premierze wybrałam się na seans, byłam ciekawa historii bohatera, który pojawił się już w Kapitanie Ameryce: Wojna bohaterów i w kwietniu pojawi się w najnowszym filmie o Avengersach. Przedstawiona historia dzieje się pomiędzy tymi filmami, właściwie dowiadujemy się, co się dzieje w Wakandzie po śmierci ojca głównego bohatera.

Myślę, że na ten film mogą się wybrać również osoby, które nie miały nigdy kontaktu z Avengersami, w tym sensie, że nie trzeba znać historii uniwersum, żeby zrozumieć, czym jest Wakanda i tajemnicze vibranium. Właściwie ten film wyjaśnia nam więcej na temat metalu, z którego jest zrobiona tarcza Kapitana Ameryki i który odegrał dużą rolę w wydarzeniach w Sokovii (w jednym z filmów o Avengersach). Prawdę mówiąc, Czarna Pantera pozwoliła mi zrozumieć, co naprawdę się wtedy wydarzyło, bo oglądając Czas Ultrona nie bardzo zajarzyłam, o co chodziło… Więc tak, to jest zdecydowanie największą zaletą filmu i każdemu fanowi uniwersum Marvela mogę go polecić.

Niestety nie oznacza to, że Czarna Pantera zalicza się do najlepszych filmów Marvela. W moim rankingu plasuje się gdzieś w połowie. Są elementy, które mi się spodobały: Historia Wakandy, zaskakujący konflikt, przede wszystkim na plus jest wykreowanie wroga Czarnej Pantery. Marvelowi udało się to samo, co w Spidermanie: Homecoming: Poznajemy historię tego złego bohatera i rozumiemy jego motywy. Jasne, tu gościu chce władzy, ale nie chce władzy tylko po to, by móc rządzić, tylko ma w tym jakiś cel. Tak samo jak ma powody, by żądać tronu. Co więcej, ta postać skrywa za sobą tak dobrą historię, że można było ją jeszcze bardziej rozbudować.

W każdym razie co mi się nie podobało? Pomijam przewidywalność – ba, nie wymagam od filmu o superbohaterach, żeby mnie zaskoczył nieprzewidywalnością, więc nie uznaję tego za wadę. Jak na mój gust za dużo było walk, te walki też były takie w dużej mierze przewidywalne. Niby były zrobione efektownie, ale się dłużyły. Chociaż podobała mi się scena, w jaki sposób pewna bohaterka zakończyła bitwę ;) Nie mogło też zabraknąć poprawności politycznej – akcja większości filmu dzieje się w samym środku Afryki, więc nic dziwnego, że zdecydowana większość zatrudnionych aktorów jest czarnoskóra (wyśmieję każdego, kto będzie twierdzić, że czarnoskórych jest tam za dużo). Tylko w scenach w Korei Południowej mamy oczywiście Koreańczyków, pojawia się kilka Amerykanów (w filmie oni są Amerykanami, ale aktorzy mają różne pochodzenie. Chodzi przede wszystkim o to, że są biali) i… mamy agenta Rossa (zagranego przez białego Martina Freemana), który zostaje zabrany do Wakandy i dzięki temu jest jedną z głównych postaci, który odgrywa ważną rolę przez praktycznie cały film. Znaczy się, w teorii jest to ważna rola, jak dla mnie to postać Rossa została wpisana w scenariusz, żeby jednak jedną z najważniejszych postaci był ktoś zagrany przez białego aktora. Żeby teraz biali się nie rzucali o rasizm. Chociaż z drugiej strony nie przeszkadza mi to jakoś tak bardzo, ale przede wszystkim dlatego, że lubię Martina ;)

Ogółem mam mieszane uczucia co do Czarnej Pantery. Na pewno coś wniosła do Marvelowskiego uniwersum i warto go znać, przede wszystkim, jeśli czeka się, a ja czekam z niecierpliwością, na Avengers: Infinity War. Jestem pewna, że będzie tam trochę nawiązań, przede wszystkim po decyzji podjętej przed Króla Wakandy (którą ogłasza w dodatkowej scenie po napisach). Do tego film uzupełnił mi wiedzę, jeśli chodzi o wcześniejsze filmy. Jestem pewna, że zrozumiem bądź wyłapię trochę więcej przy ponownym oglądaniu filmów z uniwersum.

Chociaż powyżej napisałam, że ktoś, kto nie zna uniwersum, może się wybrać na ten film (i to jest prawdą, chociaż właściwie musiałabym zapytać mojego chłopaka, czy tak właściwie jest ;)), to nie jestem pewna, czy poleciłabym go na pierwszy ogień. Może się dłużyć i chyba jednak lepiej zacząć od Iron Mana, Kapitana Ameryki czy chociażby Doktora Strange’a (który co prawda aż tak bardzo nie nawiązywał do uniwersum, ale moim zdaniem to najlepszy film Marvela, a i Strange dołączy do Avengersów w najnowszym filmie). W każdym razie dziś oceniam Czarną Panterę na 7/10.

Kobiety mafii (2018)

Zobacz na Filmweb.pl

Chociaż ostatnio irytuje mnie to, że w filmach Vegi grają ciągle ci sami aktorzy, to i tak lubię jego ostatnie filmy (może z wyjątkiem Pitbull. Niebezpieczne kobiety), więc wiedziałam, że z chęcią wybiorę się do kina na jego najnowszy film: Kobiety mafii.

Jak sam tytuł wskazuje, głównymi bohaterkami są kobiety, a mężczyźni im towarzyszą. Wszystkie są w jakiś sposób związane z mafią: Izabela, która jako jedyna jest policjantką, pracuje pod przykrywką i przenika do mafii dzięki związkowi z Cieniem. Pierwsza część filmu opiera się na niej i historii, jak w ogóle dostała propozycję tej pracy. Potem historia bardziej skupia się na żonie Cienia – typowej, głupiej blondynce oraz przede wszystkim na Darii – która początkowo była tylko nianią ich syna, ale gdy sytuacja ją zmusiła, pokazała swoją inną stronę. Moim zdaniem ta postać jest zdecydowanie najlepszą i najciekawszą w całym filmie, a i Agnieszka Dygant wypadła tu świetnie. Właściwie ona skradła cały film i z chęcią zobaczyłabym jej dalsze perypetie (ale nie w takim stylu jak dalsze losy Majamiego w Pitbullu, bo jego postać do Niebezpiecznych kobiet prawie nic nie wnosiła).

Oczywiście film ma wszystkie elementy, które pojawiają się w każdym filmie Vegi: Przekleństwa, zabawne sceny (czasami niestety pseudozabawne, ale w Kobietach mafii nie było źle), nagość, krew, sporo brutalnych scen… Albo ktoś to lubi, albo nie. Mnie film przypadł do gustu, przede wszystkim plus za dość dobrze opowiedzianą historię, wątki naprawdę łączą się ze sobą, nie miałam poczucia, że czegoś jest tu za dużo.

Podobno Kobiety mafii mają powrócić. Nie wiem, czy to dobrze czy nie, bo kontynuacje wypadają różnie, ale wiem, że to, co teraz obejrzałam przypadło mi do gustu i być może kiedyś do tego wrócę. 7/10

Cecelia Ahern „Kraina zwana Tutaj”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Kraina zwana Tutaj to moje czwarte spotkanie z Cecelią Ahern. i chociaż chyba każda jej książka pozostawia lekki niedosyt i nie podoba mi się w 100%, to jednak one coś w sobie mają, bo lubię sięgać po kolejne powieści autorki.

Tym razem poznałam historię Sandy Shortt, która ma obsesję na puncie znajdowania rzeczy i ludzi – wszystko zaczęło się w dzieciństwie, gdy zniknęła jej koleżanka z sąsiedztwa (której tak naprawdę nie lubiła). To jedna część powieści, druga to historia Jacka Ruttle’a, którego brat zaginął ponad rok wcześniej i mężczyzna nadal nie może się z tym pogodzić. Losy bohaterów splatają się, gdy Jack prosi Sandy (która prowadzi agencję poszukującą osób zaginionych) o pomoc. Jednak przed ich spotkaniem Sandy sama zaginęła, a Jack próbuje ją odnaleźć…

Chyba w każdej książce Ahern jest wątek fantastyczny (może to właśnie dlatego lubię te książki?). Tym razem poznajemy krainę Tutaj, do której trafiają zagubione przedmioty oraz ludzie. Poznajemy ją oczami Sandy, która sama trafia do tej krainy, co jest ciekawe z punktu widzenia osoby, która swoje życie poświęciła na szukaniu m. in. ludzi, których… odnalazła właśnie w tej krainie. Muszę przyznać, że na początku nie mogłam polubić bohaterki, dopiero na samym końcu, gdy doszło do spotkania, o którym marzyła tak długo, zyskała moją sympatię. Ale ogółem to dość ciekawa postać i myślę, że zapamiętam ją na długo.

Natomiast Jacka polubiłam praktycznie od razu. Przez większą część książki jego historię uważałam za znacznie ciekawszą (chociaż ta jest bez wątków fantastycznych). Chociaż z jednej strony to było dziwne, że tak poszukiwał Sandy, chociaż praktycznie jej nie znał, to ciekawie się obserwowało zmianę i rozwój bohatera w trakcie kolejnych wydarzeń.

Nie pamiętam już jakie odczucia miałam przy lekturze innych książek, ale tu zdecydowanie najbardziej podobało mi się zakończenie powieści. Ostatnie ok. 50 stron to jej najlepsza część (i nie dlatego, że miałam świadomość, że zaraz skończę książkę ;P). Przez większą część miałam problem z wciągnięciem się w pełni w akcję, prawdopodobnie nie dałabym rady przeczytać jej jednym ciągiem (tu i tak nie mogłam sobie na coś takiego pozwolić, więc miałam wymuszone przerwy), to kilkanaście ostatnich rozdziałów mnie bardzo wciągnęły.

Nie jest to arcydzieło, ale jak lubicie ciekawe, niebanalne historie z odrobiną świata nadprzyrodzonego może Wam się spodoba. 7/10

„Nie można bez końca trzymać się różnych rzeczy, bez względu na to, jak bardzo człowiek jet do nich przywiązany.”

 Jeffery Deaver „Październikowa lista”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

„Październikowa lista” jest moim drugim spotkaniem z twórczością Jeffery’ego. Lata temu przeczytałam jego Dar języków i choć do dziś mam mieszane uczucia względem tej książki (ciekawa, oryginalna historia, ale sama książka strasznie przynudzała), do dziś pamiętam o czym ona była i potrafię przypomnieć sobie niektóre sceny. Swoją dziwną fabułą tak bardzo zapadła mi w pamięć. Mimo to mam jakieś awersje do autora i już nigdy nie sięgnęłam po jego książkę, aż do teraz.

Co się zmieniło w moim nastawieniu do autora? Książkę poleciła mi moja przyjaciółka Iza i od razu mi ją pożyczyła. Do tego zaciekawiło mnie to, że opowieść jest napisana… od tyłu. Byłam sceptycznie nastawiona do tego, ale zaczęłam czytać, tak jak autor przykazał: od ostatniego rozdziału. Od razu uprzedzam wszystkich, którzy chcą sięgnąć po ten thriller: Przez pół książki rośnie poczucie frustracji i niezrozumienia, dlaczego autor zdecydował się opowiedzieć to w taki sposób. Ba, po pierwszym przeczytanym rozdziale (czyli stricte zakończenia opowieści) byłam zbulwersowana, że wszystko skończyło się w tak dziwny sposób, który właściwie nie mówi, jak się to skończyło. W połowie miałam ochotę przerwać czytanie, ale Iza poradziła mi, żeby zacisnąć zęby i doczytać to do końca.

I wiecie co? Miała rację. Więc jeśli będziecie mieć podobne odczucia, nie porzucajcie książki, tylko czytajcie do samego końca… żeby dowiedzieć, jak to wszystko się zaczęło.

Kilka ostatnich rozdziałów (czyli właściwie pierwszych, które przedstawiają początek historii) są najlepszą częścią książki. Z każdą kolejną stronę szczęka opadała mi coraz niżej, a jak już skończyłam, nie mogłam uwierzyć, że autor tak bardzo mnie wrobił. W ogóle nie podejrzewałam tego, kim naprawdę są bohaterowie, co było prawdziwe, a co nie. I właśnie to w tej książce jest najlepsze: ten element (a właściwie cała seria elementów) zaskoczenia. Jestem pewna, że dzięki temu, również i Październikowa lista na długo zapadnie mi w pamięć.

Jako że opowieść czytana od tyłu wymagała sporo skupienia, żeby się nie pogubić, po pierwszym przeczytaniu (oraz krótkiej przerwie) postanowiłam wrócić do tej książki i przeczytać ją jeszcze raz, ale… od rozdziału pierwszego (co musiało zabawnie wyglądać, że najpierw czytałam koniec książki i stopniowo wracałam do pierwszych stron ;)). W tę stronę książkę czytało się również bardzo dobrze, myślę, że mogłam zwrócić uwagę na więcej elementów tej skomplikowanej akcji i również trzymało w napięciu. Teoretycznie można i tak przeczytać książkę, ale nie polecam tego robić za pierwszym razem – brakuje już elementów zaskoczenia, dla których autor zdecydował się napisać tę książkę właśnie w taki sposób i które są zdecydowanie jej najmocniejszym punktem.

Jeśli lubicie thrillery, to myślę, że choć Październikowa lista nie jest najlepszym, jaki kiedykolwiek powstał, to ze względu na sposób opowiedzenia, można ją uznać jako pozycję obowiązkową. 8/10

 

Jedna myśl w temacie “Czarna Pantera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.