♫ Metal Hammer Festival 2017 – relacja

Do dziś pamiętam moment, w którym dowiedziałam się, że Marilyn Manson zagra w Polsce. Byłam pewna, że na jego koncert nie tylko trzeba będzie poczekać jeszcze trochę, ale że będę musiała pojechać na niego do Warszawy, Łodzi, ewentualnie Krakowa czy gdzieś indziej. Co się okazało? Koncert miał się odbyć u mnie, w Katowicach, a dokładniej w katowickim Spodku. Do dziś w to nie wierzę :)

Od tego festiwalu minęło już trochę (ehm, ehm, sporo) czasu, ale jak wiecie, od wakacji mam problem z zebraniem się do pisania postów na blogu :(

W Spodku odbył się nie tylko koncert Mansona: Jego występ był jednym z sześciu w ramach kolejnej edycji Metal Hammer Festival. Wydawałoby się, że skoro to już ósma edycja, to organizatorzy mają na tyle dużo doświadczenia, żeby wszystko zapiąć na ostatni guzik. O ile sama organizacja festiwalu była ok, podobało mi się np. to, że po pokazaniu biletu dostawało się opaskę na rękę i można było bez problemu wyjść ze Spodka (np. na obiad), a potem wrócić, to niestety zawiodło to, co na koncertach jest najważniejsze: dźwięk. Nie wiem, kogo zatrudniono jako dźwiękowców, ale albo nie znają się swojej robocie, albo nie mieli możliwości zrobić tego, jak należy. Samej muzyki słuchało się dość nieźle, niestety zagłuszała ona wokalistów. Sporadycznie podczas najważniejszego koncertu, a więc występu Mansona, mikrofon czasami… piszczał. Jeszcze nigdy nie byłam na koncercie, na którym doszło do czegoś takiego, nawet na dniach jakiegoś miasta czy wsi nie zdarzyło się, że mikrofon wydawał z siebie takie piski. Jakim cudem organizatorzy MHF do tego dopuścili? Można by wybaczyć, gdyby to była pierwsza edycja festiwalu, ale nie ósma!

Ok, koniec narzekań (haha, żart, to nie koniec), przejdźmy do występów. Pierwsze cztery opinie napisałam „na gorąco”, od razu po występach, podczas przerw, dopóki miałam sporo baterii w telefonie, a i bałam się, że później mogę zapomnieć o moich wrażeniach… ;)

Niestety na pierwszy koncert się spóźniłam i weszłam podczas ostatniej piosenki ARRM. Chociaż czy ja wiem, czy powinnam pisać „niestety”… Może 5 minut to za mało, by ocenić zespół, ale chociaż z początku wydawało mi się to w miarę ciekawe, niestety z każdą minutą coraz bardziej się dłużyło i byłam coraz bardziej znudzona.

Jako drugi zespół wystąpił Percival Schuttenbach. Na początku byłam zaintrygowana – mieli ciekawe stroje (kojarzące się ze średniowieczem), kobietę, która grała bodajże na wiolonczeli, ale sam instrument wyglądał dość dziwnie, a z sektorów nie mogłam się mu przyjrzeć. Śpiewali po polsku, ale niestety mogłam zrozumieć zaledwie kilka słów. Nie wiem czy kto kwestia nagłośnienia, ale ich muzyka często wydawała mi się chaotyczna i po kilkunastu minutach ten „hałas” zaczął mnie nużyć. Ale może posłucham studyjnych wersji ich piosenek, bo tak właściwie to myślę, że mają potencjał.

Po prawie półgodzinnej przerwie na scenie pojawił się zespół Zeal & Ardor. W końcu ponad pół godziny muzyki, którą słuchało się z przyjemnością. Na pewno przyjrzę się im bliżej, łączą spokojniejsze momenty z „darciem ryja” i „napieprzaniem na perkusji” ;) Zrobili bardzo pozytywne wrażenie i w końcu nie nudziłam się, co więcej nie obraziłabym się, gdyby ich występ potrwał jeszcze dłużej ;)

Po nich na scenę wyszedł zespół Myrkur. Pierwsze wrażenie pozytywne, wokalistka ma ładny głos i świetnie się sprawdza w spokojniejszych fragmentach albo balladach (jedną zaśpiewała i zagrała na keyboardzie na końcu koncertu), ale muzyka zespołu nie przekonała mnie, growl wokalistki też nie. Niektóre fragmenty były naprawdę ciekawe i miło się ich słuchało, ale ich występ strasznie mnie zmęczył i tak znudził, że nawet nie chciało mi się czekać na przerwę, żeby pójść do łazienki.

Jako przedostatni wystąpił zespół Paradise Lost i nawet spotkałam ludzi, którzy na festiwal przyszli na ten koncert, a nie na Mansona. Niestety trudno mi się wypowiedzieć na temat tego koncertu, był zagrany poprawnie, właściwie dość przyjemnie się go słuchało, ale naprawdę nie mogłam się skoncentrować na ich muzyce, bo w głowie miałam tylko jedną myśl: Po ich występie na scenę wejdzie MM! Może trochę to „skrzywdziło” ten zespół, z drugiej strony myślę, że gdyby miał mnie porwać i zachwycić, zdołałby przyciągnąć moją uwagę, hmm…

Zanim przejdę do najważniejszego koncertu, ponarzekam trochę na ludzi. Bo wiecie co myślę? Że ludzie to ku*wy. Oczywiście przed występem Briana było pół godziny przerwy, ja siedziałam na dolnych sektorach, w pierwszym rzędzie. Żeby dostać to miejsce kupowałam bilet o 8:30 rano, czyli w tym samym momencie, w którym weszły one do sprzedaży. Pewnie wiele osób siedzących obok mnie również wstali wcześniej albo skorzystali z komputera w pracy. I nie po to kupowaliśmy bilet tak wcześnie i tak blisko sceny, żeby jakieś ku*wy przyszły z wyższych rzędów i stanęły na przejściu, zasłaniając widok! Nie wiem, czy byliście w Spodku, ale przed pierwszym rzędem jest sporo miejsca, więc ludzie mogą sobie bez problemu przechodzić. Od płyty i tzw. zielonego sektora (rząd krzesełek na płycie, no, troszkę ponad nią, więc niektórzy ludzie z płyty się na nie wspięli i tam siedzieli) mój sektor był oddzielony taką barierką wykonaną bodajże z płyty pleksi czy czegoś podobnego. I niektórzy ludzie, którzy kupili siedzenie w wyższych rzędach, schodzili na dół i stawali przy tym przejściu. O ile stali tak, że za nimi były schody, więc nikomu nie zasłaniali widoku, ok, niech sobie stoją. Ale niektóre ku*wy bezczelnie stawały w miejscach tak, że za nimi siedzieli ludzie! I tu też zauważyłam dwa typy ludzi: Jedni, jeśli zwróci im się uwagę, pójdą sobie (a czasami nawet przeproszą). Drudzy mają cię w dupie. Część z nich kompletnie cię oleje i jak stali, tak stoją dalej, były dwie laski, które śmiertelnie obraziły się na faceta, bo jak on mógł zwrócić im uwagę, że mu zasłaniają widok? Inne dwie przesunęły się, więc już nie zasłaniały widoku temu, kto zwrócił im uwagę, ale oczywiście zaczęły zasłaniać komuś obok. W tym mnie. Jak dziewczyny za mną, z drugiego rzędu wydarły się, że zasłaniają, to te z bezczelnym uśmieszkiem: „to wstawać na koncercie, nie siedzieć!”, wtedy mnie krew zalała i powiedziałam, że nawet jeśli wstanę, to i tak jestem niższa od nich i tak nie będę nic widzieć, a nie po to kupowałam miejsce w pierwszym rzędzie, żeby nie widzieć tego, co się dzieje na scenie. Dopiero wtedy odpuściły i gdzieś poszły. Większość tych sytuacji miała miejsce podczas przerwy, więc spoko, nic się nie straciło z występu, aczkolwiek dwie inne laski stwierdziły: co się czepiacie? Przecież jeszcze nic się tam nie dzieje! To po cholerę tam stajecie? Nie po to, żeby „zająć” miejsce z najlepszym widokiem i tkwić tam przez cały koncert? Bo w to uwierzę, że ot tak, postoją sobie podczas przerwy, a wraz z rozpoczęciem koncertu pójdą grzecznie na swoje miejsce…
Naprawdę, nie rozumiem ludzi. Jeśli podczas koncertu chcesz stać i być bliżej sceny, kup sobie bilet na płytę. One zazwyczaj są TAŃSZE, więc i jeszcze zaoszczędzisz! A jak już masz bilety na sektor, to do jasnej, siedź na dupie na swoim miejscu! Chyba że zdarzy się, że wszyscy z danego sektora stoją i skaczą podczas koncertu w obrębie przydzielonego sektora, to możesz sobie stać przed swoim krzesełkiem. A nie, że ktoś kupi sobie miejsce w rzędzie 10, po czym zejdzie na dół i będzie stać i zasłaniać widok ludziom w pierwszych rzędach. Tak się składa, że byli tam niepełnosprawni (w sektorze czy dwa obok) i oni nie mogą sobie stanąć podczas koncertu! Poza tym są ludzie, którzy naprawdę, wolą siedzieć, delektować się słuchaniem muzyki i obserwowaniem tym, co się dzieje na scenie i naprawdę nie czują potrzeby, żeby skakać, tańczyć itp. i może chcą sobie przesiedzieć cały koncert. Uwierzcie mi, są  tacy ludzie. Skąd to wiem? Ja sama się do nich zaliczam.

Dobra, trochę ponarzekałam, chociaż mam świadomość, że to i tak nic nie zmieni, bo myślę, że moi czytelnicy są na tyle inteligentni, że podczas koncertów nie zachowują się, jak wyżej opisane ku*wy. A nawet jeśli ktoś taki wszedłby na mojego bloga, pewnie moje słowa i tak nie zmienią jego egoistycznego podejścia do sprawy.

Zdjęcie ukradłam ze strony Antyradio.pl.

Pora na kilka słów o koncercie Marilyna Mansona. Jako, że czasami mu „odbija” i już były sytuacje, że kończył koncert po dwóch czy trzech piosenkach, modliłam się, żeby zagrał pełen koncert. Za każdym razem, kiedy schodził ze sceny, bo zmieniano scenografię albo on zmieniał strój (albo jedno i drugie na raz), myślałam tylko: Brian, proszę, wróć na scenę. Wracał. Dwa razy nawet wydawało się, że koncert się skończył, bo włączono światła, ale po krzykach fanów, którzy wołali Mansona, zaraz je gaszono i Brian wychodził, żeby coś jeszcze zaśpiewać. Cały koncert trwał około 1,5 godziny i jestem nawet zaskoczona, że tak profesjonalnie podszedł do tego koncertu, nie wkurzył się, nie przerwał mimo sporadycznych pisków z jego mikrofonu. Dwa razy również próbował oświetlić reflektorem publiczność, który podniósł ze sceny, ale on się wtedy wyłączał. Podczas i po koncertu myślałam, że to wina speców od świateł, którzy wyłączyli ten reflektor czy coś, dopiero na filmikach się okazało, że… kabel był tak krótki, że po podniesieniu reflektora, wtyczka się wysunęła. Sam reflektor został potraktowany brutalnie i jak Brian się zorientował, że nie świeci, to po prostu go rzucił na scenę. To nie była jedyna rzecz, którą rzucił. Za każdym razem, jak schodził, po prostu rzucał mikrofon na scenę, bo po co podawać go technicznym, prawda? Jedną kolumnę co chwilę przewracał, a techniczni co chwilę ją ustawiali na drugiej, jak stało, po czym Brian znów ją przewracał i techniczni znów ją podnosili… Trudno zliczyć, ile razy ta kolumna została zepchnięta. Nie wspominając o statywie, którym MM też się bawił, często go przewracając, czasami sam go sobie podnosił…

Aczkolwiek była jedna sytuacja z mikrofonem, która raczej nie była planowana… Podczas wykonu „No reflection”, Brian bawił się nim, starając się postawić go na ręce. Dokładniej mówiąc, to był ten mikrofon, który od dołu ma tak jakby nóż i właśnie chciał go postawić na czubku tego noża. Nie udało mu się, mikrofon się zachwiał i Brian chciał go złapać, ale… spadł. To było tak zabawne i urocze, jak szybko schylił się po ten mikrofon ;) Co zabawniejsze, nie wszyscy fani to zauważyli – w komentarzach na FB pod postem mojej koleżanki, dwie jej znajome mi napisały: Ale przecież on specjalnie rzucał tym mikrofonem! Trochę im współczuję, że przeoczyły jeden z najzabawniejszych momentów koncertu.
Miałam nadzieję, że ktoś wrzuci filmik, na którym byłoby bardzo dobrze widać tę sytuację, bo chciałam zrobić gifa, ale… niestety nie znalazłam :( Poniżej jest nagrana spora część koncertu i jak się dokładnie przyjrzycie, to w 23:02-23:12 minucie widać, jak Brian bawi się ten mikrofonem i słychać, jak on upada ;)

Poza śpiewaniem, Brian też czasami coś mówił do publiczności. Na początku koncertu powiedział coś w stylu: Myślę, że wszyscy wiecie, że formalnie rzecz biorąc jestem z Polski, nie urodziłem się tu, ale czuję się tu prawie jak w domu (w powyższym filmie minuta 11:40). Aww, to takie… urocze ;) Może też dlatego zdecydował się nie kończyć koncertu przedwcześnie mimo wszystkich problemów technicznych? Innym razem pytał się fanów, jak jest „dad” po polsku, a jedna z osób mu odpowiedziała: Marilyn Manson i Brian dał sobie spokój i nie pytał już o to nikogo innego, haha.

Ludzie również wrzucali różne rzeczy na scenę. Nie wiem do końca, co tam lądowało (ale było w miarę możliwości szybko zbierane), jednak dwie rzeczy były doskonale widoczne: Różowe majtki, które prawie w niego trafiły (ale je całkowicie zignorował, sytuację możecie zobaczyć tutaj) oraz flaga Polski. Tę podniósł i zaniósł na podwyższenie, na którym grał perkusista.

A teraz kilka słów o tym, co najważniejsze, czyli muzyka. Ogółem Brian się postarał, występ zarówno muzycznie, jak i wokalnie wypadł przyzwoicie, czasami nawet lepiej niż przyzwoicie, więc cały czas byłam szczęśliwa, że go słuchałam, było tam niesamowicie. W trackliście pojawiło się kilka nowych utworów, w tym „Say10”, które spodobało mi się od razu. Prawie na samym początku Brian zaśpiewał „This Is The New Shit”, wydawałoby się, że w ludzi coś wstąpiło, jakieś szaleństwo, cała płyta skakała itp. Myślałam, że umrę ze szczęścia, gdy usłyszałam pierwsze dźwięki „No reflection”, a zaraz po nim „Sweet dreams” – byłam zaskoczona, że to się pojawiło, nawet nie śmiałam marzyć, że usłyszę to kiedykolwiek na żywo. Pod koniec ucieszyłam się z „The Beautiful People”, a jednym z bisów było „Personal Jesus” – tego utworu Brian nie grał podobno od kilku lat. Całość zakończyła się cudownym „Coma White”, jednym z najpiękniejszych utworów MM.
Nie nastawiałam się na żaden konkretny utwór, wolałam być zaskoczona niż rozczarowana. I to się udało: Te kilka utworów sprawiło, że byłam tak szczęśliwa, że nie przestawałam się uśmiechać. Co prawda chciałabym kiedyś usłyszeć jego wersję „Tainted love”, dzięki której go poznałam, ale niestety wszystkiego mieć nie można. Może jeszcze kiedyś będzie okazja*…

Szkoda, że MM po koncercie nie wyszedł do grupki fanów czekającej na parkingu. Co prawda nie wierzyłam, że to zrobi, ale chyba liczyłam na cud…

Podsumowując… Sam Metal Hammer Festival wypadł dość… średnio. Już pomijając problemy technicznie, niestety tylko jeden z pięciu zespołów naprawdę mnie zaciekawił. Pozostałe nie trafiły w mój gust. Jako, że na festiwal szłam tylko ze względu na występ Marilyna Mansona, bardzo się cieszę, że tam byłam i przeżyłam ten fantastyczny wieczór. To będzie jeden z koncertów, które na pewno będę wspominać jeszcze przez długi czas.

*Pisząc te słowa (jeszcze w wakacje, nie wiem, jak długo to tkwiło w moich szkicach), nie spodziewałam się, że Brian wróci do Polski tak szybko. A jednak: 13 czerwca 2018 roku wystąpi w Warszawie, bilety są po 169 zł i jeszcze są dostępne. Więc jeśli lubicie Marilyna Mansona, a przegapiliście Metal Hammer Festival, jest druga okazja, żeby go zobaczyć i usłyszeć. Ja nadal tak miło wspominam wakacyjny koncert, że na pewno wybieram się do Warszawy – bilet już mam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.