„Nie musisz tego robić”

– ile razy słyszeliście tego typu tekst od swojej rodziny, przyjaciół…? Ja niezliczoną ilość razy. Niby mają rację, bo faktycznie – teoretycznie nie muszę, ale problem w tym, że ja CHCĘ i właśnie dlatego ten tekst irytuje mnie tak bardzo w niektórych przypadkach.

Naprawdę doceniam to, że moja rodzina (przede wszystkim rodzice) i przyjaciele zazwyczaj mnie wspierają w różnych projektach, ale są pewne sprawy, w których wydaje mi się, że część z nich nie potrafi mnie zrozumieć. Już piszę, o co chodzi.

Dieta

Był kiedyś czas, kiedy stosowałam różne dziwne diety, bo chciałam schudnąć. Było, minęło. Dziś staram się podejść racjonalnie do swojego żywienia i staram się z różnych względów wprowadzić do niej jakieś zmiany. Po co? Przede wszystkim, żeby dobrze się czuć.

Szkoda, że nadal nie wszyscy potrafią to zrozumieć, ale na szczęście do kilku ludzi już dotarło, co mi chodzi po głowie.

Wiem, że komuś może się wydawać dziwne, kiedy mówię, że staram się ograniczyć, a właściwie wykluczyć cukier. Raz mogliście śledzić przebieg mojego eksperymentu, kiedy to w czerwcu tego roku przez cały miesiąc nie jadłam cukru (no, może odrobinkę w musztardzie do parówek, ale nic więcej). Ten eksperyment uświadomił mi kilka rzeczy: 1) zniknął mi trądzik, z którym walczę od miesięcy i który doprowadzał mnie do takiej rozpaczy, że na początku roku wybrałam się z nim do dermatologa (terapia zastosowana przez lekarza nie poskutkowała). Znaczy się, moja skóra nie była całkowicie gładka itp., ale nie było wielkich, czerwonych i nie rzadko bolesnych pryszczy, które mam w tej chwili (no cóż, niestety przed ostatnie 3 miesiące kompletnie nie szło mi ograniczanie cukru). 2) Zauważyłam wtedy, że nie spożywając tej białej substancji (od której większość ludzi jest uzależniona) czułam się lepiej. 3) Odkryłam smak dobrze znanych produktów, tj. wiele z owoców stało się dla mnie o wiele słodsze niż wcześniej. Kiedyś nie wyobrażałam sobie jedzenia np. truskawek bez dodatku cukru. W czerwcu truskawki same w sobie były dla mnie tak słodkie, że nie potrzebowałam żadnych dodatków…

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie muszę ograniczać cukru. Tylko wkurza mnie postawa ludzi, którzy patrzą na mnie jak na wariatkę i nawet nie próbują zrozumieć, dlaczego tak wymyślam. Uważają, że katuję siebie narzucając na siebie takie ograniczenia. Ale to nie oni patrzą w lustro i widzą mnóstwo czerwonych wyprysków, które bolą, gdy przypadkiem ich dotknę. Oni tego nie widzą, bo gdy patrzą na mnie, widzą tylko grubą warstwę korektora, którą nakładam, zanim wyjdę z domu. I jeśli mam wybór: przyzwyczaić się do tych pryszczy albo zrezygnować z cukru ze świadomością, że dzięki temu poprawi się stan mojej cery, wybieram drugą opcję. Wymaga wiele samozaparcia i wytrwałości, ale wierzę, że wkrótce zbiorę się w sobie i dam radę, szczególnie że wiem, że wyleczenie cery to tylko jeden z kilku pozytywnych aspektów takiej diety. Nie mówiąc o tym, że skoro cukier szkodzi mi tak widocznie, to na co jeszcze, poza skórą, ma negatywny wpływ?

Również ze względu na cerę staram się ograniczyć spożycie pszenicy. Podobno ona też ma negatywny wpływ na stan cery. Nie wiem, jak jest w moim przypadku, ale dopóki nie przeprowadzę 3-4 tygodniowego eksperymentu, to się nie dowiem.

Ćwiczenia

Dla mnie dieta i ćwiczenia są ze sobą związane. W końcu na to, jaką mamy figurę, wpływają oba czynniki. Od lat (właściwie od wczesnego dzieciństwa) mam ten problem, że tkanka tłuszczowa magazynuje mi się przede wszystkim na brzuchu. Jest to irytujące, bo jeśli założę obcisłą bluzkę, wyglądam, jakbym była w ciąży. I nie, nie przesadzam. Ale strasznie irytują mnie ludzie, którzy patrzą na mnie i mówią: przecież jesteś chuda! Tylko… jedno drugiego nie wyklucza! Nie mówiąc o tym, że ci ludzie nie widzieli mnie nago, albo chociaż bez koszulki, a na co dzień ubieram się tak, by tego brzucha nie było widać…

Kiedyś to było moim większym kompleksem niż jest dziś. Kiedyś bardziej się tym przejmowałam. Ale wielu, jeśli wspominam o treningach, ćwiczeniach, diecie itp. myśli, że chcę się odchudzać. No… niezupełnie. Częściowo oczywiście mam nadzieję, że ćwiczenia i dieta zmienią moją sylwetkę i z mojego brzucha zniknie odrobina tkanki tłuszczowej. Jednak kiedy staram się motywować do regularnych treningów, są znacznie ważniejsze rzeczy: 1) mam krzywy kręgosłup i jeśli zbyt długo w ogóle nie ćwiczę oraz do tego prowadzę siedzący tryb życia, bolą mnie plecy. Ćwiczenia wzmacniają mięśnie pleców, sprawiają, że poprawia mi się postawa (nie garbię się tak bardzo) i przede wszystkim niwelują ten ból. 2) Po każdym treningu jestem naładowana pozytywną energią i czuję się szczęśliwa. Chociażby tylko dla tego uczucia staram się ruszać swój leniwy tyłek. 3) Chcę mieć bardziej rozciągnięte mięśnie i być silniejsza – nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać więcej siły albo lepsza kondycja.
Te trzy punkty są ważniejsze od poprawy sylwetki, którą wpisałabym dopiero na 4 miejscu. Niestety większości ćwiczenia i zdrowe odżywianie kojarzy się tylko z dietami i schudnięciem, co cholernie mnie irytuje, przede wszystkim, kiedy słyszę: Po co ćwiczysz? Przecież nie musisz tego robić, jesteś chuda!

Zęby

Jednym z moich największych kompleksów są… moje zęby. Jako dziecko i nastolatka nie bardzo dbałam o regularne wizyty u stomatologa – prawdopodobnie dlatego, że mam uraz psychiczny, który pozostawiła po sobie okropna lekarka, z którą niestety miałam styczność, gdy miałam 7-8 lat. Do tego stopnia boję się stomatologów (oraz bólu związanego z leczeniem), że prawdopodobnie gdybym spotkała bogina na mojej drodze (kto czytał/oglądał Harry’ego Pottera, wie, czym jest bogin), prawdopodobnie przemieniłby się w dentystę.

Rzadkie wizyty spowodowały, że żaden lekarz nie przejmował się moim krzywym zgryzem (tylko leczeniem bolącego zęba) ani tym, że po wyrywaniu moje zęby się poprzesuwały nie tak, jak powinny. Już od kilku lat marzę o aparacie na zęby (no dobrze, nie marzę o samym aparacie, a efektach leczenia ;)), przede wszystkim z powodów estetycznych: lewa dwójka jest strasznie wykrzywiona, ale również i komfortowych: za tą dwójką wyrósł mi kieł, z tyłu, bo nie znalazł dla siebie miejsca między 2 a 4, kiedy te się zsunęły po usunięciu mlecznego kła. Przez to, że on jest z tyłu, czasem przygryzę sobie nim język, a przy zaciśnięciu zębów, czuję dyskomfort poprzez nacisk zębów dolnych właśnie na ten kieł. Właśnie przez niego i dolne zęby w tym miejscu mi się pokrzywiły. I tekst typu: po co chcesz aparat na zęby, przecież nie masz ich krzywych jest najbardziej irytującym, a właściwie wkurwiającym tekstem, jaki słyszę. Każdy, kto coś takiego mówi jest najwyraźniej ślepy. Jasne, wiem, że nie każdy zwraca uwagę na uzębienie drugiego człowieka, ale człowieku, jeśli nie zwracasz na to uwagi, nie gadaj mi takich głupot! Przede wszystkim w przypadku, gdy najbardziej krzywym zębem jest ten praktycznie z samego przodu!

A ja chcę je wyprostować, bo nie chcę czuć tego dyskomfortu przy zgryzaniu zębów, który, kto wie, mógłby prowadzić do bólu. Chcę zrobić z tym porządek, bo nie chcę się wstydzić uśmiechać szeroko, a dziś, muszę się przyznać: wstydzę się. Nie uśmiecham się do zdjęć, gdy jestem ze znajomymi, też rzadko uśmiecham się szeroko, nie pokazuję zębów w takich sytuacjach, nie pokazuję ich, jeśli nie muszę. I zazdroszczę każdemu, kto nie ma tego problemu.

Na szczęście w końcu, po latach zebrałam trochę funduszy i postanowiłam zainwestować w siebie, zainwestować w zniwelowanie mojego największego kompleksu: poszłam do ortodontki. Długa droga przede mną, bo najpierw muszę wyleczyć kilka zębów, kilka wyrwać, dopiero po tym będę mieć zakładany aparat, a wg ortodontki będę go musiała nosić nawet 2,5 roku. Mam nadzieję, że będzie warto.
I jeszcze jedno do tych, którzy twierdzą, że nie mam problemu z zębami: Nawet ortodontka stwierdziła, że one są tak poprzestawiane, że to dla niej będzie prawdziwym wyzwaniem.

◊◊◊

Musiałam trochę się wyżyć, ale może niektórym z Was przybliży się mój punkt widzenia. Mam taką radę dla Was: Jeśli ktoś w Waszej rodzinie albo Wasi przyjaciele chcą coś zmienić w swoim życiu, nie istotne z jakiego powodu: czy walczą z jakimś kompleksem czy po prostu chcą coś poprawić, nawet jeśli wyda Wam się to dziwne, dla tej osoby może to być ważne, więc nie katujcie jej tekstem: nie musisz tego robić. Po co to robisz? Tylko wspieraj ją w tym, by wytrwała w swoim postanowieniu. Pamiętajcie, że jest powód, dla którego ona to wymyśliła. Że jest coś, nad czym chce popracować. Nawet jeśli Wam się to wydaje dziwne czy niezrozumiałe, wspierajcie. Tekst „nie musisz tego robić” wcale nie sprawi, że ona zrezygnuje z pomysłu, sprawi tylko, że będzie zirytowana i zła na Was.

 

2 myśli w temacie “„Nie musisz tego robić”

  1. KarolinaM pisze:

    Powiem Ci, że jestem jedną z tych osób, które w ogóle nie zauważyły Twoich problemów z zębami a raczej zębem. Jednak wcale a wcale nie dziwię się, że chcesz to naprawić. Co do diety i ćwiczeń – wybór należy do człowieka, który się zdecydował, a nie wszystkich wokoło. Podoba mi się Twój wpis i nastawienie. Trzymam kciuki żebyś wytrzymała w swoich postanowieniach i nie przejmowała się innymi. Wiem, że łatwo mówić – sama mam problem z ignorowaniem słów innych. Jednak jestem z Tobą!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.