Król rozrywki

Spis treści:
Filmy:
Król rozrywki (2017)
Lifeguard (2013)
Alibi.com (2017)
Książka: David Lagercrantz "Mężczyzna, który gonił swój cień"
Inne: InoReader

Serdecznie Was witam w nowym roku i życzę Wam wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i wytrwałości w realizowaniu swoich postanowień, nie tylko noworocznych ;)

Jeśli chodzi o mnie, ten rok rozpoczął się fantastycznie. Spędziłam najlepszego sylwestra w moim życiu (wystarczyło towarzystwo fajnego faceta i wspólny maraton „Harry’ego Pottera”), od środy mogę pierwszy raz w życiu powiedzieć: mam chłopaka (prawdę mówiąc, nadal trudno mi w to uwierzyć ;)), a wczoraj sporo pozytywnych emocji dostarczyły skoki narciarskie: Kamil Stoch nie tylko wygrał Turniej Czterech Skoczni, ale jako drugi skoczek w historii wygrał wszystkie konkursy tego turnieju! Do tej pory dokonał tego tylko Sven Hannawald 16 lat temu…

Dobra, dosyć ględzenia ;) Czas na kolejną partię opinii ;)

Od 2016 roku prowadzę tabelkę, w której zapisuję filmy, które obejrzałam. W 2017 roku łącznie widziałam 100 filmów (co prawda kilka podwójnie, ale liczę je dwa razy), w tym 63 w kinie (właściwie tyle seansów, bo w kinie też zdarzyło mi się obejrzeć coś dwa razy ;)) Wynik trochę gorszy niż rok wcześniej, ale i tak myślę, że to dość sporo ;)

Król rozrywki (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Dziś zacznę od filmu, który był ostatnim widzianym przeze mnie filmem w kinie w 2017 roku. Co mnie najbardziej zainteresowało? Oczywiście historia przedstawiona w zwiastunie była interesująca, ale przyznam się (choć pewnie niektórzy i tak mogą się tego domyślać): Zac Efron. Taak, mam do niego słabość i dobrze jest zobaczyć go w czymś innym niż głupia amerykańska komedia…

Myślę, że ten film mogę spokojnie porównać do „La La Land”, z tego powodu, że… największą zaletą obu filmów jest muzyka. Właściwie to nie przypadek, ponieważ część twórców odpowiedzialna za napisanie muzyki do „La La Land” (która została nagrodzona dwoma Oscarami) pracowała nad muzyką do „Króla rozrywki”. Co prawda wśród twórców zabrakło tu Justina Hurwitza, ale mimo to słychać bardzo dobrą jakość. Jestem tak oczarowana muzyką, że bardzo często słucham soundtracku oraz Keshy, która nagrała własną wersję jednego utworu „This is me”. Polecam obie wersje: i filmową i Keshy. Myślę, że ta muzyka zostanie ze mną na dłużej, dokładnie tak jak soundtrack do „La La Land”, którego słucham do dzisiaj. I będę bardzo rozczarowana, jeśli ten film nie otrzyma nominacji do Oscara za muzykę.

Nie tylko muzyka jest interesująca. Fabuła sama w sobie wciąga. Jest oparta na biografii P. T. Barnuma – chociaż trudno powiedzieć, co było prawdą, a co fikcją. W każdym razie film opowiada o spełnianiu marzeń, jak i stawianiu czoła problemom. Pod koniec mamy również morał, o którym główny bohater mówi nawet wprost. Większość bohaterów została wykreowana bardzo ciekawie, wzbudzają na ogół pozytywne uczucia i kibicuje się, żeby im się udało. Ogółem mogę powiedzieć, że jest to mądry film, bo przecież opowiada również (a może przede wszystkim) o tolerancji i człowieczeństwie.

Spokojnie mogę Wam polecić i jeśli macie jeszcze okazję, idźcie do kina ;) 8/10

Lifeguard (2013)

Zobacz na Filmweb.pl

Od dawna chciałam zobaczyć ten film, a kiedy tylko zobaczyłam podczas mojego próbnego miesiąca na Netflixie, że on tam jest, od razu zabrałam się za oglądanie. Dlaczego tak bardzo mi zależało? Tylko i wyłącznie z powodu Kristen Bell, która zagrała główną rolę.

Główna bohaterka, Leigh, jest dziennikarką, która postanawia wrócić do domu rodzinnego i zatrudnia się jako ratowniczka na basenie. Swój czas spędza nie tylko ze starymi znajomymi, ale i z zapoznaną młodzieżą, a między nią, a jednym z nastolatków rodzi się uczucie, a może tylko fascynacja, w każdym razie mają zakazany romans. Sama fabuła nie jest jakaś odkrywcza i koncentruje się przede wszystkim na kryzysie egzystencjalnym i pogoni (a właściwie chęci zatrzymania) młodości.

Muszę powiedzieć, że film nie jest jakimś specjalnym dziełem i właściwie mam pewne opory, czy Wam go polecać. Nie każdemu się spodoba. Muszę przyznać, że choć mnie nie powaliło (szczególnie że początek trochę się wlekł), oglądało mi się go dość przyjemnie i czasu poświęconego na niego nie uważam za straconego. Jednak jestem też zaskoczona, że choć minęło ok. pół roku, jestem w stanie przypomnieć sobie fabułę i niektóre sceny, szczególnie jedną z samego końca filmu. Byłam pewna, że szybko zapomnę, że to oglądałam… W każdym razie, jeśli lubicie dramaty, może Wam się spodobać. 5/10

Alibi.com (2017)

Zobacz na Filmweb.pl

Już nie raz pisałam, że lubię francuskie komedie. Zwiastun ten zapowiadał się zabawnie, ale nie spodziewałam się, że film spodoba mi się tak bardzo! Naprawdę świetnie bawiłam się na seansie, chociaż wiele sytuacji i tekstów było trochę głupich, były bardzo zabawne. Jeśli lubicie komedie, naprawdę warto tę zobaczyć. Myślę, że to jedna z najlepszych komedii, jakie trafiły do kin w 2017 roku, a ja z chęcią kiedyś obejrzę ją ponownie. 8/10

Tabelkę z książkami, które przeczytałam, prowadzę już od kilku lat. Ten rok, ku mojej radości, był lepszy od poprzedniego: Przeczytałam w sumie 47 książek, ok. 16 tys. stron. O 4 książki i 900 stron więcej niż w roku 2015. Do tego Pocket już w grudniu podsumował mi moje „osiągnięcia” w aplikacji: Kolejny rok zaliczam się do grona 5% użytkowników, którzy przeczytali najwięcej. Wyliczyli mi  1,072,050 przeczytanych słów, co podobno daje ok. 23 książki. No cóż, tu jest trochę gorzej niż w 2016 (1,151,855 słów – ok. 25 książek), ale ogółem mogę uznać, że moje statystyki czytania utrzymują się na tym samym poziomie, co mnie cieszy ;)

David Lagercrantz „Mężczyzna, który gonił swój cień”

Zobacz na LubimyCzytać.pl

Już nie raz pisałam, że uwielbiam trylogię Millennium Stiega Larssona. Miałam pewne obawy, co do czwartej części, ale po jej przeczytaniu  musiałam przyznać, że to przyzwoite fanfiction. Dlatego, gdy tylko wyszła piąta część, bez wahania ją kupiłam, uznając, że i tym razem fanfiction Lagercrantza powinno przypaść mi do gustu.

Nie myliłam się, książkę fajnie się czytało, dość szybko wciągała. Niestety największą wadą twórczości Davida jest to, że nie potrafię zapamiętać o czym pisał. Chociaż po tę część sięgałam ok. pół roku po przeczytaniu czwartej, nie pamiętałam, co się w tamtej wydarzyło. Teraz od skończenia czytania „Mężczyzny, który gonił swój cień” minęły ok. 4 miesiące… szczerze mówiąc, nie pamiętałam, o czym ona była. Dopiero opis książki na LC mi to przypomniał. Może to ten wiek… W sensie, że jestem już stara i mam sklerozę ;)

Historia opowiadana w tej części była naprawdę ciekawa, przede wszystkim spodobał mi się wątek w więzieniu, w którym Lisbeth musiała spędzić jakiś czas. Z jednej strony cieszy mnie, że czytelnik może dowiedzieć się czegoś więcej o niej i jej dzieciństwie, z drugiej strony wiem, że na zawsze tajemnicą zostanie, jak naprawdę było, wg wizji Stiega :( Główny wątek również był bardzo interesujący, ale nie chcę pisać, czego dotyczył, żeby Wam nie zdradzić zakończenia. Niestety nie mogę wybaczyć autorowi jednego: że zabił bohatera, którego bardzo, bardzo, bardzo lubię i po prostu nie ogarniam, jak on mógł to zrobić. Dawno nie było mi tak smutno, gdy czytałam o śmierci bohatera książki, serio.

Książka jest na przyzwoitym poziomie, jeśli lubicie bohaterów i podobała Wam się czwarta część, spokojnie sięgnijcie po tą. Ja tymczasem czekam na kontynuację z nadzieją, że będzie na podobnym poziomie.

InoReader

Kiedyś korzystałam z czytnika Google, który uwielbiałam, ale jak być może wiecie, w pewnym momencie zniknął. Przez jakiś czas dawałam sobie radę bez czytników, ale w końcu zaczęło mnie to irytować, bo jednak to narzędzie znacznie ułatwia życie, że postanowiłam poszukać czegoś nowego. Wypróbowałam kilka czytników i na razie zostałam z InoReader.

Niestety nie jest to czytnik idealny: kilka stron (przede wszystkim blogi z Onetu, ale te i tak chyba wkrótce znikną z sieci) zaznacza jako kanały, na których występuje błąd, co może być irytujące. Najważniejsze, że wystarczy odświeżyć, a pobierze nowe posty. Inną wadą jest to, że jeśli ma się zaległości w czytaniu, stare artykuły same się usuwają i zostają tylko najnowsze. Jeśli korzysta się z niego regularnie, czytnik się sprawdza, jest prosty w obsłudze i dość czytelny, a śledzone strony można posegregować.

Niestety to nie jest najlepszy czytnik, jaki mógłby być, ale jak się nie ma, co się lubi to… sami wiecie. W każdym razie, jak wspomniałam na początku, wygrał z kilkoma innymi czytnikami, które testowałam, więc jeśli potrzebujecie czytnika, sprawdźcie ten. Dodatkowym plusem jest to, że można pobrać aplikację na telefon i czytać artykuły offline, ale tu pozostaję wierna Pocketowi.

Jeśli korzystacie z jakiegoś czytnika i jesteście z niego zadowoleni, podajcie mi jego nazwę. Chociaż InoReader jest w miarę ok, nadal mam nadzieję, że gdzieś jest coś lepszego, a tylko nie miałam szczęścia na to trafić ;)

InoReader.com

2 myśli w temacie “Król rozrywki

  1. Isabelle :) pisze:

    ‚Tabelkę z książkami, które przeczytałam, prowadzę już od kilku dni’ – eee, chyba lat? :D Od kilku dni to Ty chodzisz z głową w chmurach :P
    To jakby Ci liczyć Pocketowe bajery za normalnie książki (ja tam takich rzeczy nie wliczam), to statystykę mamy podobną, bo ja 69 książek w 2017 przeczytałam :)

    • Inna_odInnych pisze:

      Poprawione :) Dzięki za zwrócenie uwagi :D
      I fakt, chodzę z głową w chmurach, ale nie tylko od kilku dni ;P Mam wrażenie, że całe życie tak mam, ale ostatnio faktycznie bardziej niż zwykle :D
      Ja też do książek nie wliczam, ale czytam sporo artykułów, postów na blogu i fajnie, że coś mi to tak podlicza :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.