Z komiksów do filmów: Avengersi

Być może pamiętacie, jak kiedyś pisałam, że poza Batmanem nie lubiłam innych superbohaterów. Oczywiście to wynikało z tego, że tak naprawdę nie znałam innych postaci i po prostu nie chciałam ich poznawać. Wszystko się zmieniło dzięki Deadpoolowi oraz doktorowi Strange’owi, którzy zmienili moje nastawienie.

Ponieważ uwielbiam doktora Strange’a, a wkrótce pojawi się ta postać w najnowszym filmie Marvela, czyli „Thor: Ragnarok”i postanowiłam pójść na to do kina, pomyślałam, że warto by było poznać Thora, jego historię i po prostu obejrzeć poprzednie filmy, żeby zajarzyć, o co chodzi w tym najnowszym. Jestem wdzięczna Kamili za pomoc: Dostałam od niej listę filmów, którą powinnam obejrzeć przed najnowszym Thorem, żebym mogła się wgłębić i zrozumieć Marvelowskie uniwersum. Dzięki temu przez trzy ostatnie tygodnie właściwie żyłam w świecie Marvela.

Mogłabym napisać opinię do każdego filmu z osobna, ale prawdę mówiąc byłoby to dla mnie bardzo trudne: Przez to, że oglądałam jeden film za drugim, a wiele postaci przewija się przez większość filmów, trochę mi się miesza, co kiedy i w którym się wydarzyło :) Właściwie traktuję to wszystko jako całość. Za to spiszę tytuły w kolejności, w jakiej oglądałam i jeśli również zechcecie rozpocząć przygodę z bohaterami Marvela, polecam oglądać to w takiej kolejności, w jakiej ja widziałam :)

Całą przygodę rozpoczęłam od „Captain America: Pierwsze starcie” (7/10) – chociaż nie jest to pierwszy film Marvela, ta historia wydarzyła się najwcześniej: akcja dzieje się podczas II wojny światowej. Zdecydowanie warto zobaczyć, bo poznajemy Steve’a jeszcze zanim staje się Kapitanem Ameryką i jesteśmy świadkami jego przemiany. Pod tym względem film oglądało się z przyjemnością i chyba dlatego mi się spodobał: lubię tego typu historie, gdy widzimy tego typu przemianę. Niestety druga połowa jest taka typowa: wiadomo, walka ze złem, bla, bla, bla, ale w tego typu filmach to normalka. Dam Wam tylko małą radę: warto się przyjrzeć temu przeciwnikowi, bo Hydra pojawia się również później i w późniejszych filmach pojawia się wiele nawiązań do niej i broni, jaką dysponowali.

Drugi film, który obejrzałam, również zaznajomił mnie z historią jednej postaci, w której możemy obserwować przemianę w superbohatera i doskonale znamy motywy tej przemiany. Mowa o Iron Man(8/10), który moim zdaniem jest jednym z najlepszych filmów Marvela. Chociaż Tony’emu Starkowi daleko do ideału, trudno nie polubić jego postaci: Może dlatego, że konsekwentnie dąży do celów, nie boi się postawić innym, po wydarzeniu wokół którego toczy się pierwsza połowa filmu, widzimy jak Tony zmienia swoje życie. Do tego jest geniuszem, a obserwacja, w jaki sposób tworzył kostium Iron Mana była zabawna. Nie możemy zapomnieć o Robercie Downey Jr., który zagrał Tony’ego – mam wrażenie, że aktor urodził się do tej roli i dzięki niemu polubiłam tego bohatera, chociaż przed obejrzeniem filmu nawet nie byłam fanką Roberta! :)
Za co jeszcze lubię „Iron Mana”? Za dużą dawkę humoru i świetną muzykę. Ogólnie humor pojawia się w większości filmów Marvela, ale tu mamy go sporo. Następnym filmem w kolejności był Iron Man 2″ (7/10), chociaż kontynuacja jest trochę gorsza, to i tak oglądanie sprawiało przyjemność, nie mówiąc o tym, że w tym filmie pierwszy raz pojawia się Czarna Wdowa, która później jest jedną z najważniejszych bohaterek i którą praktycznie od razu polubiłam. Co jest dla mnie trochę zaskakujące, bo do tej pory nie przepadałam za Scarlett Johansson, a dzięki tym filmom zyskała moją sympatię :)

Kolejne dwa filmy to poznanie kolejnych postaci. Właściwie to obojętne, po który sięgniemy najpierw. Zaczęłam od Incredible Hulk” (5/10), który jest niestety najgorszym filmem Marvela. Jeśli znacie historię Hulka, wiecie, skąd się wziął to właściwie możecie sobie go darować. Ja osobiście nie wiele wiedziałam o tej postaci, a film znacznie mi ją przybliżył. Całość czasami bywała ciekawa, czasami nużyła, a było też wiele scen, które mnie bawiły (chociaż nie powinny), jak np. bardzo patetyczna scena, jak Betty wychyla się w samolocie z wyciągniętą ręką, patrząc, jak Bruce spada na ziemię. Niestety Thor” (6/10) też mnie nie porwał, a Natalie Portman trochę mnie irytowała (chociaż szczere mówiąc nie wiem na ile to wina aktorki, a na ile scenariusza). Jednak warto zobaczyć, żeby przede wszystkim poznać Thora i jego brata Lokiego, bo obaj pojawiają się później i bez znania fabuły można nie wyłapać kilka aluzji, które były w późniejszych filmach ;) Nie mówiąc o tym, że obaj aktorzy zostali świetnie dobrani do swoich ról (a przede wszystkim Loki – nie można oderwać od niego oczu!).

Po obejrzeniu tych pierwszych pięciu filmach znamy już sporą grupkę bohaterów i teraz już spokojnie możemy obejrzeć Avengers” (7/10), w której się oni pojawiają. Tak, wszyscy, zarówno Kapitan Ameryka, jak i Iron Man. Nie mogło zabraknąć Czarnej Wdowy oraz Hulka. Również Thor dołączył do drużyny, Loki też się pojawia, ale nie po to, by walczyć u boku brata. Właściwie czekałam na obejrzenie, ponieważ byłam ciekawa, jak z pozoru różne historie połączą w jedną. Sam pomysł bardzo mi się podoba, tak samo jak to, że możemy tu obserwować relacje między superbohaterami i rodzącą się przyjaźń między nimi. Same wydarzenia bardzo wpłynęły na bohaterów, powstanie drużyny i fajne jest też to, że później jest sporo nawiązań do tej walki. Dodatkowo poznajemy tu kolejnego bohatera: Sokole Oko, którego właściwie od razu polubiłam. Oczywiście i w tym filmie nie mogło zabraknąć zabawnych sytuacji albo dialogów. Niektóre (przede wszystkim scena z Hulkiem i Lokim) rozbawiła mnie do łez.

Po zbiorówce pora poznanie dalszych losów poszczególnych bohaterów. Iron Man 3” (8/10) jest zdecydowanie lepszy od poprzednika, przede wszystkim ze względu na ataki paniki Tony’ego. Nie będę wyjaśniać, o co chodzi, warto samemu zobaczyć. Myślę, że właśnie to sprawia, że Tony staje się widzowi bliższy. Poza myślę, że to ma duży wpływ na rozwój tej postaci, a to czego Tony nauczył się w tym filmie, stara się przekazać Spider-Manowi kilka filmów później. Thor: Mroczny świat” (7/10) jest lepszy od części pierwszej, może dlatego, że postać Jane nie jest aż tak irytująca. Chociaż jak dla mnie to taka bajeczka, ale dowiedziałam się czegoś o uniwersum i połączeniach między planetami. Sam spisek w Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz” (7/10), wokół którego toczy się większość akcji jakoś mnie nie bardzo porwała (chociaż wspomniano Strange’a jako potencjalne zagrożenie, czym byłam zachwycona :D), ale zdecydowanym plusem jest pojawienie się Zimowego żołnierza. W pierwszym momencie nie mogłam uwierzyć, gdy w końcu ujawniono, kim on jest. Oj, długo zbierałam szczękę z podłogi. Chociażby dla tego bohatera i jego relacji z Kapitanem Ameryką warto obejrzeć ten film.
A jak już zaczęliście przygodę z uniwersum to nie ukrywajmy: jeśli by się go pominęło, trudno będzie się połapać w kolejnych filmach.

Następnie znów mamy zbiorówkę: Avengers: Czas Ultrona (7/10), który nie raz mnie zaskoczył. Plusem jest to, że film świetnie ukazuje, że nikt nie jest czarno-biały i każdy może zmienić stronę, po której walczy. Do tego w tym filmie pojawiają się dwie sceny, podczas których aż się popłakałam ze śmiechu. Po Avengersach pora na poznanie nowego bohatera, tj. Ant-Man” (7/10). Mnie osobiście film się spodobał, dobrze się bawiłam (nawijka Luisa bawiła mnie do łez) i polubiłam też głównego bohatera. Ponieważ on się pojawia w późniejszych zbiorówkach, warto poznać jego historię, dowiedzieć się, kim jest i w jaki sposób stał się Ant-Manem. Ja osobiście czekam na kolejny film z nim w roli głównej (który ma być bodajże w przyszłym roku). Jak już się poznało zdolności Ant-Mana, spokojnie można przejść do Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” (8/10). Z jednej strony zaskakujący, z drugiej jesteśmy w stanie zrozumieć obie strony w tyn konflikcie. Świetnie się ogląda samą walkę bohaterów, gdy walczą ze sobą, jednocześnie nie chcąc zrobić sobie krzywdy.  Poza tym, jak to jednak często bywało, i tu byłam zaskoczona kilka razy, przede wszystkim, gdy odkrywamy, co naprawdę stało się z rodzicami Tony’ego.

Do tej pory to była ostatnia taka „zbiorówka”, w której pojawiła się cała grupa Avengersów. Na następną musimy poczekać do następnego roku. Ale najpierw warto zobaczyć jeszcze kilka filmów, poznać bohaterów, którzy tam się pojawią. Na pewno większość z Was słyszała Strażnicy Galaktyki” (8/10) oraz Strażnicy Galaktyki vol. 2” (7/10) – ten drugi ostatnio był bardzo promowany. Teoretycznie, na pierwszy rzut oka wydaje się, że to osobna opowieść, nie mająca zbyt wiele wspólnego z Avengersami: nic bardziej mylnego. Jak już się widziało drugą część Thora, w jednej scenie Strażników Galaktyki rozpoznajemy jednego bohatera i odkrywamy, że w „Strażnikach Galaktyki” zabawa też toczy się o jeden z kamieni, o których była mowa w Avengersach i które nie raz się pojawiały. Moim zdaniem „Strażników…” możecie zobaczyć, kiedy chcecie (ja to sobie zostawiłam na „deser”), ale w praktyce polecam już po tym, jak się obejrzało drugiego Thora ;)
To, co jest zdecydowanym plusem „Strażników Galaktyki” (i tyczy się to obu części), to bardzo ogromna dawka humoru, więc spokojnie te filmy można potraktować jako komedie. Groot jest jednym z najfajniejszych bohaterów, a w drugiej części jest uroczy. Cała historia może mnie tak nie porwała, ale czasami wystarczy tylko kilka fajnych bohaterów i sporej dawki zabawnych scen oraz dialogów, by pokochać film ;)

I na koniec zostały jeszcze dwa filmy, moim skromnym zdaniem najlepsze filmy Marvela: Doktor Strange” (9/10), o którym już Wam wspominałam w zeszłym roku – za trzecim razem oglądałam go z taką samą przyjemnością, jak poprzednio, a znając uniwersum wychwyciłam kilka smaczków, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. Nie mogę się doczekać następnych filmów i zbiorówek, w których doktor Strange się pojawi. Również Spider-Man: Homecoming” (8+/10) bardzo mi przypadł mi do gustu. Najbardziej podoba mi się, że Spider-Man jest dopiero nastolatkiem, który dopiero odkrywa swoje zdolności. Z jednej strony ma typowo młodzieńcze problemy: pierwsza miłość, jest trochę dręczony w szkole, ukrywa przed wszystkimi, że to on jest Spider-Manem, chce również się wykazać przede wszystkim przed Tonym Starkiem, który jest jego idolem, a z drugiej strony to po prostu dobry dzieciak, który stara się walczyć ze złem, jak tylko może. Uważam ten film za jeden z najlepszych z Marvela nie tylko ze względu na główną postać, ale również ze względu na jego przeciwnika: O ile zazwyczaj temu złemu rozchodzi się o władzę, niszczenie świata, bla, bla, bla, tak tu rozchodzi się o coś tak przyziemnego, jak pieniądze, że doskonale rozumiemy Vulture’a. Chociaż ta postać jest dość złożona, nie mamy problemów ze zrozumieniem jej motywacji, nawet jeśli chodzi o jego relacje ze Spider-Manem. Za pierwszym razem film mi się bardzo spodobał, ale mam wrażenie, że za drugim polubiłam go jeszcze bardziej, dzięki temu, że teraz byłam w stanie wychwycić nawiązania do uniwersum, których tu jest dość sporo ;)

Podczas oglądania filmów Marvela nie zapominajcie o dodatkowych scenach! Zawsze jest chociaż jedna, a czasami jest ich więcej (druga część „Strażników Galaktyki” ma ich nawet cztery albo pięć). Często jest tak, że po pierwszej części napisów jest jedna scena, a na sam koniec po napisach jest druga. Czasami coś jest jeszcze pomiędzy. W każdym razie jak się pojawią napisy, nie wyłączać filmu, tylko je sobie przewijać. Ja osobiście uwielbiam te sceny, ponieważ większość jest bardzo zabawna, a te, które są na poważnie, zapowiadają nam, co może się dziać w kolejnych filmach.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Ja spędziłam fantastyczne 3 tygodnie z filmami Marvela i serdecznie Wam polecam zaznajomienie się z całym uniwersum (nawet jeśli wydaje się Wam, że nie lubicie tego typu filmów, dajcie im szansę – moja przyjaciółka tak twierdziła, ale obejrzała ze mną „Strażników Galaktyki” i ci jej tak przypadli do gustu, że prawdopodobnie obejrzy sobie resztę ;)). Najbardziej podoba mi się to, że wszystko jest ze sobą powiązane, bohaterowie pojawiają się nie tylko w „swoich” filmach, ale również u innych, że jeden film nawiązuje do drugiego i jest to jedna historia, co nadaje… realności, jakkolwiek głupio to zabrzmi w kontekście filmów na podstawie komiksów.

Jeśli chodzi o moje 3 tygodnie z Marvelem, obejrzałam ponownie również „Deadpoola”, który raczej nie łączy się z resztą (a szkoda, bo mogłoby być zabawnie, gdyby Deadpool pojawił się u boku Iron Mana i innych), ale o tym filmie też już Wam pisałam i też Wam go polecałam ;)

No cóż, w końcu obejrzałam całą tę listę, więc pora wrócić do rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam straszne zaległości, jeśli chodzi o pisanie opinii i w najbliższym czasie postaram się więcej pisać, tak aby wspomnieć Wam o obejrzanych filmach i przeczytanych książkach, po co moim zdaniem warto sięgnąć, a co lepiej sobie odpuścić. Mam nadzieję, że do końca roku dam radę to nadrobić. Nie mówiąc o tym, że nadal mam w planach relację z castingu z Mam Talent oraz relację z Metal Hammer Festival, a teraz wybieram się również na kilka koncertów… Trochę się tego nazbierało ;)

Trzymajcie kciuki i do następnego razu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.